Cmentarzysko (1981)

Drodzy czytelnicy! Mam zaszczyt przedstawić Wam jeden z najgorszych filmów o tematyce zombie wszech czasów. Zapomnijcie o legendarnej Nocy żywych trupów (1968) Romero, czy uznawanym za pierwszy pełnometrażowy film o zombie Białe zombie (1932). Oto przed Wami kultowy włoski horror o żywych trupach – Cmentarzysko (1981). Po tym seansie nic w Waszym życiu nie będzie już takie jak dawniej. Reżyser Andrea Bianchi prezentuje totalnie odjechane, niskobudżetowe kino eksploatacji z flakami, golizną i zombie wyłażącymi spod ziemi. Czy tytuł ten zasłużył na status kultowego dzieła?

Akcja filmu rozgrywa się w imponującej, luksusowej posiadłości, do której zjeżdża drogimi samochodami grupa ludzi. Wśród nich gospodarz doktor wraz z ukochaną i jej synem, fotograf z dziewczyną, która wydaje się nadzwyczaj sensytywna oraz pewien pisarz ze swoją wyuzdaną partnerką. Wszyscy oczekują przybycia niejakiego profesora, dojrzałego mężczyzny o aparycji członka legendarnej grupy ZZ Top, który ma ogłosić swoje najnowsze odkrycie w kwestii badań nad wierzeniami Etrusków i ich powiązań z magią. Tymczasem do drzwi domu zaczynają pukać powstali z umarłych nieproszeni goście, którym z oczodołów wypełzają oślizłe białe robaki….

Cmentarzysko obfituje w efekty gore, umarli ochoczo wypruwają ofiarom wnętrzności i miętoszą je w rękach przed spożyciem. Jucha leje się niemiłosiernie, ale twórcy chyba przesadzili trochę z jej czerwienią. Sceny wyjadania jelit zadowolą największych sympatyków ekranowych obrzydliwości. Rozłupywanie czaszek kamieniami robi wrażenie. Warto podkreślić, iż same postacie żywych trupów są wykonane wyśmienicie. Mają obrzydliwie zdeformowane czaszki pełne robaków i zgnilizny, niektórzy wyglądają wręcz makabrycznie.

W przeciwieństwie do wielu innych przedstawicieli gatunku, w przypadku Cmentarzyska zombie wykazują się dość dużą inteligencją. Potrafią odpierać ataki, posługiwać się siekierami, a nawet wspinać po gzymsach elewacji budynku. Pamiętam film Żywe trupy w Manchester Morgue (1974), gdzie zombie byli nadzwyczaj żywotni i przerażający. Podobnie sprawa wyglądała w Nightmare City (1980) w reżyserii Umberto Lenziego, gdzie zakażeni tajemniczym wirusem ludzie zmieniali się w mega ruchliwych zombie, którzy potrafili nawet strzelać z karabinów maszynowych (sic!).

Zobacz cały film tutaj:

Andrea Bianchi, znany mi wcześniej z całkiem udanego slashera Massacre (1989) oraz perwersyjnego, przesiąkniętego seksem Malabimba (1979), odwalił kawał niezłej roboty, jeśli chodzi o atmosferę terroru. Reżyser kojarzony jest przez fanów przede wszystkim z interesującym giallo Strip Nude for Your Killer (1975) z piękną Edwige Fenech. Produkcją filmu zajął się Gabrielle Crisanti, który ma na koncie kilka niezłych tytułów jak choćby niesławne Giallo at Venice (1979), uznawane za jeden z najbardziej brutalnych włoskich filmów giallo. Wyreżyserował go Mario Landi, który rok później nakręcił Patrick Still Lives (1980), a zdjęcia kręcono w tej samej willi co recenzowany dziś Burial Ground.

Aktorka Mariangela Giordano grająca matkę Michaela była prywatnie żoną Crisantiego i wystąpiła w kilku innych tytułach, które wyprodukował. Reżyser Bianchi do roli chłopca zatrudnił Petera Barka, który miał wówczas ok. 26 lat i od strzału stał się kultową postacią. Zwłaszcza dzięki scenkom ze swoją mamą (dotykanie piersi i krocza). Mocno perwersyjne zagranie może wydać się lekko niesmaczne, ale reżyser lubił szokować widza od zawsze. Peter Bark do dziś jest aktywny i można go znaleźć na Facebooku. Bywa widywany na zlotach fanów i w programach TV.

Zdjęcia autorstwa Gianfranco Maiolettiego są zaskakująco dobre, wykorzystał on potencjał scenografii starego, ogromnego zamczyska. Zaciemnione korytarze, zatęchłe krypty – to na prawdę się udało. Na uwagę zasługuje również bardzo klimatyczna muzyka, która towarzyszy nam praktycznie przez cały czas trwania filmu.

Przymykając oko na całą masę absurdów, film potrafi przynieść kupę radochy. Mówię tutaj zwłaszcza o fanatykach złego kina i filmów o żywych trupach. Proszę zwrócić uwagę przede wszystkim na Petera Barka, mimikę jego twarzy i zachowanie. Coś fascynującego! Ten klasyk euro-horroru powinien znać każdy, więc czym prędzej szukajcie i oglądajcie! Dla spragnionych włoskich flaczków mogę również śmiało polecić Ludożercę (1980) w reżyserii Joe D’Amato, klasyk kina gore, który warto znać.

Oryginalny tytuł: Le Notti del terrore

Produkcja: Włochy, 1981

Dystrybucja w Polsce: BRAK

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *