The Girl Who Knew Too Much (1963)

Mający premierę w 1963 roku film Mario Bavy, znajduje zasłużone miejsce w wielu pozycjach literackich traktujących o europejskim kinie. Jest to dzieło, które powszechnie uznaje się za pierwsze, pełnoprawne giallo w historii. Jednak The Girl Who Knew Too Much stanowi również o tym, jak wybitnym twórcą był sam Bava, przekuwając raczej sztampowy pomysł na swoistą rewolucję.

Mario nie kryje swojej inspiracji “żółtymi powieściami” i już w prologu ukazuje nam główną bohaterkę Norę (Letícia Román), która umila sobie podróż z USA do Włoch lekturą takiej właśnie pulpowej historii. Jej cel przylotu na Stary Kontynent jest z pozoru prozaiczny, ma zaopiekować się chorą ciotką. Ta jednak umiera praktycznie zaraz po przybyciu dziewczyna, która wybiega nocą na ulice Rzymu, szukając lekarza cioci, Marcello Bassi (John Saxon).

Na będących atrakcją turystyczną Rzymu Schodach Hiszpańskich, Nora staje się świadkiem morderstwa kobiety przez tajemniczego napastnika. Zszokowana całym zajściem dziewczyna traci przytomność i zaraz po przetransportowaniu do szpitala zostaje obrana na cel przez lokalnych funkcjonariuszy policji. Dziewczyna sama już nie wie, czy zbrodnia, której świadkiem była zeszłej nocy, wydarzyła się naprawdę, czy to tylko wytwór jej bujnej wyobraźni.

Film był pierwszym z kilku produkcji powstałych przy współpracy American International Pictures (AIP), która zarobiła dużo pieniędzy na dystrybucji poprzedniego filmu Bavy, Maski Szatana. Chociaż filmy były kręcone we Włoszech, AIP nadzorowało, by w niektórych przypadkach dokonywał zmian w scenariuszach, aby lepiej przyjęły się na amerykańskim rynku. AIP musiało nakłonić Mario do nakręcenia The Girl Who Knew Too Much, ponieważ ten zrobił sobie półroczną przerwę od kręcenia filmów, spowodowaną załamaniem nerwowym spowodowanym niemocą i planował zostać po prostu operatorem. Pierwotnie, film miał być bardzo lekką robotą, ale Bava uznał, że scenariusz napisany Enzo Corbucciego, Ennio De Concini, Eliana De Sabata, Mino Guerrini i Franco Prosperi był po prostu słaby i sam go przepisał.

Rzucającym się na pierwszy rzut oka podczas seansu filmu jest fakt, jak bardzo Mario Bava wzdycha z miłością do swoich inspiracji. Tytuł nawiązuje oczywiście do Człowieka, który wiedział za dużo (1956) Alfreda Hitchcocka, a sam prolog przypomina w dużym stopniu początkowe sceny z Nieznajomych z pociągu (1951). Jednak dzieło Bavy jest czymś więcej niż próbą przeniesienia Hitchcocka do Włoch i zmiksowania go z tanią podróbką prozy Agathy Christie.

Jak można się spodziewać po Bavie, zdjęcia są tutaj fenomenalne. Kamera bawi się tutaj swoją perspektywą, dając nam nawet coś na kształt widoku z oczu bohaterki, która leży na szpitalnym łożu otoczona postaciami. Mogę się tylko domyślać, jakie scena ta musiała zrobić wrażenie na widowni w latach 60., która nie była przygotowana na taką dawkę surrealizmu w pozornie prostym filmie.

Styl Mario Bavy utożsamiany jest głównie z finezyjnym ukazywaniem na ekranie ferii barw. Girl Who Knew Too Much to ostatni czarno-biały film w jego dorobku. Jednak tutaj ta monochromatyczność nadaje pełni obrazu niesamowitej głębi, równocześnie sprawiając, że produkcja ta wygląda na droższą, niż była w rzeczywistości. Czerń i biel po prostu uszlachetniła film Bavy.

Podobnie jak John Carpenter w swoim Halloween (1978) ustawił wszystkie tropy, które stały się znakami rozpoznawczymi nurtu slasher, The Girl Who Knew Too Much trafia w prawie każdą nutę, która później kojarzona zostanie z kinem giallo. Zwykła, przypadkowa osoba podejmująca się śledztwa w sprawie morderstwa, praktyczne zbędą rola policji, mnóstwo “czerwonych śledzi”, w końcu pozbawiony twarzy morderca czający się tuż za kadrem. Fabuła jest tutaj tak zagmatwana i zakręcona, że ​​ma sens tylko w świecie filmu.

Fantastyczna jest również estetyka, od której aż kipi film. Produkcja ta wręcz przesiąknięta jest modą swingujących lat 60. i wypada to wszystko tutaj bardzo dobrze. Film zawiera również odpowiednią, jazzową ścieżkę dźwiękową, która pasuje do obranej estetyki. Miasto Rzym jest również piękne, co potwierdza, że jest świetną scenografią samą w sobie.

Jako wczesne giallo, film jest również znacznie łagodniejszy niż to, co pojawiło się później. Nie spodziewajcie się, że zobaczycie nagość czy krew. Głównej bohaterce daleko jest do wyuzdanych seksualnie bohaterek filmów Fulciego czy Argento, a morderca zadowala się pojedynczym ciosem noża w plecy, aniżeli sadystyczną orgią za pomocą wymyślnych narzędzi do zadawania śmierci.

Chociaż The Girl Who Knew Too Much to film zarówno niezwykle zabawny, jak i historycznie znaczący, niepozbawiony jest kilku błędów. Dialogi, choć pisane z olbrzymią dawką humoru, nie są niczym specjalnym, a sama fabuła czasami naciąga logikę do tego stopnia, że w głowie widza rodzi się pytanie “ale do cholery jak to?!”. Obsada drugoplanowa też nie wypada jakoś szczególnie dobrze, szczególnie złym aktorstwem popisuje się wcielająca się w rolę pokojówki Virginia Doro.

Prawdopodobnie nie jest to najlepsze miejsce, aby rozpocząć przygodę zarówno z twórczością Bavy,  jak i z całym nurtem giallo. Chyba że odrzuca was ekstremalne eksploatowanie tematu seksu i przemocy, które cechuje późniejsze filmy. Z drugiej strony, jeśli interesuje Was europejskie kino gatunku, The Girl Who Knew Too Much będzie seansem obowiązkowym. Nie tylko jako przełomowa ciekawostka, ale również jako dobrze nakręcony i trzymający w napięciu film, ukazujący stale rosnący talent Mario Bavy. Mimo, że dla reżysera był to najskromniejszy sukces komercyjny w karierze.

Oryginalny tytuł: La ragazza che sapeva troppo

Produkcja: Włochy, 1963

Dystrybucja w Polsce: BRAK

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *