Grizzly II: Revenge (2020)

Sequel nakręconego w 1976 roku Grizzly przez cztery dekady był jedynie podpartą kilkoma ziarnistymi scenami plotką. Choć ukończono realizowane na Węgrzech główne zdjęcia, film nigdy nie trafił na stół montażowy, brakowało w nim przede wszystkim sekwencji z wielkim, animatronicznym miśkiem i scen popełnianych przez niego morderstw. Teraz, po czterdziestu latach w końcu udało się jakoś poskładać klocki i dać zrezygnowanym już pewnie fanom pełną wersję – Grizzly II: Revenge.

Nie spodziewajcie się jednak nie wiadomo czego, po prostu pozszywano to, co zostało z lat 80. z nakręconymi przy pomocy drona ujęciami lasu, wycinkami jakiś starych koncertów i najbardziej tandetną sekwencją otwierającą, jaką widziałem w życiu! Po co zatem zdecydowano się wypuścić takiego potworka? Ano ze względu na udział w pierwotnym projekcie trzech nazwisk, które potem stały się gwiazdami Hollywood, Georgea Clooneya, Laury Dern i Charliego Sheena.

Ale jeśli ktoś sięgnie po film ze względu na te trzy głośne nazwiska, poczuje nie lada zawód. Tak naprawdę twórcy wykorzystali to, co fani horroru klasy B znali już od dawna, dając nam uroczy wstęp w tradycji leśnego slashera z lat 80. Ma to swój klimat, podkręcona rozdzielczość robi naprawdę fajną robotę ale cholera, to wciąż za mało.

Fabuła kręci się wokół koncertu młodzieżowego organizowanego w sercu wielkiego parku narodowego. Skąd tak absurdalny pomysł? Skonfundowani strażnicy leśni tłumaczą to faktem, że park potrzebuje gotówki, a najazd hipisującej młodzieży to najlepsze źródło dochodów. Pomysł ten nie do końca przypada do gustu również lokalnej faunie, która wyręczając się nienaturalnych rozmiarów niedźwiedziem grizzly, zaczyna masakrować zapuszczające się na łono natury ofiary.

Tak w skrócie można opowiedzieć zawartą w Grizzly II Revenge historię. Co prawda pojawiają się tutaj nawet ciekawe postacie, jak grupa brudnych rednecków czy facet po przejściach, który wybrał życie w lesie na wzór rdzennych mieszkańców Ameryki. Ci jednak poprzez rwany montaż, będący wynikiem braku materiału, stanowią tylko epizodyczną paszę dla grasującego między drzewami niedźwiedzia.

A ten jest tutaj prawdziwą maszyną do zabijania! Z oczywistych względów większość jego ataków kończy się, zanim na dobre się zaczną, racząc nas raczej widokiem z “pierwszej osoby” uganiającego się za ofiarą zwierzaka. Każdy, kto choć lizną podstawy survivalu wie, że niedźwiedź nie za dobrze radzi sobie z bieganiem z górki. Tutaj nie ma to znaczenia, niczym Martwe Zło z serii Evil Dead misiek dopada swoje ofiary, nie zważając na ukształtowanie terenu.

Cała reszta to doklejone widocznie na siłę ujęcia natury, często kręcone z drona pejzaże i archiwalne nagrania koncertu, który nijak nie zdaje się pasować do tego, co miało być finalnie w filmie. Sam niedźwiedź pojawia się tylko w kilkusekundowych, epileptycznych ujęciach na koniec. Trudno wtedy nie skrzywić ust w grymasie zażenowania, myślę, że bawiąc się montażem, dałoby się z tego wykręcić coś o wiele lepszego!

Czy warto zatem sięgnąć po Grizzly II? No właśnie nie bardzo, nawet jako ciekawostka “dzieło” to nie przynosi żadnej frajdy. Lepiej popatrzyć sobie na krótkie klipy, jakie zostały po oryginalnym filmie, niż poświęcać czas na opakowane w nie tandetne sceny. A te są naprawdę żenujące, ich wykonanie przywołuje bolesne wspomnienia z seansu Ptakodemi (2010). Jeśli zdecydujecie się jednak na seans to pamiętajcie, przynajmniej Was ostrzegałem!

Oryginalny tytuł: Grizzly II Revenge

Produkcja: USA, 2020

Dystrybucja w Polsce: BRAK

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *