Godzilla vs. Kong (2021)

Nie będę ukrywał, starcie tytułowych potworów było przeze mnie najbardziej oczekiwanym widowiskiem 2021 roku – sorry Diuno Villeneuve. Może nie do końca podobały mi się poprzednie filmy z Godzillą, choć nie uważam ich za produkcje w żadnym wypadku słabe, to filmowa kreacja Konga i Adam Wingard za sterami skutecznie wepchnęły mnie do tak zwanego hype train. Z wielką nadzieją oczekiwałem premiery kinowej, niestety, pandemiczna rzeczywistość zmusiła mnie do seansu w zaciszu domowym.

I okres, w jakim do dystrybucji trafiła Godzilla vs. Kong stanowi zdecydowanie największą wadę filmu! Choć dostępna w streamingu wersja może pociąć nasze oczy ostrością obrazu, nigdy nie będzie to przeżycie zbliżone do tego kinowego. W końcu gdzie jest miejsce wielkich potworów jak nie na wielkim ekranie?

Dlatego też seans, choć przyniósł mi sporo radości, nie pozostawił w sobie tak wielkich emocji jak kinowe spotkanie z Kongiem na Wyspie czaszki (2017) z samym Królem potworów (2019). Do dziś mam ciarki na całym ciele, kiedy przypomnę sobie nalot pod riff Paranoid Ozzy’ego czy zbliżającą się w kanonadzie piorunów Ghidorę. Godzilla vs. Kong ma wiele takich scen, szkoda tylko, że nie robią one takiego wrażenia.

Bo film Wingarda utkany jest właśnie z takich „fajowych”, efekciarskich scen. Walki potworów, bo tak, jest ich tutaj więcej, kreacja podziemnego świata czy demolowanie Hong-Kongu robią piorunujące wrażenie i naprawdę podnoszą do granic moje przeczucie, że Wingrad to gość, który ma naprawdę dobre poczucie smaku. Czasami czułem się wręcz tak, jakbym oglądał Gwiezdne Wojny nakręcone przez Nicolasa Winding Refna – twórcę Neon Demon. 

I w sumie tutaj mógłbym zakończyć recenzję. Godzilla vs. Kong kontynuuje dziedzictwo swoje poprzednika, będąc filmem tak samo widowiskowym i „efekciarskim”, co głupim i niedorzecznym. Mógłbym znów rozwodzić się nad tym, jak bardzo niepotrzebny jest tutaj wątek ludzki. Co więcej, niektóre z nich, jak przykładowo ten z Millie Bobby Brown i prowadzącym potcast o teoriach spiskowych foliarzu są zupełnie zbędne. Reszta robi za tłumaczenie na ludzki język myśli potworów, choć i te okazuje się, umieją mówić!

Zresztą fabuła jest tutaj tak prosta, że nie trzeba jej w żaden sposób tłumaczyć. Godzilla i Kong to „Alfy”, więc jeden musi się pokłonić drugiej. Godzilla z jakiegoś powodu zaczyna atakować ludzi, więc Ci rzucają przeciwko niej Konga. I tyle! Nie wchodząc w spoilery i w to, kto lub co uczestniczy w finałowym starciu, fabuła filmu wygląda jak jakiś komiks z serii ULTIMATE DC VS. MARVEL AVENGERS, tylko z mniejszym panteonem postaci. W pewnym momencie nawet, zaprezentowane przez potwory sztuczki łudząco przypominają pojedynek z Harrego Pottera lub wspomnianych Star Wars.

Wszystko to wygląda oczywiście zapierająco dech w piersi, choć osobiście miałem pewien problem ze skalą monstrum. Wydaje mi się, że w poprzednich filmach potwory te były o wiele większe! W początkowych dość nudnych scenach przewożenia Konga statkiem – choć sam pomysł trzymania go na łańcuchu jest już głupi – wydaje się, że oba potwory są wielkości mojego rodzinnego bloku mieszkalnego. Czy to jest ta wielka jaszczurka, która pokonała wielkiego Króla Ghidorę? Do tego Godzilla zdaje się mieć ograniczony arsenał względem poprzednich filmów, zionąc jedynie swoim firmowym, atomowym oddechem.

Godzilla vs. Kong okaże się poniekąd zawodem dla fanów japońskiego jaszczura, ponieważ ten jest w filmie widocznie marginalizowany. To historia Konga, tylko ona przechodzi tutaj jakąś drogę i ma relację z bohaterami. Godzilla jest tylko tym „drugim, największym kolesiem na dyskotece, który cały czas patrzy spod byka i tylko szuka okazji, by wszcząć bójkę”.

Ostatecznie jestem usatysfakcjonowany, czuje się tak, jakby ktoś wysypał mi na podłogę pudełko z plastikowymi potworami i pozwolił się nimi bawić. A o to chyba właśnie w tego typu filmach chodzi? Nie o bzdurną, pretekstową fabuła. Nie o proekologiczny manifest (choć tego tutaj nie ma), a o czysty eskapizm, który pozwala nam na dwie godziny wyłączyć mózg i popatrzeć, jak wielki goryl napierdala się z atomowym jaszczurem na gruzach gigantycznego miasta. A że zginęły przy tym tysiące ludzi? Przecież to tylko film.

Oryginalny tytuł: Godzilla vs. Kong

Produkcja: USA, 2021

Dystrybucja w Polsce: warnerbros.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *