Witchboard (1986)

Znacie to uczucie, kiedy podczas mocno zakrapianej imprezy wasz znajomy przyniesie plansze ouija i w przypływie wątpliwej odwagi, a być może alkoholowej głupoty, zacznie wywoływać ducha dziesięciolatka, ale zamiast niego pojawi się psychopata z siekierą? Chyba każdy z nas kiedyś to przeżył, a wyjątkiem na pewno nie są bohaterowie nakręconego w 1986 roku Witchboard, znanego wśród fanów obskurnych VHS’ów jako Diabelska plansza.

Film Kevina Tenney’a znanego chociażby z Pinocchio’s Revenge (1996), o którym ostatnio miałem przyjemność tutaj napisać, to wariacja na temat horroru okultystycznego. Linda i Jim wyprawiają w swoim mieszkaniu małą parapetówkę, kiedy ich wspólny znajomy – Brandon, zaczyna za pomocą tytułowej planszy zabawiać zgromadzonych gości. Wywołuje on ducha dziesięcioletniego Davida. Pokaz niestety nie idzie po jego myśli, kiedy odurzeni alkoholem imprezowicze zaczynają wyśmiewać przyzwanego chłopca, a ten w akcie brutalnej vendetty przebija opony w nowym samochodzie Brandona. Niepocieszony tym faktem blondwłosy jegomość, no bo chyba nikt nie lubi zmieniać kół o drugiej w nocy, wychodzi z imprezy, zostawiając u Lindy plansze ouija, która powoli zaczyna ją prześladować.

Witchboard zaskakuje nie tylko pod względem wizualnym, o którym wspomnę za chwilę, ale także za sprawą tego, jak dobrze balansuje pomiędzy różnymi gatunkami i konwencjami. Tenney łączy horror okultystyczny z slasherem, dodając do niego odrobinę czarnego humoru oraz wątek kryminalny. Wszystko to sprawia, że w pewnym momencie film zmienia się w przedziwny buddy movie, w którym dwóch, skłóconych przyjaciół stara się rozwiązać tajemnicę diabelskiej planszy i uratować Lindę z objęć tajemniczego Malfeitora.

Moim zdaniem właśnie to niekonwencjonalne połączenie sprawia, że dzieło Tenney’a tak bardzo wyróżnia się na tle innych niskobudżetowych horrorów z drugiej połowy lat osiemdziesiątych. Oczywiście zdarzają się scenariuszowe potknięcia, szczególne zastrzeżenia mam do sposobu, w jaki przedstawiono postać Lindy, która oprócz wykonywania absurdalnie głupich czynności, to nie wnosi do filmu absolutnie nic, a jej uratowanie staje się pewnego rodzaju MacGuffinem dla dwójki przyjaciół. Oczywiście nie bez winy jest także odgrywająca ją Tawny Kitaen, która wypada w swojej roli strasznie sztywno, a momentami nawet komicznie.

Jeżeli chodzi o walory wizualne, to na dużą pochwałę zasługują sceny POV, w których demon atakuje niczego niespodziewających się bohaterów. Zdjęcia Roya H. Wagnera (Koszmar z ulicy Wiązów 3 (1987), Dr. House (2004-12)) w większości wypadają nieźle i dodają filmowi lekkiego, onirycznego klimatu. Dla fanów mocnych wrażeń również coś się znajdzie. Witchboard dostarcza nam kilku ciekawych, krwawych scen, nie jest tego, co prawda dużo, ale niektóre z nich, nawet po latach robią wrażenie.

Na duży plus zasługuje ostatnie trzydzieści minut filmu, które, choć momentami wystawiało moją zdolność logicznego myślenia na próbę, to rzeczywiście rozegrano to całkiem sprytnie i nawet ja dałem się złapać w pewną pułapkę, o której nie chce za bardzo mówić, żeby nie popsuć wam przyjemności z seansu. Witchboard zaskoczył mnie zarówno pod względem wizualnym i scenariuszowym. Tenney pobawił się konwencją i udało się mu stworzyć ciekawą odskocznię od innych filmów tego typu. Dlatego, jeżeli nie macie żadnych planów na dzisiejszy wieczór i poszukujecie jakiegoś mało wymagającego kina, to może warto dać szanse niewinnej diabelskiej planszy?

Oryginalny tytuł: Witchboard

Produkcja: USA/Wielka Brytania, 1986

Dystrybucja w Polsce: BRAK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *