Ostatni pojedynek (2021)

Nie ufam szczerze Scottowi, jeśli chodzi o wielkie epopeje historyczne, to gość, który z jednej strony dał nam pamiętliwego Gladiatora (2000), a z drugiej zniszczył jakiś dziecięcy mit swoim Robin Hoodem z 2010 roku. Dlatego też na mocno trzymający się historycznych faktów Ostatni pojedynek szedłem trochę ostrożnie, choć zewsząd i z zaufanych źródłem dochodziły mnie głosy, że jest to kino co najmniej dobre. Było warto przesiedzieć w kinie te prawie 3 godziny?

Akcja filmu osadzona jest w pod koniec XIV wieku we Francji, Sir Jean de Carrouges (Matt Damon), ceniony, ale nieokrzesany rycerz, i jego przyjaciel Jacques Le Gris (Adam Driver) są wasalami Pierre’a d’Alencon (Ben Affleck). Ten prowadzący bardzo rozwiązły tryb życia władyka ewidentnie faworyzuje tego drugiego, co prowadzi do oczywistych tarć między dwójką druhów. Jean potrzebuje dziedzica, postanawia poślubić Marguerite (Jodie Comer), córkę właściciela ziemskiego, którego lojalność wobec króla Karola VI (Alex Lawther) została mocno nadwyrężona.

Przepaść między Jacquesem i Jeanem się pogłębia, gdy w tym pierwszym rodzi się prawdziwa obsesja na punkcie Marguerite. I to taka, która przeradza się w pełen przemocy gwałt na kobiecie, kiedy odkrywa, że ta została sama w zamieszkiwanym przez małżeństwo forcie. To brutalne wydarzenie w prostej linii prowadzi do tytułowego pojedynku, w którym naprzeciw siebie stanie dwójka dawnych przyjaciół, a na wadze postawione zostanie życie ich, oraz samej (choć ciężarnej) Marguerite.

Ridley bawi się tutaj formułą znaną z przełomowego Rashōmon (1950) Kurosawy, prezentując nam tryptyk składający się z trzech różnych wspomnień tej samej historii. Ale nie będzie tutaj jakichś dalekich odlotów od będącej trzonem fabuły, a te trzy różne wersje wydarzeń są nieco bardziej niejednoznaczne i opierają się raczej na postawie bohaterów i ich motywacjach. Dlatego też, kiedy w końcu dochodzi do katalizującej napaści na tle seksualnym, nigdy nie jest ona przedstawiana jako coś innego niż zwykły akt okrucieństwa.

Skoro film trwa prawie trzy godziny, a większość czasu zajmuje tutaj przetwarzanie tych samych wydarzeń, czy nie robi się to w końcu nużące? Na szczęście Scott pokazuje nam tylko najważniejsze sceny i w każdej z nich starannie zmienia wiele znaczących szczegółów, aby wyraźnie odzwierciedlić punkt widzenia głównego bohatera. Najlepiej widać to na przykładzie sceny pocałunku na jednym z bankietów. W pierwszym rozdziale, widzianym oczyma de Carrougesa, jest to tylko niewinne przywitanie. Po raz drugi, kiedy sytuacja przedstawiona jest z perspektywy Le Grisa sugerować może coś głębszego. W końcu za trzecim razem wracamy do pierwszego rozdziału, ale podsyconego lekką nutą niechęci.

Niejednych skusi na seans gwiazdorska obsada filmu, na czele z Benem Affleckiem i Mattem Damonem. I powiem szczerze, że jest to dla mnie dziwny zabieg, bo aparycja obu panów nijak ma się (chyba) do realiów średniowiecznej Francji – wyglądają wciąż zbyt amerykańsko. Ale cholera, wprowadza to taki przyjemny dysonans, tak samo, jak to, że absolutnie wszyscy tutaj gadają pięknym, amerykańskim angielskim, a film pod każdym innym względem trzyma się bardzo mocno historycznych realiów. No cóż począć, skoro został zagrany i stworzony przez amerykańskich ludzi właśnie?

Scott kończy film pojedynkiem. Buduje suspens, szczegółowo przygotowując się do niego, portretując nam skrupulatne zakuwanie się dwóch mężczyzn i ich koni w broń i zbroję. Każda akcja dokonana na arenie zwiększa napięcie i rozlewa wokół coraz krwi. Czujemy napięcie i strach wyrysowane na twarzy skutej kajdanami kobiety, która tak bardzo boi się przegranej. Bo jeśli jej małżonek zginie na arenie, będzie zmuszona pożegnać się również z własnym żywotem.

Do spółki ze wspomnianą dwójką aktorów scenariusz współtworzyła również Nicole Holofcener i czuć jej rękę tutaj bardzo dosadnie. Nie ma wątpliwości, że wkład Holofcener jest kluczem do sukcesu filmu, ponieważ Affleck i Damon nie mają tak dobrej perspektywy w stosunku do upokorzenia, które muszą znosić kobiety takie jak Marguerite. Jest tutaj nawet smutna scena rozmowy między nią a matką Jeana (Harriet Walter), która przedstawia kulturę gwałtu w sposób, który zwykle w Hollywood woli być przemilczany. Historyczna epopeja ery #metoo? Jest to jak najbardziej dobry trop.

Oryginalny tytuł: The Last Duel

Produkcja: Wielka Brytania/USA, 2021

Dystrybucja w Polsce: disney.pl

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.