Terror (2018)

W 1845 roku dwa wyposażone w silniki parowe jednostki, Terror i Erebus, znikają bez wieści w trakcie poszukiwań Przejścia Północno-Zachodniego. Jego wrak udaje się znaleźć dopiero w 2016 roku. Uwięzieni w lodowym piekle uczestnicy wyprawy po kilku latach w końcu wyruszają w morderczą podróż z celem odnalezienia siedlisk ludzkich. Nikomu z nich się to nie udaje, a będący na skraju śmierci pionierzy podejmują się desperackich aktów kanibalizmu.

Tak w skrócie przedstawia się prawdziwa historia, która zainspirowała Dana Simmonsa do napisania książki zatytułowanej Terror. Swoją drogą piękne to zrządzenie losu nazwać statek o takiej “historii” właśnie takim przydomkiem. To trochę tak, jakby ktoś nazwał Titanica “Zatopionym” – skazując go na tragiczny los już na linii produkcyjnej. Ale do rzeczy, książki nie czytałem i nie o niej tutaj będziemy rozmawiać, a o nakręconym na jej podstawie serialu AMC.

A jest to produkcja, która w dniu premiery narobiła niezłego szumu! Na wzniesionym od podstaw w węgierskim studiu planie zebrała się nie lada świta aktorska, na czele z Jaredem Harrisem, Ciaránem Hindsem czy Tobiasem Menziesem. Wartości produkcyjne Terroru zapewne stanowią jego największą wartość, ponieważ namacalna scenografia jak żadna inna oddaje klimat (jak lubię to nazywać) bezlitosnej zamrażarki. Chłód jest tutaj wszechobecny, wręcz fizycznie wytaczając się z ekranu, łącząc nas z bohaterami w jakiejś dziwnej, lodowej więzi.

Mimo oddania z największą pieczołowitością wszystkich historycznych i przyrodniczych realiów Terror nie stanowi jednak kroniki przedstawiającej nam w jak najbardziej realistyczny sposób przebiegu tragedii. U swoich podstaw jest to klasyczny horror, któremu najbliżej jest do Obcego – 8. pasażera “Nostromo” (1979). Oprócz morderczych warunków panujących na smaganym mrozem pustkowiu, na naszych bohaterów czyha Tuunbaq – wyciągnięty z eskimoskich wierzeń stwór przypominający wyliniałego niedźwiedzia.

Niesprzyjający klimat i tajemnicze monstrum stają się zaczątkiem wewnętrznych konfliktów targających wyprawą. Wraz z utknięciem obu jednostek w lodowej krainie, umysły załogi zaczyna spowijać swoista ciemność, coraz mocniej zaczynają być widoczne wewnętrzne podziały i zuchwalsze akty buntu. Lód nieubłaganie kruszy statki, a także ciała i dusze ludzi, którzy nie mogą już wpłynąć na swój los. Wygląda na to, że samo miejsce pragnie ich śmierci.

Dlatego też tak wiele w tej historii ma do powiedzenia strona wizualna. Ktoś może powiedzieć, że jest nudna, bo przecież oprócz lodu i hulającego po pustkowiu wiatru tak naprawdę nic więcej tutaj nie ma. Sporadycznie narracja poprzecinana jest retrospekcjami, jednak te nigdy nie wybijają nas z obranego przez twórców kierunku (heh). Do tego obsada składa się praktycznie tylko i wyłącznie z mężczyzn, a jedyna kobieta, która zjawia się w okolicy statku, i tak odnajduje wspólny język tylko z pokładowym lekarzem  Harrym Goodsirem (Paul Ready).

Dla tych, dla których nie klimat czyni horror, twórcy przygotowali kilka naprawdę krwawych sekwencji. Moment, w którym monstrum pozbawia nóg jednego z ważniejszych członków załogi, by następnie upchnąć go w wąskiej i głębokiej przerębli jest w swój makabryczny sposób fantastyczny. Sam motyw nie stanowi dla rozwoju historii ważnego elementu choć, jak zawsze, podkręca wskaźnik niepokoju do granic! Ale jest przecież Tuunbaq, potwór, który nadaje opowieści dodatkowy wymiar, nadnaturalny wróg Inuków, który zmierzy się z imperialną angielską arogancją i chrześcijańskimi wartościami.

Chwalę i chwalę Terror, ale to serial, do którego naprawdę trudno się przyczepić. Mało jest produkcji tak dopieszczonych pod każdym względem, i jeśli miałbym szukać na szybko jakiegoś porównania, pewnie padłoby na genialny Czarnobyl (2019). I nie, nie mówię tego, tylko dlatego, że grają w nich ci sami aktorzy. To horror wyrafinowany, ale także przez swoje mocno gatunkowe motywy przystępny praktycznie dla każdego. Cóż mam rzec więcej, kto nie widział ten trąba!

Oryginalny tytuł: Terror

Produkcja: USA, 2018

Dystrybucja w Polsce: ncplusgo.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *