Quentin Tarantino szczegółowo opisuje swoją ulubioną scenę z „Pewnego razu…” i opowiada, dlaczego nie znalazła się w filmie

W podcascie ReelBlend serwisu CinemaBlend Quentin Tarantino ujawnił, że jego ulubiona scena w Pewnego razu… w Hollywood (2019) nie ujrzała światła dzienniego w swej całej okazałości.

Tarantino powiedział, że tą sceną była emocjonalna rozmowa między postacią Leonarda DiCaprio, Rickiem Daltonem, a Trudi Fraser graną przez Julii Butters. Doświadczony aktor prowadzi telefoniczną rozmowę z młodą dziewczyną spotkaną na planie kręconego właśnie westernu, która miała aż kipić od emocji.

To była moja ulubiona scena w całym scenariuszu” – wyjaśnił Tarantino. „Więc pomysł, że nie znalazłaby się w filmie był niezrozumiały… Myślę, że to prawdopodobnie ulubiona scena Leo, jaką nakręcił. Byliśmy we łzach. To był jedyny raz… Od czasu do czasu robiły mi się mgliste oczy, kiedy kręciłem tę scenę. Julia [Butters] płakała za każdym razem, gdy kończyliśmy kolejne ujęcie. Byliśmy po prostu naprawdę dumni z tej sekwencji”.

Zapytany, dlaczego scena nie ukazała się ostatecznego w filmie Tarantino powiedział, że jest w niej zbyt dużo „ostateczności”. „Wygląda na zakończenie filmu” – wyjaśnił. Być może scena mogłaby zostać włączona do rzekomej 20-godzinnej wersji filmu, do której nawiązała kiedyś Margot Robbie.

Tarantino wyjaśnił również, że pozostawianie scen na montażowym stole nie jest niczym nowym. „To się często zdarza w filmach. Porzucasz sceny, które są naprawdę wspaniałe” – powiedział. „Ale podczas montażu narzuca się oś czasu. A jeśli coś wypadnie poza tę linię, to bez względu na to, jak dobre jest, musi zostać wycięte”.

Źródło: cinemablend.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *