The Red Queen Kills Seven Times (1972)

Ciężko czasami jest mi połapać się w tym, czy od filmów z nurtu giallo oczekuję jakiejś gatunkowej rewolty, czy po prostu solidnego produktu niezbyt skłonnego do wychylenia się poza schemat. W końcu „żółtych kryminałów” powstało wiele i tak naprawdę tylko garść przecisnęła się do głównego nurtu. A patrząc z nieco przymrużonym okiem typowego zjadacza popcornu, nawet dzieła Dario Argento funkcjonują w pewnej niszy.

Emilio Miraglia to twórca znany raczej z gotowania porządnego makaronu, czego przykładem jest inne, mocno zakorzenione w gotyku giallo The Night That Evelyn Left the Tomb (1971). Wieńczące jego filmografię dzieło pod tytułem The Red Queen Kills Seven Times zdecydowanie kontynuuję tę tradycję, stanowiąc narracyjny i wizualny pomost pomiędzy tym, co stare, a, na tamten czas oczywiście, współczesne. Miraglia nie kryje swej fascynacji prozą Edgara Alana Poe, obciążając swoich bohaterów klątwą sięgającą pokoleń!

Bo jak inaczej nazwać historię Kitty (Barbara Bouchet), kobiety, która święcie przekonana jest o ciążącej na niej fatum oraz o dosięgającej jej zemście zza grobu. Na całe szczęście wstęp do bogatej historii rodziny głównej bohaterki jest nam zaserwowany w postaci dziadka (w tej roli pocieszny Rudolf Schündler), który opowiada dwóm wnuczkom o zbrodni, klątwie i okrutnej Czerwonej Królowej. Legenda głosi, że przyjdzie ona w setną rocznicę swojej śmierci, aby zabrać na tamten świat tytułowe siedem ofiar.

Oczywiście, jak na włoski kryminał przystało, po drodze czeka nas wiele fabularnych zakamarków i „czerwonych śledzi” – mylących zmysły i rozum fałszywych tropów. Niezbyt wprawionego w klimat widza przyprawi to zapewne o nie lada zawrót głowy, jednak fani gatunku wiedzą, że w finale opadnie kotara skrywająca wszystkie tajemnice i podająca nam jak na złotej zastawie rozwiązanie zagadki.

A sposób, w jaki napisany przez samego Emilio do spółki z Fabio Pittorru scenariusz łączy wszystkie wątki, robi naprawdę spore wrażenie. Tożsamość enigmatycznej postaci odzianej w czerwień to zdecydowanie to, co trzyma nas w pełnym napięciu przed ekranem, nawet jeśli czasami film zdaje się bardzo upraszczać niektóre rzeczy. Bo jak inaczej mówić o sytuacji, w którym morderstwo dokonane dosłownie pośrodku niczego zostaje odkryte praktycznie tuż jego dokonaniu?

Co do samej postaci mordercy (a może raczej morderczyni?), to słusznie ktoś zauważył kiedyś, że gdyby film powstał w latach 80. w USA, doczekałby się kilku sequeli na wzór Piątku 13-tego (1980) czy Koszmaru z Ulicy Wiązów (1984). Odziana w szkarłatną szatę, wysuszona postać o pomarszczonej, pociągłej twarzy to naprawdę przyprawiający o dreszcze fantom. Biel skóry kontrastująca z czerwienią ubrania i pozbawiona wyrazu twarz zapewne stanowiła mocną inspirację dla innej, równie koszmarnej persony ze świata horroru. Mowa tutaj o kanadyjskim Curtains z 1983.

Ale w takich historiach o potępieniu równie przerażającym co morderca szlachtujący naszych znajomych, jest sam fakt niemożności złamania ciążącego na nas fatum. Poczucie ukartowania przez los naszego całego życia, bezsens naszych wyborów czy finalnie wyzbycie się własnej woli to prawdziwy horror. I Miraglia doskonale to rozumie! Nie mówi nam oczywiście tego wprost, bo to bardziej przyziemny kryminał niż metafizyczny moralitet, jednak część tej kosmicznej aury bulgocze mocno na drugim planie.

Plułbym sobie w brodę, jeśli nie wspomniałbym o tym, jak wspaniale wygląda i brzmi The Red Queen Kills Seven Times. Skomponowana przez Bruno Nicolai muzyka nadaje filmowi naprawdę dosadny wydźwięk, czyniąc go czymś więcej, niż „kolejnym” giallo. Tak samo działa tutaj praca kamery, która nie boi się eksperymentować ze swoim ustawieniem, niejednokrotnie dając nam wgląd na te same wydarzenia z zupełnie nowej perspektywy. Wszystko to czyni opisywane tutaj dzieło filmem, z którym powinien zapoznać się każdy fan filmowej grozy, a jeśli jesteś entuzjastom włoskich kryminałów, to nawet nie przyznawaj się, że go nie znasz.

Oryginalny tytuł: La dama rossa uccide sette volte

Produkcja: Włochy/RFN, 1972

Dystrybucja w Polsce: BRAK

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *