Ręka Śmierci (1988)

Angielskie podejście do tematu slashera, przyprawione odrobiną Szekspira. Uwielbiam ten czas, gdy zmrok za oknem zapada szybciej i jesienna aura zachęca do spędzenia czasu z kinem grozy. Zwłaszcza w okolicach Halloween. Patrząc na okładkę kasety z Ręką Śmierci (1988), spodziewałem się tandetnej, niskobudżetowej parodii Piątku, 13-go (1980). Zostałem jednak mile zaskoczony.

Pierwsza sprawa – kraj pochodzenia. Z racji tego, iż praktycznie wszystkie slashery, jakie widziałem to produkcje amerykańskie, jakież było moje zdziwienie, gdy usłyszałem brytyjski akcent. Co rzuciło mi się w oczy, to swego rodzaju starcie dwóch kultur, nabijanie się z idei „amerykańskiego snu” i wznoszenie toastu za najlepszą drużynę piłkarską z Chelsea. Dodaj do tego nawiązania do Makbeta i brytyjskich nawyków.

Druga sprawa – świetne sceny zabójstw. Już pierwsze 5 minut filmu przynosi nam trzy trupy. Ofiary mordowane są w imponująco bestialski i krwawy sposób m.in. zrywanie skóry z twarzy, przebijanie włócznią i widłami czy też wyrywanie serca. Efekty specjalne są bardzo dobre, to samo tyczy się charakteryzacji zdeformowanej twarzy mordercy. Po imponującym starcie, tempo zdecydowanie zwalnia, by widz mógł odetchnąć przed końcówką.

Trzecia sprawa – odwrócenie schematu. Zamiast obserwować emocjonalne rozterki walczących o przetrwanie małolatów, autorzy filmu skupiają uwagę widza na postaci mordercy. Oprócz tego, że wyżyna on bez mrugnięcia okiem każdego, kto się nawinie, wewnątrz jest bardzo wrażliwym człowiekiem, cytującym z pamięci poezję Byrona.

Jackson miał trudne dzieciństwo, był ofiarą przemocy z rąk psychopatycznego ojca (matki również). Został porzucony i wychował się w dziczy. Ma zdeformowaną twarz, co wywoływało obrzydzenie u innych, więc od zawsze nosi maskę bramkarza hokejowego (do złudzenia przypominającą maskę Jasona z Piątku, 13-go). Dokucza mu samotność, ale tylko do czasu. Jackson odwiedza imprezujących w pewnym domu młodych ludzi, przy okazji likwidując kilku z nich. Ostatnią ofiarą miała być niewidoma Shelly. Dziewczyna zakochuje się z wzajemnością w swym niedoszłym oprawcy. Jackson postanawia zerwać ze starymi nawykami i odmienić swój los.

Mimo dość mocno oklepanej fabuły i widocznych na pierwszy rzut oka odniesień do Piątku, 13-go, całość jest dość oryginalna i w żadnym razie nie nuży. Nie jest to typowa parodia z dennym humorem, lecz inteligentny prztyczek w nos w stronę twórców zza oceanu. Delikatne kpiny z amerykańskiej kultury są na prawdę zabawne. Film ma charakterystyczny brytyjski klimat, zawiera sporo scen morderstw i mogę go śmiało polecić wszystkim miłośnikom ekranowego szlachtowania w rytmach muzyki electro z lat 80.

Oryginalny tytuł: Unmasked Part 25

Produkcja: Wielka Brytania, 1988

Dystrybucja w Polsce: BRAK

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *