Blue Velvet (1986)

 

Parafrazując Ferdydurkę Witolda Gombrowicza, można śmiało stwierdzić, że David Lynch wielkim reżyserem jest. O kontrowersyjnym twórcy, między innymi Głowy do wycierania (1977), krążą w internecie liczne opinie. Od tych chwalących go za jego surrealistyczną wyobraźnię, dzięki której jest w stanie przekazywać uniwersalne wartości, po ludzi uważających twórczość amerykańskiego jegomościa  za niezdatną do oglądania. Osobiście nie jestem w żadnej z wymienionych wyżej grup, bo choć Lyncha bardzo lubię i szanuję, to w pewnych momentach mam dość wytężania swojej głowy w celu rozwiązania zagadki: „Co reżyser miał na myśli?”. Wolę rozsiąść się w fotelu i zanurzyć w prostych opowieściach kina zerowego. Niestety dla mnie, los chciał inaczej i w taki sposób na ekran mojego laptopa trafił film Blue Velvet.

Dzieło Lyncha opowiada historię Jeffreya Beaumonta, który pewnego dnia znajduje na trawniku odcięte ludzkie ucho. Chłopak, od razu zanosi je na policję. Niestety dla niego, ciekawość i chęć przygody okazują się zbyt silną pokusą. Jeffrey wraz z Sandy, córką miejscowego detektywa, postanawia rozwiązać sprawę brutalnego znaleziska na własną rękę.

Blue Velvet nie pozostawia widzowi żadnych złudzeń, od początku zdradzając nam, o czym będzie oglądana przez nas historia. W pierwszych scenach filmu widzimy, z pozoru sielskie, miasteczko, czerwone róże, błękitne niebo, uśmiechniętego strażaka machającego w naszą stronę. Jednak szybko przekonujemy się, że pod starannie przystrzyżonymi trawnikami ukryte są tuziny robaków. Właśnie ten wszechobecny dualizm będzie głównym motorem napędowym całego dzieła. Lynch zestawia z sobą dwa światy. Z jednej strony ukazując dzień jako sielski, spokojny i piękny. Z drugiej zaś pokazując nam noc, pełną brutalności, zboczeńców i seksualnych fetyszy. Wrzuca w to wszystko bohaterów, którzy, choć teoretycznie żyjąc w tym samym mieście, balansują pomiędzy dwoma rzeczywistościami, gdzie jedna nie ma pojęcia o istnieniu drugiej.

Odtwórcą głównej roli w filmie jest Kyle MacLachlan, który jako Jeffrey Beaumont próbuje rozwiązać zagadkę odciętego ucha. Jego postać, z pozoru nie jest za bardzo skomplikowana. To prosty chłopak, którego napędza ciekawość, odkrywająca przed nim nieznany dotąd świat. MacLachlan swoją grą nie zdradza żadnych emocji, pozostawia otwartą furtkę do interpretacji, a także do utożsamienia się z Jeffrey-em. Poniekąd swoją kreacją reprezentuje siedzącego przed telewizorem widza, „podglądającego” tragedię dziejącą się na ekranie. Jest swego rodzaju łącznikiem między dwoma różnymi światami. Jednym pełnym kwiatów i niewinności, a drugim, tonącym w brudzie i perwersji. MacLachlan doskonale sprawdza się w tej roli, biernie przyglądając się otaczającej go przemocy i wynaturzeniom.

Lynch na tym jednak nie poprzestaje i w historię Jeffreya wplata postacie, będące swoimi przeciwnościami. Sandy, w którą wciela się Laura Dern, to spokojna dziewczyna z sąsiedztwa. Jej znajomość z Jeffreyem przeradza się w romans, bazujący na prawdziwym uczuciu, delikatności i miłości. Dern gra tutaj przerysowaną amerykańską  „grzeczną dziewczynkę”, która musi wybrać pomiędzy dotychczasowym chłopakiem Michaelem, a intrygującym Jeffreyem.  Co ciekawe, w analogicznej sytuacji postawiona jest Dorothy, grana przez Isabelle Rossellini. To młoda kobieta, śpiewająca, w miejscowym klubie. Ona również zakochuje się w Jeffreyu, jednak tym razem ich relacja nie polega na prawdziwym uczuciu, a na perwersyjnym seksie i uległości chłopaka. Dorothy traktuje postać MacLachlana, jak swojego porwanego syna, obdarzając go pokładami niewyrażonej matczynej miłości, połączonej z przemocą seksualną. Podobnie jak wspomniana wyżej Sandy, ona również ma wybór. Pomiędzy ułożonym chłopakiem z liceum, a żywiącym się cierpieniem, porywczym i brutalnym Frankiem (Dennis Hopper). Człowiekiem, będącym całkowitym przeciwieństwem Jefferya. Zło jakie Hooper za sprawą swojej postaci przelewa na ekran, jest nie tylko przeraźliwie niepokojące, ale również cholernie prawdziwe. Frank to demon w ludzkiej skórze, ktoś kto mimo że ma postać mężczyzny, nie posiada w sobie żadnych cech ludzkich. To zwierzę, żerujące na strachu, cierpieniu i smutku, to ktoś, kogo nigdy nie chcielibyśmy spotkać na swojej drodze.

Blue Velvet, zaciekawił mnie swoją wielowymiarowością i uniwersalnością przekazanej historii. To niewątpliwie jeden z najbardziej „nielynchowskich” filmów Lyncha. Nic nie jest takie jakie się wydaje. Wszystko ma swoje dobre i złe strony, a świat nie jest zbudowany z czerni i bieli. Lynch, pod płaszczykiem prostej historii, w której odcięte ucho jest tylko pretekstem do wejścia w inną rzeczywistość. Przeprowadza nas przez pełną dziwactw, niepokojącą historię o nas samych.

Oryginalny tytuł: Blue Velvet

Produkcja: USA, 1986

Dystrybucja w Polsce: Best Film

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *