Zero Zero Zero (2019-)

Nigdy nie byłem jakoś szczególnie zainteresowany kinem kręcącym się wokół włoskiej mafii i meksykańskich karteli narkotykowych. Sama postać Stefano Sollimy jest mi raczej mało znana, bo widziałem tylko reżyserowane przez niego Sicario 2: Soldado z 2018 i podobało mi się tak średnio. Za namową kumpla i sprawdzeniem zwiastuna jednak dałem szansę jego epizodycznej produkcji Zero Zero Zero.

Już od samego początku serial Sollimy daje nam do zrozumienia, że będziemy musieli trochę nagimnastykować nasze myślenia, by ogarnąć, jak rysuje się konstrukcja historii. Bo Zero Zero Zero wzorem takiego kultowego już dzieła jak Rashōmon (1950) przeskakuje między trzema głównymi wątkami, bawiąc się czasem i chronologią wydarzeń. Praktycznie każdy z ośmiu odcinków zaczyna się od zakończenia, do którego zostajemy doprowadzeni w trakcie seansu.

A te trzy wątki rozrzucone są dodatkowo na czterech kontynentach. Od napędzanego religijnym fanatyzmem komandosa meksykańskiego specnazu, przez klasyczną włoską rodzinę mafijną z tradycjami na amerykańskim rodzeństwie przemytników kończąc. Co najlepsze, każdy z tych wątków jest równie wciągający, a zespolenie ich w finale sezonu świadczy tylko o tym, że scenarzyści odwalili swoją robotę z precyzją szwajcarskiego zegarmistrza.

Osobiście najwięcej wypieków na twarzy miałem wtedy, kiedy na ekranie pojawiał się wspomniany wojskowy Miguel, przerażająca i zarazem fascynująca postać odegrana znakomicie przez Harolda Torresa. Ale nie znaczy to zupełnie, że reszta obsady jakoś odstaje swoim warsztatem! Znana z tytułowej roli w głośnej Mandy (2018) Andrea Riseborough w duecie z Danem DeHaan, którego kojarzyć możemy z fantastycznego Lekarstwa na życie (2016), zapadają w pamięć równie mocno, co wręcz wyrwany z komiksu Adriano Chiaramida wcielający się we włoskiego bossa.

Tym, co przyciągnęło moją uwagę już na etapie oglądania zwiastuna, jest fakt, że Zero Zero Zero to produkcja zrealizowana na poły z rozmachem i awangardowym sznytem. Naprawdę, kompozycja kadrów i praca kamery jest w serialu Sollimy przepiękna. Do tego geograficzny rozrzut sprawia, że widz podróżuje między włoską prowincją, slumsami w Monterrey, zajętymi przez Państwo Islamskie połaciami pustyni czy ciasnymi śluzami wielkich kontenerowców.

Oczywiście, jeśli ktoś jest koneserem współczesnego kina gangsterskiego, dopatrzy się tutaj wielu większych i mniejszych dziur logicznych, a całość dość mocno ogrywa znane w gatunku stereotypy. Spotkałem się nawet z twierdzeniem, że serial ten wygląda tak, jakby Patryk Vega zaczął kręcić swoje produkcje we Włoszech. I tak, Zero Zero Zero jest przerysowane, ale to w końcu fikcja.

W odróżnieniu od takiej Gomorry (2014-) twórcy mogli zbudować swoje postacie i wrzucić je w historię tak, by nie musieć się przejmować sztywnymi ramami prawdziwych bohaterów czy wydarzeń. Jak już wspomniałem, komiksowy styl bardzo pasuje do nieco przerysowanej opowieści o brutalnym i bezwzględnym świecie handlu kokainą. Mam nadzieję, że drugi sezon będzie równie udany, bo furtka do niego została wywarzona ciężkim butem paramilitarnej grupy noszącej znamiona fanatyzmu religijnego!

Dystrybucja w Polsce: Amazon Prime/HBO GO

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *