Huragany w przyszłości mogą siać spustoszenie również w głębi lądu

Według nowego badania opublikowanego w czasopiśmie Nature, huragany na Północnym Atlantyku nie tracą na sile idąc w głąb lądu. Ma to oczywiście związek ze zmianami klimatycznymi.

Japońscy naukowcy twierdzą, że te huragany, które rozwijają się nad cieplejszymi oceanami, niosą ze sobą więcej wilgoci i dlatego dłużej pozostają silniejsze. Istnieje zatem realne ryzyko, że w przyszłości dotrą one do społeczności położonych dalej w głębi lądu i będą bardziej destrukcyjne.

Wcześniejsze badania wykazały, że zmiana klimatu może zintensyfikować huragany nad otwartym oceanem, ale naukowcy twierdzą, że najnowsze obserwacje ustanawiają związek między ocieplającym się klimatem a podgrupą huraganów, które dotarły na ląd.

Wiemy, że obszary przybrzeżne muszą przygotować się na bardziej intensywne huragany, ale społeczności śródlądowe, które mogą nie posiadać know-how lub odpowiedniej infrastruktury, aby poradzić sobie z tak intensywnymi wiatrami lub obfitymi opadami deszczu, również muszą być przygotowane” – mówi Pinaki Chakraborty z Uniwersytetu Okinawa Institute of Science and Technology.

Chakraborty i jego współpracownik Lin Li przeanalizowali dane dotyczące burz, które dotarły na ląd nad Ameryką Północną w latach 1967-2018, a następnie wykorzystali zmniejszenie intensywności huraganów do określenia skali czasowej ich rozpadu. Podają, że podczas gdy huragany prawdopodobnie zanikłyby o 75% w ciągu jednego dnia od wyjścia na ląd pół wieku temu, dziś jest to zaledwie 50%.

Kiedy wykreśliliśmy dane, wyraźnie zauważyliśmy, że z biegiem lat wzrastał czas potrzebny do osłabienia huraganu” – mówi Li. „Ale to nie była prosta linia – była pofałdowana – i odkryliśmy, że te wzloty i upadki pasowały do ​​tych samych wzlotów i upadków, które obserwowano w zmieniającej się temperaturze powierzchni morza”.

Para stworzyła symulacje komputerowe czterech różnych huraganów, ustawiając różne temperatury na powierzchni morza. Gdy każdy wirtualny huragan osiągnął siłę kategorii 4, symulowali wyjście na ląd, odcinając dopływ wilgoci spod spodu.

Okazało się, że chociaż każdy symulowany huragan zbliżał się do lądu z taką samą intensywnością, te, które rozwinęły się nad cieplejszymi wodami, słabły dłużej. Korzystając z dodatkowych symulacji, odkryli, że brakującym ogniwem była „zmagazynowana wilgoć”.

Wykres porównujący siłę słabnięcia huraganów teraz względem tych sprzed 50 lat

Kiedy huragany docierają na ląd, niosą ze sobą zapas wilgoci, która powoli się wyczerpuje. Kiedy Chakraborty i Li stworzyli wirtualne burze, którym po uderzeniu w ląd brakowało zmagazynowanej wilgoci, odkryli, że temperatura powierzchni morza nie ma już żadnego wpływu na tempo rozpadu.

To pokazuje, że zmagazynowana wilgoć jest kluczowym czynnikiem, który nadaje każdemu huraganowi w symulacji własną, niepowtarzalną tożsamość” – mówi Li. „Huragany, które rozwijają się nad cieplejszymi oceanami, mogą pochłaniać i magazynować więcej wilgoci, co utrzymuje je dłużej i zapobiega ich szybkiemu osłabieniu”.

Większa ilość zmagazynowanej wilgoci powoduje również, że huragany stają się „mokre”, być może wyjaśniając, dlaczego niektóre niedawne huragany spowodowały duże ilości opadów.

Obecne modele rozkładu huraganów nie uwzględniają wilgoci: po prostu postrzegają huragany, które dotarły na ląd, jako suchy wir, który ociera się o ziemię i jest spowalniany przez tarcie” – mówi Li. „Nasza praca pokazuje, że te modele są niekompletne, dlatego ten wyraźny znak zmiany klimatu nie został wcześniej uchwycony”.

Źródło: nature.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *