Niewesołe miasteczko (2021)

Serię przeglądarkowych gier grozy Five Nights at Freddy’s znam w stopniu żenująco-minimalnym, nie rozumiem też jej ogromnej nie tak dawno popularności. Dlatego też do wydanego również i nad Wisłą Niewesołego miasteczka podchodziłem jak do oficjalnej ekranizacji gry o morderczych pluszakach. I wiecie co? Nie wiem dalej jak to z tym jest!

Wiem natomiast, że poświęcenie swojego czasu – nawet jeśli macie kwarantannę (taki znak czasów!) – na biegającego po przerobionej na lunapark fabryce Nicolasa Cage’a, mija się z celem. Bo jest to film poszatkowany pod każdym możliwym względem tak, jakby główny bohater, zamiast ciąć mordercze marionetki, siekał sałatkę do sprzedawanych na miejscu kebabów. Ale no, po kolei.

Małomówny włóczęga łapie robotę sprzątaczki w owianej złą sławą, opuszczonej restauracji dla dzieci. To proste z pozoru zadanie zmienia się w walkę na śmierć i życie z kolejnymi falami przywróconych do życia w satanistycznym obrządku pacynek. Jucha chlapie po ścianach, tu i tam latają części zarówno potworów, jak i szwendających się po obiekcie nastolatków, i tylko jedna strona może wyjść z tego cało. No zastanówcie się dobrze kto….

Pierwszy od 14 lat film Kevina Lewisa to z pozoru zakręcona komedia, która jest tak głupia, że naprawdę nie znam typu człowieka, do którego by trafiła. To humor oparty głównie na ruchaniu się, przetartych do granic szkodliwości stereotypach oraz wiecznie zbalzowanej mordzie Nicolasa. Serio, gość tutaj praktycznie nie wypowiada słowa, wpadając w jednocześnie w pokraczną kalkę swoich najbardziej wyświechtanych ról. To trochę tak, jakby starał się odtworzyć swoją rolę w Mandy (2018), przy znajomych, po paru głębszych.

Jednak obok Nicolasa Cage’a, bo o dzieciakach to szkoda gadać, główną atrakcję Niewesołego miasteczka są przecież wielkie pacynki, które uzewnętrzniają swoje mordercze wnętrze. Tych jest kilka, jedne bardziej humanoidalne, inne mniej. Oczywiście, w życie tchnął w nie głównie komputer, jednak miło, że twórcy zadbali o ich „poklatkowy” ruch. Są odpowiednio duże, lecz jak dla mnie, zbyt mało kolorowe! Ale z tego, co później wyguglowałem, właśnie tak wyglądały w growym „pierwowzorze”.

I tu kończy się słodzenie, bo cała reszta to już naprawdę rozrywka tych najniższych lotów. Podchodząc do filmu z tą minimalną wiedzą i zakorzenionymi z tyłu głowy pogłoskami o jego marnej jakości, nadzieję miałem choć na porządny rozlew krwi. Niestety, nawet na tym poletku produkcja ta przynosi tylko zawód. Oprócz jednej sceny, w której pacynka klasycznie przeszywa brzuch jakiegoś idioty długim ostrzem, reszta wygląda wręcz żałośnie, z totalnie kulawym skręceniem karku na czele.

Fabuła tego typu produkcji nie wymaga od nas zbytniego zaangażowania intelektualnego, to po prostu czysty eskapizm. Ale serio panie scenarzysto? Czy bohaterowie tego dzieła muszą być aż takimi idiotami? Dlaczego Cage widząc to, co dzieje się w budynku po prostu z niego nie wyjdzie? Dlaczego ci młodzi, fizycznie sprawni ludzie nie podejmują walki z potworami? Ostatecznie, o co chodzi z całą tą gadką o sektach? Głupota goni tutaj głupotę, a co najzabawniejsze, film wydaje się zagrany i nakręcony całkowicie na serio!

Czy zatem można winić samego Cage’a za to, że wsparł swoją gębą taki film? Chłop pewnie chciał dorobić do jakiegoś kredytu, a wizja uczestnictwa i pracy na planie gdzie może po prostu z automatu grać kolejną rolę, była zapewne kusząca. Bo powiedzmy sobie szczerze, gdyby nie on, ktokolwiek by czytał dziś o Niewesołym miasteczku?

Oryginalny tytuł: Willy’s Wonderland

Produkcja: USA, 2021

Dystrybucja w Polsce: Ipla.tv

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *