The Killers “Imploding the Mirage”

Po chaotycznych dźwiękach elektrycznej gitary, głośnej perkusji, buntowniczym głosie Flowersa, The Killers wracają w swoim szóstym albumie Imploding The Mirage, zaskakując elegancją, poprawnością oraz tekstami pełnymi refleksji. Nowa płyta podzieliła zagorzałych fanów zespołu, zbierając przy tym całkiem dobre oceny krytyków. Niewiele jednak ma ona wspólnego z debiutanckim albumem Hot Fuss (2004), który do dziś uważany jest za najlepszy krążek The Killers.

Ostatnie lata nie były łatwe dla zespołu, a szczególnie można było to  zauważyć przy stopniowym wycofaniu się gitarzysty Dave’a Keuninga, który od 2017 roku nie brał już w nim czynnego udziału. Ponadto niedawne zarzuty o niewłaściwe zachowanie seksualne za kulisami podczas trasy koncertowej w 2009 roku nie wpłynęły też dobrze na ich reputację. Cieszący się dotąd nieskalaną opinią, muzycy musieli skupić się na wyjaśnieniu całej sytuacji, w obawie o przypięcie im łatki “toksycznego rocka stadionowego”. Sprawa ucichła, kiedy domniemana ofiara stwierdziła, że nie doszło jednak do napadu, ale Killersi na jakiś czas wyciszyli swoją aktywność.

Był to pierwszy raz, kiedy podczas premiery, zespół nie wszedł na scenę nieskazitelny i świeży, ale lekko przybrudzony, osłabiony. W tym momencie muszę się również do czegoś przyznać. Po pierwszym przesłuchaniu płyty nie potrafiłam się odnaleźć w tym, co Brandon chciał w niej opowiedzieć. Postanowiłam wtedy wyjść  na długi spacer po mieście i zostać z ich muzyką sama – przecież nie mogli mnie rozczarować.., I tak, to była dobra decyzja, bo  Imploding The Mirage jest chyba najbardziej osobistym i spójnym albumem, jaki zespół nagrał do tej pory!

Niemałym zaskoczeniem były gościnne udziały innych muzyków przy tworzeniu albumu. I tak na przykład mamy okazję znaleźć na nim Lindsey Buckingham z Fleetwood Mac czy Shawna Everett i Adama Granduciel z The War On Drugs.

Współpraca z artystami była świetną decyzją, bo gitara Lindsey w singlu Caution brzmi po prostu rewelacyjnie! Spokojnie zapowiadający się utwór ‘eksploduje’ w momencie refrenu i właśnie wtedy przypominamy sobie, jak naprawdę brzmią znani nam The Killers.

Trudno jest nie wzruszyć się przy Blowback, kiedy piosenka dobiega końca, a Brandon śpiewa “Will you stay when she’s breathing the blowback again?”. Słowa do piosenki napisał sam Everett, który jest genianym tekściarzem, a chórek w finale jest kompletnym majstersztykiem.

Po pełnej nostalgii piosence mocno i dynamicznie wchodzi perkusja w Dying Breed i od razu pojawia się klimat albumu Day & Age (2008). W nim również zespół bawił się synthpopowymi dźwiękami syntezatorów, głośnymi uderzeniami, a wszystkiemu energii dodawał krzykliwy głos Flowersa.

W tekstach na płycie nie brakuje również głosu kobiet, w tym KD Lang, śpiewającej jako jego matka w piosence Lightning Fields. Pada w niej obietnica, że prawdzie i miłości nie będzie końca.

Zamykający album utwór Imploding The Mirage, z niespiesznym intro i uderzającym powietrzem riffem syntezatorowym, z refrenem większym niż piłkarski śpiew na trybunach, brzmi ogromnie, radośnie, przesadnie – dokładnie w ten sam sposób, w jaki zespół był świetny od czasu ich debiutu singlem Mr Brightside.

Flowers jest męskim orędownikiem kobiet po przejściach, zagubionych. W swoich piosenkach opowiadał o ich uczuciach, jak nikt inny, będąc tym samym wsparciem dla swojej żony, która głośno mówi o swoich problemach psychicznych, przeżytych traumach i myślach samobójczych. To sprawia, że Imploding The Mirage jest albumem wyjątkowym, bo właśnie na nim dał upust swoim obawom, słowom pełnych otuchy i współczucia. A kiedy posłuchamy otwierający płytę utwór My Own Soul’s Warning będziemy wiedzieć, z czym musiał zmierzyć się frontman, powoli wprowadzając nas w swoje ciemniejsze zakamarki życia.

Brandon nadal ma pełną kontrolę nad nami i oczywiste jest, że wiele z tych piosenek zostało zaprojektowanych tak, by wzbudzić w nas dreszczyk emocji i wywołać wzruszenie. Tym razem nie jest to jednak energia młodego, zbuntowanego i poszukującego samego siebie rockmana, który nie wie, w którą stronę się udać. To jak spacer nabuzowany emocjami – euforią, strachem, nadziejami – który kończy się we właściwym miejscu.

The Killers dało nam coś tak bardzo nieoczywistego, intrygującego, innego. Nikt nie brzmiał w tym roku tak, jak oni. Nikt też nie będzie grał jak oni za dziesięć lat. I chyba w tym tkwi cała ich magia  – wciąż będą zaskakiwać.

Krążek możecie zamówić na przykład tutaj!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *