Wesele (2021)

Jeszcze kilka lat temu powiedziałbym z czystym sercem, że Wojciech Smarzowski to mój ulubiony, rodzimy twórca kina. Życie to jednak ciąg nieustannych zaskoczeń, a mówi się, że tylko krowa nie zmienia zdania. Dzisiaj, po zaliczeniu w kinie takich filmów jak Kler (2018) i po namyśleniu się również Wołyń (2016), a teraz dołożeniu do tego grona również Wesela A.D. 2021, mogę powiedzieć, że rozumiem w pewien sposób nawet osobiste wycieczki w stronę „wielkiego pana reżysera”.

I to nie tak, że nie lubię przeciągania struny oraz prowokacyjnego grania na drażliwych tematach. Każdy, kto mnie zna, wie, że często po prostu głupie i toksyczne trollowanie stanowi dla mnie naprawdę srogi zastrzyk rozrywki. Dlaczego więc zamierzam *SPOLER* jechać po nowym filmie Smarzola jak po burej kobyle? Bo zwyczajnie pomijając już jego wielką szkodliwość społeczną, dzieło to nie broni się i wręcz irytuje jako kinematografia po prostu.

Historia z początku podzielona na dwie linie czasowe zaczyna szybko mieszać przekoloryzowaną teraźniejszość z brutalną historią. Nie będę tutaj rozstrzygał, czy to, co widzimy w filmie to naukowe fakty, bo zwyczajnie nie jestem historykiem. Oczywiście jak w przypadku historii Grzegorza Przemyka mam swoje jakieś tam przemyślenia i opinie, ale nie pytajcie, nie będę tutaj o nich pisał. Trudno mi nawet streścić jakoś samą fabułę nowego Wesela, bo jest to zwyczajny bajzel. Burdel taki, jaki zostaje po prowincjonalnym weselu gdzieś na wschodzie Polski z ostatniego przełomu wieków!

Nadźganie wątków może przyprawić o niemały zawrót głowy, który kończy się emocjonalno-estetycznym pawiem. Tym sposobem Smarzowski jak nigdy wcześniej zbliżył się do poziomu narracji Patryka Vegi, biorąc od swojego kolegi po fachu wszystko, co najgorsze. Wkładanie kija w mrowisko wygląda tutaj jak z popularnego mema, „dawaj więcej i mocniej, publika wytrzyma”. Ja wytrzymałem, w końcu nie takie rzeczy się już w kinie widziało – nawet scenę kopulacji człowieka ze świnią, która tutaj była oczywiście wygenerowana w komputerze.

Ta narracyjna sieczka prowadzi również do tego, że film posiada chyba z sześć zakończeń. Siedząc w kinie, odniosłem wrażenie, że wpadłem w niekończącą się pętlę żenady i usilnego wbicia mi do głowy, jaki to jestem zły, a świat wokół mnie okrutny. Jeśli ktoś chce oglądać takie rzeczy, to oczywiście jego sprawa, ale będąc w miarę obiektywnym, ta hiperbolizacja osiąga tutaj naprawdę „cringe’owy” status. Bo wypowiedzi uczestników tytułowej imprezy, stylizowane na weselne życzenia wypowiadane do kamery, wyglądają trochę jak niszowe filmy z polskiego YouTube z lat 2009.

Trudno mi zrozumieć, do kogo kierowany jest ten film. Widownia po obu frontach ideologicznego sporu nie będzie czerpała żadnej przyjemności z oglądania tej bełkotliwej niczym gadanie pijanego wujka na wesele (nomen omen) przypowieści. Jedni wyjdą bardziej oburzeni, inni mniej, ale myślę, a raczej mam nadzieję, że wszyscy podzielą ze sobą uczucie silnego zniesmaczenia. Najbardziej jednak współczuję ludziom takim jak ja, którym na własnych oczach upadł mit Smarzowskiego, czyniąc go jarmarcznym, pseudointelektualnym zarzewiem kontrowersji dla mas. A jeśli chcemy otrzymać jakiś uniwersalny przekaz płynący z filmu, wystarczy sięgnąć po byle którą książkę z kanonu lektur dla późnej podstawówki.

Wiem, że nasza historia, jak każda inna, ma swoje ciemne karty. Być może intencje reżysera, by trochę uświadomić nam, że wojna czy okupacja potrafi w człowieku wyzwolić najgorsze instynkty, były dobre. Co tam wojna w sumie, każda skrajność, która wpadnie na podatny grunt, prowadzi do tragedii. Jednak Wesele swoim umiłowaniem do przerysowania nie oddaje żadnego hołdu ludziom będącym w tej „drugiej stodole”, wręcz depcze po nich, żerując w najgorszy sposób na ich nieszczęściu. Przykre to jest, bo zamiast takiej szczerej i zmuszającej do refleksji intencji otrzymaliśmy wulgarną łupankę.

Ja oczywiście nie kupuję tego, co Smarzol chciał mi powiedzieć i jakie emocje we mnie wzbudzić. Być może środowisko, w którym się wychowałem, dalekie jest od takich skrajności, a moja ignorancja wobec sytuacji polityczno-społecznej w kraju tylko to spotęgowała. No ale wyobraźmy sobie teraz „człowieka czystą kartę”, nieskalanego żadną ideologią i z marginalną wiedzą historyczną, który wybiera się na film Smarzowskiego. Co z niego wyniesie? Polacy mordowali Żydów na oczach dyskutujących o sztuce Niemców, a dzisiaj posługują się tylko nacechowanym rasizmem i ksenofobią językiem. Pamiętam żarty o Żydach i czarnoskórych z dzieciństwa, ale zniknęły one z mojej mowy gdzieś pod koniec gimnazjum. Co jeszcze? A no młodzi ludzie to ogólnie narkomani puszczający się na prawo i lewo, kibice to jawni naziści z wydziaranymi na ciele swastykami, przedsiębiorcy to gangsterzy, a wódka stanowi nasze narodowe paliwo. Od samego patrzenia zbiera się na wymioty.

Oryginalny tytuł: Wesele

Produkcja: Polska, 2021

Dystrybucja w Polsce: kinoswiat.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *