Monster from the Ocean Floor (1954)

Lata 50. w USA to musiał być fajny okres. Do popkultury już na dobre przedarło się science-fiction, a ludzie samą naukę traktowali zarówno z optymizmem, jak i obawą. Oczywiście czas Zimnej Wojny to również idealny nawóz pod wszelakie alegorie społeczne, które właśnie w kinie znajdowały swoje ujście. Na początku tej dekady narodziła się energia jądrowa i bomba wodorowa, karta kredytowa i radio tranzystorowe. No i oczywiście swoje pierwsze kroki w Hollywood stawiał legendarny Roger Corman.

Dlaczego warto przyjrzeć się pierwszemu wyprodukowanemu przez niekwestionowanego króla B-klasy obrazowi? Przecież film ten z dzisiejszej perspektywy wydaje się wręcz niezdatny do oglądania, nawet przez pryzmat pociesznego, taniego kina z epoki. Jeśli wierzyć samemu Cormanowi, produkcja Monster from the Ocean Floor kosztowała Rogera „zawrotne” 12 000 dolarów. Ta symboliczna kwota, choć niewielka, rzec można była tym, co popchnęło młodego inżyniera z Detroit w kierunku branży filmowej. Produkcja ta pokazała Cormanowi bowiem, że zwyczajnie opłaca się tworzyć kino niskim kosztem!

Jeśli wierzyć plotkom, Cormana do stworzenia opisywanego tutaj filmu nakłoniła telewizyjna reklama firmy sprzedającej jednoosobowe łodzie podwodne z napędem wiosłowym. A wszystko to na rok po wydaniu przeboju Bestia z głębokości 20 000 sążni (1953). To również czas, kiedy widownia z zapartym tchem oczekiwała na zapowiadany przez Disneya film 20 000 mil podmorskiej żeglugi (1954). Łatwo dodać jedno do drugiego, zwłaszcza jeśli już ma się za sobą seans Monster from the Ocean Floor.  

Komercjalizacja eksploracji morskiego dna stała się tutaj nie tylko fabularnym trzonem, ale również pozwoliła Cormanowi na nakręcenie robiących (wówczas) wrażenie scen podwodnych. W zamian za wspomnienie na początku i końcu swojego dzieła firmy produkującej wodoodporne kamery, Roger mógł do woli korzystać z jej sprzętu bez zbędnego wydawania kasy.

W małej zatoczce u brzegu Meksyku ludzie znikają w tajemniczych okolicznościach. Amerykańska ilustratorka Julie Blair (Anne Kimbell) zaczyna na własną rękę badać plotki o gigantycznym potworze morskim po tym, jak jeden z nurków znika zostawiając po sobie tylko skafander. Niechętnie pomaga jej szowinistyczny sceptyk Steve Dunning (Stuart Wade), biolog morski stacjonujący w okolicy ze swoją łodzią i garstką załogi. Większość filmu mija jednak na pokracznych zalotach Dunninga w stronę Julie. W końcu jednak nasi bohaterowie przekonają się, że w wodzie żyje gigantyczna ameba, monstrum będące wynikiem, a jakże, atomowych testów w atolu Bikini.

Co ciekawe, centralną postacią Monster from the Ocean Floor jest kobieta. Te feministyczne skłonności Cormana byłyby widoczne w kilku późniejszych filmach, ale tutaj wynika to raczej z  tego, że odbiorcami tego typu produkcji byli głównie nastoletni chłopcy. Ale to całkiem odświeżające i miłe widzieć silną rolę kobiecą w filmie takim jak ten. Julie jest uparta, nieustraszona i przejmuje kontrolę od samego początku. Trudno jednak mi zrozumieć, co widzi w protekcjonalnym, szowinistycznym Steve’ie. Ale to przecież film, który powstał niecałe 10 lat po II Wojnie Światowej, więc fajnie, że mamy tutaj protoplastkę Ellen Ripley!

Pod względem scenariusza, ta trwająca nieco ponad godzinę historia potrafi nawet wzbudzić jakieś napięcie. Oczywiście większość czasu spędzamy tutaj na słuchaniu suchych niczym piasek Meksyku dialogów między bohaterami i nieudolnych prób złożenia głównej bohaterki w ofierze potworowi. Naprawdę, ten jeden lokals, który sabotuje całą akcję, jest… no debilem. Co ciekawe jednak, jak na tak egzotyczną scenografię, w filmie nie uświadczymy żadnego Latynosa!

Wspomniałem, że potwór w filmie nazywany jest amebą. Biologicznie ma on jednak więcej wspólnego ze starą, poczciwą ośmiornicą. Nie chodzi tutaj o to, że Corman nie wiedział, jak wygląda ameba. W rzeczywistości zaprojektował i sfilmował stworzenie przypominające amebę, jednak publiczność testowa umarła prawie ze śmiechu, gdy zobaczyła to na ekranie, a niedoświadczony jeszcze Corman postanowił przeprojektować i ponownie zapisać potwora na taśmie. Cóż, a może właśnie to był błąd? Tak otrzymaliśmy nieco pocieszny film z ośmiornicą, która albo pływa w akwarium, albo doklejona jest na drugiej taśmie gdzieś w tle. Ale to wciąż ważny relikt w muzeum filmowej partyzantki.

Oryginalny tytuł: Monster from the Ocean Floor

Produkcja: USA, 1954

Dystrybucja w Polsce: BRAK

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *