Diabeł wcielony (2020)

Nakręcony przez Antonio Camposa Diabeł wcielony, człowieka odpowiedzialnego za serial Punisher (2017-19), to film, którym Netflix znów rozbije streamingowy bank. Zwłaszcza w czasach, kiedy wyjście do kina nie jest czymś prozaicznym. Ale nie miejcie złudzeń, Diabeł to obraz, który nie okazuje litości swojej widowni podobnie jak książka Daniela Raya Pollocka, na której jest oparty.

Podobnie jak w wielu innych historiach kryminalnych, znajdziemy tutaj wiele pozornie niezwiązanych ze sobą zbrodniczych ścieżek. Te osadzone są między latami 40. i 60. XX wieku na granicy stanów Ohio i Zachodniej Wirginii.

Po trwającym prawie półgodziny prologu Campos przenosi główny wątek fabularny na Arvina Russella (Tom Holland), nastolatka wciąż zmagającego się z demonami przeszłości. Najsilniejsze są one wtedy, kiedy Arvin obserwuje ludzi wykorzystujących religię do wyrządzania krzywdy innym. Mimo równie traumatycznego dzieciństwa, jego przyrodnia siostra Lenora (Eliza Scanlen) nadal zaciekle trzyma się swojej wiary. Jak łatwo się domyślić, film wystawi rodzeństwo na bardzo brutalną próbę.

Brzmi to trochę jak parodia w stylu filmów Quentina Tarantino i w zasadzie Diabła wcielonego można tak odbierać. W galerii grubo ciosanych postaci znajdziemy parę seryjnych morderców podróżujących bezdrożami, brudnego szeryfa czy nikczemnego kaznodzieję skrywającego wyuzdane tajemnice. Jednak ta imponująca obsada filmu grzęźnie w potraktowanych po macoszemu motywacjach i drętwych dialogach. Chyba tylko Pattinson szarżuje tutaj tak, że zmienia swój występ w coś naprawdę zabawnego!

Nawet wszechobecny i anonimowy narrator niewiele pomaga w zrozumieniu tego całego bałaganu, ponieważ skupia się na rzeczach elementarnych dla całej historii, które widać gołym okiem. Tymczasem wiele z krzywd, które przytrafiają się ekranowym postaciom, nie robi jakiegoś wielkiego wrażenia, ponieważ wszystkie one są wcześniej mocno zasugerowane. Każdy z bohaterów, zwłaszcza kobiecych, zostaje w filmie Camposa potraktowany ze szczególną surowością. Faceci giną z mniej lub bardziej dających się racjonalnie wytłumaczyć powodów, kobiety są zabijane tylko po to, by dać chłopakom coś do roboty.

Jednak nie zrozumcie mnie źle, Diabeł wcielony to produkcja co najmniej interesująca! Dawno w kinie mainstreamowym nie było tak brudnego, pokręconego i szokującego filmu, w którym przemoc i seks są aż tak obrazowo przedstawione. Jest tutaj choćby scena, w której oddział żołnierzy trafia na ukrzyżowanego oficera czy rytualne zabójstwo psa przedstawione w najbardziej makabryczny sposób, jaki można sobie wyobrazić. Bohaterowie osiągają  poziom sadyzmu, który dla normalnego człowieka jest praktycznie niewyobrażalny.

Ale ciężko traktować film jako coś głębokiego, czym tak bardzo stara się być. To w zasadzie kino eksploatacji, czysty eskapizm dla spragnionej krwi widowni i wspomniana już wcześniej parodia konkretnej stylistyki. Diabłu wcielonemu udaje się bowiem potknąć o praktycznie każdy kamień, jaki znalazł się na wytyczonej przez siebie drodze.

I choć stara się być brzydki, to jednak netflixowa fasada czyni go filmem zaskakująco bezpiecznym i „czystym” na poziomie opowiedzianej historii. Do tego bardzo naiwnym w swojej próbie dokonania wiwisekcji na ludzkiej duszy i duchowości ogółem, rzucając nam w twarz prawdami objawionymi w stylu „większość kobiet jest święta, większość mężczyzn to grzesznicy”.

Tym, co można zaliczyć na duży plus produkcji, jest spora ilość smoliście czarnego humoru. To fantastyczne nawiązanie do całego nurtu „Southern Gothic”, którym widocznie inspirował się Campos przy pracy nad swoim filmem. Niektóre z tekstów narratora eksplodują tekstami pokroju „śmierdział gorzej niż kibel na postoju ciężarówek” i pasują one jak pięść do szczerbatej szczęki do klimatu filmu.

Czy warto zatem poświęcić te nieco ponad dwie godziny życia na Diabła wcielonego? Jak najbardziej! W sytuacji, w jakiej się znajdujemy ciężko nam wybrzydzać, jeśli chodzi o nowości, a film Camposa, choć nie do końca oswobodzony z korporacyjnych sideł, najbliższy jest wysokobudżetowemu kinu czysto gatunkowemu. Na bezrybiu i rak ryba, a ta jest już przynajmniej wypatroszona.

Oryginalny tytuł: The Devil All the Time

Produkcja : USA, 2020

Dystrybucja w Polsce: Netflix 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *