Halloween (2007)

Wstyd się przyznać, ale film Halloween Roba Zombie z 2007 roku był moim pierwszym zetknięciem się z postacią Michaela Myersa. Byłem świadom tego, że jest to remake klasycznego filmu z końcówki lat 70., jednak nie znając oryginału, nie miałem do niego porównania. I z perspektywy czasu myślę, że był to idealny zbieg okoliczności! Bo przecież po co robi się nowe wersje znanych historii? Aby sprzedać je nowej, młodszej widowni właśnie.

Co ciekawe, znana mi była już osoba Roba Zombie, którego utwór Two-Lane Blacktop z albumu Past, Present & Future podgrzewał mnie do czerwoności w trakcie wyścigów w kultowym Need for Speed: Underground z 2003 roku. Wytwórnia Dimension Films, do której wówczas należały prawa do franczyzy zapoczątkowanej przez Johna Carpentera, zwróciła się właśnie do Roba z pytaniem, czy nie chciałby wskrzesić marki. Ten był już po swoich dwóch wielkich sukcesach, Domu 1000 trupów (2003) i Bękartach diabła (2005), a prywatnie przyjaźnił się z włodarzem Dimension Films Bobem Weinsteinem i samym Carpenterem.

Zanim Dimension podał do publicznej wiadomości fakt o tworzeniu nowego Halloween, Zombie z szacunku poczuł się zobowiązany do poinformowania Johna Carpentera o planach odświeżenia jego filmu. Prośba Carpentera była taka, aby Zombie „zrobił to po swojemu”. Podczas wywiadu z 16 czerwca 2006 roku Zombie ogłosił, że jego film połączy elementy prequela i remake’u w oryginalną koncepcję. Twierdził, że w nowym filmie będzie dużo oryginalnych treści, a nie tylko przerobionych materiałów z oryginału. Internetowy serwis BBC poinformował nawet, że nowy film zignoruje liczne sequele Halloween, jakie pojawiły się na przestrzeni lat.

Jak wyczytać możemy w wywiadzie dla portalu halloweenmovies.com, intencją Zombie było wymyślenie na nowo Michaela Myersa, ponieważ, jego zdaniem, postać ta wraz z Freddym Kruegerem, Jasonem Voorheesem i Pinheadem stała się zbyt znajoma widzom, a przez to mniej przerażająca. Ideą nowego filmu było zagłębienie się w historię Michaela Myersa. Głębsza historia nadałaby postaci „nowego życia”, jak to określił Zombie. Maska Michaela miałaby otrzymać własną historię, aby wyjaśnić, dlaczego ją nosi, zamiast kazać postaci po prostu kraść losową maskę ze sklepu z narzędziami, jak w oryginalnym filmie.

Daeg Faerch i jego rockowa stylówka młodego Michaela

Rob wyjaśniał, że chciał, aby Michael był wierny temu, kim naprawdę jest psychopata, i chciał, aby maska ​​była dla Michaela sposobem na ukrycie się. Pragnął, aby młody Michael miał charyzmę, która byłaby przeniesiona do jego późniejszego życia. Jego motywy prowadzące do powrotu do Haddonfield natomiast powinny być bardziej niejednoznaczne. Jak wyjaśnił reżyser – „czy próbował zabić Laurie? Czy po prostu szukał jej, bo ją kocha?„.

19 grudnia 2006 Zombie wysłał wiadomość serwisowi Bloody-Disgusting, ogłaszając, że Daeg Faerch zagra rolę dziesięcioletniego Michaela Myersa. 22 grudnia 2006 r. Malcolm McDowell został oficjalnie potwierdzony do roli dr Loomisa. McDowell stwierdził, że chciał nadać postaci więcej ego, dlatego też pojawił się motyw pisanej przez postać doktora książki. 24 grudnia 2006 roku Zombie ogłosił, że Tyler Mane, który wcześniej pracował z Zombie nad Bękartami diabła, wcieli się w postać dorosłego Michaela Myersa. Mane stwierdził, że bardzo trudno jest działać tylko oczami. Scout Taylor-Compton przeszła długi casting, ale jak wyjaśnia reżyser: „Scout była moim pierwszym wyborem. Było w niej po prostu coś, była autentyczna. Nie wyglądała na aktorkę”. Była jedną z ostatnich osób, które dostały główną rolę po Faerchu, Mane, McDowellu, Williamie Forsythe i Danielle Harris.

Muzyk i reżyser chciał również, aby jego podejście do postaci dr. Loomisa było bardziej splecione z postacią Michaela Myersa. Według Zombiego rolą postaci w oryginale było „pokazanie się tylko po to, by powiedzieć coś dramatycznego”. Produkcja oficjalnie rozpoczęła się 29 stycznia 2007 roku. Krótko przed tym Zombie poinformował, że widział pierwszą wersję nowej maski Michaela, komentując ją: „wygląda idealnie, dokładnie tak jak oryginał. Od 1978 roku The Shape (z ang. „Kształt” jak zwykło się nazywać Michaela) nie wyglądał tak dobrze”.

Na cztery dni przed premierą kinową filmu w sieci pojawiła się robocza wersja Halloween, która była rozpowszechniana po różnych serwisach z torrentami. Po dowiedzeniu się o ujawnionej kopii Zombie stwierdził, że jakakolwiek wersja, która wyciekła, była starszą wersją filmu, w przeciwieństwie do tego, co miało trafić do kin. Wyciek wzbudził w Robie obawę, że naruszy on sukces kasowy filmu, tak, jak w przypadku drugiej części Hostelu (2007) Rotha. Halloween miał oficjalną premierę 31 sierpnia 2007 roku w 3472 kinach w Ameryce Północnej, co dało mu wówczas bardziej huczną premierę, niż którykolwiek z poprzednich filmów franczyzy.

To, co w oryginalnym filmie Johna Carpentera z 1978 r. było tylko kilkunastominutowym wstępem do reszty filmu, tutaj potencjalny prolog zajmuje dobre 45 minut przedstawiania nam genezy centralnej postaci. Na pewnym poziomie Zombie osiąga ze swoim Halloween to, co tak zaciekle próbowali eksploatować twórcy takich filmów, jak choćby Teksańska masakra piłą mechaniczną: Początek (2006). Dla mnie jest to osobiście bardzo dobry pomysł, który nadaje bardzo wyraźny autorski stempel na całą produkcję. Jeśli znacie twórczość Roba, to wiecie, że Michael jest tutaj absolutnie „jego” postacią. Oczywiście spotkało się to z wieloma negatywnymi reakcjami zarówno ze strony fanów, jak i krytyków, którzy zarzucali mu próbę uczłowieczenia tego, co miało być ucieleśnieniem czystego zła.

Podczas gdy Halloween z 1978 roku skupiało się głównie na Laurie Strode, wersja z 2007 roku wyraźnie koncentruje się na Michaelu. Chociaż pierwszy akt filmu ilustruje jego motywacje i rozwija jego postać jako Michaela, pod koniec filmu staje się tym, co znamy z oryginalnego filmu. Michael może mieć bardziej określony cel, jakim jest znalezienie Laurie, jednak kasuje on dosłownie wszystkich, którzy mniej lub bardziej przypadkowo staną na jego drodze. Jest on zatem przerażającą, niepowstrzymaną siłą pozbawioną współczucia, co sprawia, że ​​jego szaleństwo jest o wiele bardziej intensywne. Idealnie ilustruje to scena, kiedy dorosły już Michael morduje chyba jedyną postać, która traktowała go z szacunkiem – opiekuna granego przez Danny’ego Trejo.

Zdecydowanie jedną z najmocniejszych postaci w filmie jest Malcolm McDowell w roli dr. Samuela Loomisa. Będzie to niemodna opinia, ale uważam, że wypadł on o niebo lepiej od grającego w klasyku Donalda Pleasence. Jego sceny i interakcje z młodym Michaelem są naprawdę interesujące, ponieważ doktor z początku nie postrzega go jako potwora, traktując go po prostu jako trudne dziecko. Jednak po godzinach terapii zaczyna dostrzegać, że to dziecko jest czystym złem. Oczywiście, kiedy przeskakujemy w przyszłość, relacja obu panów przypomina tę klasyczną, choć to zniuansowanie na początku nadaje wszystkiemu większy sens.

Jako ofiara Michaela, Laurie Strode grana przez Scout Taylor-Compton, wyróżnia się tym, że emanuje od niej nieprzeciętna skromność i taki niewinny urok. Uśmiecha się niewinnie i tak często, że jej policzki wydają się eksplodować. Sprawia, że ​​Laurie jest bardzo sympatyczna, nawet jeśli w jej szafie większość stanowią koszulki starych, rock’n’rollowych zespołów. Reszta obsady składa się z weteranów gatunku, którzy wręcz idealnie pasują do swoich ról. Dee Wallace dodaje kolejny tytuł do swojej listy doskonale odegranych filmowych mam. Ken Foree zapewnia niezapomnianą, bardzo komiczną ulgę podczas swojego krótkiego występu.

Michael Myers w swojej ikonicznej masce

Halloween Roba Zombie jest jednym z najbardziej krwawych i brutalnych filmów, jakie możecie obejrzeć na Halloween właśnie. I nie zrozumcie mnie źle, gore naprawdę sprawia frajdę podczas oglądania i w ogóle, ale to, co sprawiło, że oryginalny film z 1978 roku był tak przerażający i niezapomniany, nie była krew, ponieważ w filmie właściwie jej nie było. To umiejętność napisania naprawdę mocnej historii. Zresztą Rick Rosenthal w swoim Halloween II z 1981 r. podkręcił litraż czerwonego płynu i wcale nie polepszyło to filmu. Ostatecznie jucha nie ma znaczenia, liczy się fabuła. W sumie jest film gościa, który dał nam tak epatujący zginliziną i krwią tytuł, jak Dom 1000 trupów, więc co się dziwić.

Film Roba Zombie może nie być najlepszym tytułem w serii Halloween, ale czy nie jest lepszy niż większość sequeli? Film wypada całościowo jak autonomiczne dzieło naprawdę dobrze, a wygląd Michaela jest tutaj naprawdę imponujący. Wszystko tutaj rozgrywa się w stylu inspirowanym grindhouse’em. Oprawa z lat 70. naprawdę działa na korzyść filmu, jednak nieco bardziej realistyczne ugruntowanie nieco ogranicza jego ekscesy stylistyczne. Szczerze mówiąc, od gustu widza zależy, czy to dobrze, czy źle.

Niestety, poważnym problemem jest tempo filmu. Na przerażające emploi Michaela Myersa składa się to, że zawsze był powolną, niezdarną, ale niepowstrzymaną siłą. Tutaj widz czuje, że jest on nieco bardziej ślamazarny, ponieważ fabuła nie zmierza w jakimś konkretnym kierunku. To tylko jedno szybkie spotkanie z Michaelem, po którym następuje…. no właśnie, to już całkiem inna historia. Choć niepozbawione błędów Halloween Zombie to wciąż jeden z najbardziej autorskich, pomysłowych filmów w konwencji klasycznego kina siekanego. No i osobiście jest to film, który z lekkim sercem stawiam obok oryginału!

Oryginalny tytuł: Halloween 

Produkcja: USA, 2007

Dystrybucja w Polsce: kinoswiat.pl

Źródło: 

bbc.co.uk/

halloweenmovies.com/

vox.com/

theindependentcritic.com

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *