Ghul (2018-)

Przywołując ducha George’a A. Romero, Johna Carpentera i innych oraz czerpiąc inspirację z najciemniejszych głębin arabskiego folkloru, scenarzysta i reżyser Patrick Graham daje światu Ghula, miniserial wyprodukowany przez Netflix. Graham, brytyjski twórca filmowy pracujący dla indyjskiego przemysłu, znalazł inspirację do opowieści we śnie i chociaż pierwotnie miał przekuć to na film, ostatecznie otrzymaliśmy podzielony na trzy epizody serial.

I choć na produkcji tej położyło łapę wiele zachodnich graczy, w tym cenione studio Blumhouse, Ghul pozostaje obrazem bardzo indyjskim, przesiąkniętym lokalnymi konfliktami etnicznymi i politycznymi, a szczególnie ukierunkowanym na krytykę ślepej lojalności wobec rządu i jego polityki. Biorąc jednak pod uwagę, że wiele z tego, co ma do powiedzenia, znajdzie wspólny język z widownią spoza Indii.

Nida (Radhika Apte), lojalna młoda detektyw śledcza pracująca dla rządu Indii, zostaje przydzielona do tajnego obiektu, w którym przetrzymywani są i przesłuchiwani podejrzani o terroryzm działacze antyrządowi. Zadanie zawiera szereg elementów osobistych dla Nidy. Jej muzułmańskie pochodzenie zmusza ją do konfrontacji z bigoterią, podejrzeniami, a nawet oskarżeniami o sympatie terrorystów ze strony innych żołnierzy. Co gorsza, wkrótce potwierdza się, że ​​to placówka, do której wysłano jej ojca – ale kobieta nigdzie go nie widzi. Wkrótce zadania Nidy stają się znacznie bardziej skomplikowane, ponieważ jeden z więźniów zaczyna przejawiać pozornie nadprzyrodzone zdolności, moce, które mogą być związane z arabskim folklorem i palącym poczuciem winy Nidy.

Radhika Apte błyszczy w roli głównej, zapewniając naprawdę dobry występ, który obejmuje emocje takie jak żal, przerażenie, paranoję i determinację. A wszystko to prowadzi do szalonego trzeciego aktu, w którym Apte wjeżdża na pełnej Ripley, strzelając ze strzelby i czołgając się ciasnymi kanałami wentylacyjnymi. Reszta obsady jest równie solidna i warto przełączyć się na oryginalną ścieżkę dźwiękową w języku hindi tylko po to, aby w pełni poczuć ich grę aktorską.

Scenariusz Grahama zaczyna się od wstęu na tyle wolnego, że niektórzy widzowie mogą szybko stracić zainteresowanie. Zwłaszcza jeśli od samego początku spodziewają się pełnokrwistego horroru. Ale Ghul jest naprawdę wart naszej uwagi!. Trzyczęściowa struktura miniserialu dobrze nadaje się do skutecznie budowanego, narastającego napięcia. Pierwszy odcinek to w zasadzie dramat osadzony w dziwnej, niezrozumiałej przeszłości. Dopiero od połowy mamy do czynienia z kinem grozy pełną gębą. Wszystko kończy się całkowicie satysfakcjonującym zakończeniem, na które naprawdę warto czekać.

To, co skutecznie podkręca napięcie to fak, że Ghul jest portretem nieokiełznanej brutalności w kraju, w którym obowiązuje militarna represja, a prawa obywatelskie są codziennie deptane przez narastającą falę nacjonalistycznego szaleństwa. Rząd rośnie w siłę, wzbudzając strach i podejrzliwość w umysłach ludzi, zwłaszcza tych, którzy nie zgadzają się na jego działania.

Mając tylko trzy 45-minutowe odcinki, Ghul jest w sumie dość niewielkim horrorem, który łączy paranoję i przerażenie w stylu Coś (1982) z bardzo osobistą historią jednej kobiety, która godzi się ze swoimi wyborami i ceną, jaką zapłacili za nie jej ukochani.

Dystrybucja w Polsce: Netflix

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *