Nieznajomi (2008)

Home invasion, to jeden z najczęściej przewijających się motywów w ówczesnych slasherach i thrillerach. Jednak strach przed intruzami włamującymi się do naszego domu, od lat jest nieodzownym elementem kina grozy. Jego pierwsze użycia można zauważyć już w czasach kina nimego w The Lonely Villa (1909) Griffitha. Później, w chociażby Domu na skraju parku (1980) Deodato, aż po rewolucyjne Funny Games (1997) Haneke. Sukces tych filmów tkwi nie tylko w świetnej, trzymającej w napięciu fabule, ale właśnie w pogwałceniu naszego domowego poczucia bezpieczeństwa. Skąd przecież pewność, że zaraz jakiś psychopata nie zapuka do naszych drzwi? W takiej właśnie sytuacji znaleźli się bohaterowie, klasycznego już Nieznajomi, który ostatnio powiększył filmową bibliotekę Netflixa.

Reżyserski debiut Bryana Bertino opowiada o ciężkim wieczorze pewnej amerykańskiej pary. James i Kristen przybywają do domku letniskowego ojca mężczyzny, gdzie, po wykwintnej kolacji, mieli świętować swoje zaręczyny. Mieli, bo postać grana przez Liv Tyler wyraźnie dała mężczyźnie do zrozumienia, że na razie ze ślubu nici. Jednak po krótkiej wymianie zdań i wyciągnięciu z zamrażalnika litrowego pudła lodów nasi bohaterowie znowu rzucają się sobie w ramiona. Kiedy myślimy, że już za chwile będziemy niezręcznymi obserwatorami miłosnych igraszek na środku stołu, naszej parze przerywa pukanie do drzwi…

Bertino od razu wrzuca nas na głęboką wodę. Pierwsze co rzuca się w oczy to rozpoczęcie filmu od jego końcowych scen. Zazwyczaj nie jestem fanem tego typu rozwiązań, ale tutaj jest ograne w sposób, który kompletnie nic nie zdradza, no może oprócz tego, że w ów domu miały miejsce jakieś dantejskie sceny, ale to potrafi sobie dopowiedzieć każdy rozgarnięty widz, po zobaczeniu plakatu tegoż dzieła. Akcja zaczyna się tu i teraz, a my razem z bohaterami jesteśmy wciągnięci w chorą grę, której stawką jest ludzkie życie. Na próżno szukać tutaj jakichkolwiek motywacji, a sam obraz stanowi dla widza swego rodzaju przestrogę. Kiedy James i Kristen mierzą się z trójką morderców, twórcy nie próżnują i skrzętnie budują napięcie, które znajduje swoje ujście w świetnym finale. Jednak prosty scenariusz ma też swoje wady. Postacie pierwszoplanowe wypadają naprawdę słabo i ciężko uwierzyć w to, co film stara nam się zaprezentować, a ich niektóre zachowania są kompletnie irracjonalne i co jakiś czas skutecznie wybijają widza z rytmu. Oczywiście nie zabraknie również wielu charakterystycznych klisz, tak znanych i lubianych dla fanów tego „podgatunku”.

Jeżeli chodzi o postacie morderców (czyli chyba najbardziej charakterystyczny element tego dzieła) to wypadają naprawdę dobrze. Już nie raz wspominałem, jak bardzo lubię tego typu filmy, gdzie najbanalniejsza sytuacja przeradza się w prawdziwy koszmar, a bohaterom przychodzi walczyć o życie z bandą psychopatów. Gemma Ward, Kip Weeks i Laura Margolis potrafią przerazić i wychodzi im to tutaj naprawdę dobrze! Bertino daje im duże pole do popisu, co Ci skrzętnie wykorzystują.

Audiowizualnie również nie mogę na nic narzekać. Zdjęcia, wraz z rozwojem fabuły stają się co raz bardziej chaotyczne, skrzętnie odwzorowując punkt widzenia głównych bohaterów. Muzyka też dodaje klimatu, kontrastując wesołe piosenki z grozą na ekranie.

The Strangers to film, o którym można już powiedzieć, że jest klasykiem, bo na przestrzeni lat zdążył się zapisać w historii popkultury, a z charakterystycznymi maskami morderców miał styczność chyba każdy fan horroru. Może nie jest to wybitne kino grozy, ale z pewnością nie można zarzucić mu braku pomysłu na siebie.

Oryginalny tytuł: The Strangers

Produkcja: USA, 2008

Dystrybucja w Polsce: Monolith Films

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *