V/H/S/94 (2021)

W końcu doczekałem się kolejnej, zachwalanej przed premierą części jednej z moich ulubionej serii, V/H/S, zapoczątkowanej w 2014 roku. Dla fanów konwencji found footage jest nie lada gratka, która zachwyca swoją pomysłowością nie tylko w opowiadaniu historii, ale również ich oprawy. Do dziś wracam choćby do trzymającego w napięciu Honeymoon z części pierwszej czy fantastycznego i kreatywnego A Ride in the Park z dwójki. Czy tutaj też będzie do czego wracać? Jeszcze jak!

V/H/S/94 służy jako powrót do korzeni. V/H/S/Viral z 2014 roku próbował uchwycić spektrum mediów społecznościowych i wykorzystać ich narzędzia w celu siania zła. Jednak efekt był na tyle nieudany, że pogrzebał nieco markę na dłuższy czas. 94 to powrót w wielkim stylu! I mówiąc o stylu, nie mam na myśli tylko obranej przez twórców estetyki, brudnej, szarpanej i, jak wskazuje tytuł, mocno analogowej. Być może jedna tylko nowelka pozbawiona jest tego szorstkiego looku, ale za to nadrabia efekciarstwem.

Wszystkie te mniejsze historyjki łączy ekipa SWAT, która infiltruje teren kultu witający koniec świata. Policjanci znajdują pokoje pełne wydłubanych gałek ocznych, przerywanych nagrań i ekranów telewizyjnych w starym stylu, odtwarzających różne niepokojące obrazy. Jako coś, co łączy wszystkie elementy układanki w jednym miejscu, działa to naprawdę dobrze i samo w sobie potrafi trzymać w napięciu. Oczywiście nie jest to poziom grozy znany z części pierwszej, ale uwierzcie mi, jest naprawdę dobrze.

„Storm Drain”, reż. Chloe Okuno

Każdy segment pochodzi z kaset znalezionych w obskurnym kompleksie i kiedy mamy zagłębić się w jednym z nich, kamera powoli skupia się na wybranym odbiorniku. Pierwsza opowieść, zatytułowana Storm Drain i wyreżyserowana przez Chloe Okuno, przedstawia nieustraszoną reporterkę Holly Marciano (Anna Hopkins) i jej zaufanego operatora, którzy przeprowadzają wywiady z ludźmi na temat tajemniczego stworzenia, będącego lokalną legendą. Podczas nagrywania materiału filmowego odkrywają system kanalizacyjny, w którym zdają się żyć ludzie. W poszukiwaniu odpowiedzi (i może Pulitzera) wchodzą do podziemnych katakumb. To, co odkryją, zmieni wszystko.

Druga histora The Empty Wake Simona Barretta (weterana serii) jest praktycznie w całości nakręcona z dwóch statycznych kamer i opiera się na jednej bohaterce. Rozkręcenie się tej nowelki zajmuje trochę czasu, jednak robi to naprawdę świetną podbudówkę pod nieco słabsze zakończenie. Kamery zmuszają widza do szukania czegoś przerażającego, czającego się w tle, dlatego też finał może być lekko rozczarowujący w swej przegiętej ekspresji.

Poczucie dyskomfortu ma swoje rozwinięcie w historii szalonego lekarza, w której zwyrodniały naukowiec próbuje stworzyć połączenie człowieka i maszyny. Łatwo się domyślić, że skutki będą  katastrofalne. Tutaj również potrzebujemy więcej czasu, aby dostać esencję, ale gdy już do niej dotrzemy, dostajemy hulaszczy horror akcji, który łączy w sobie najlepsze elementy Dooma (2005) i Tetsuo – Człowiek z żelaza (1989). Dla wielu segment stworzony przez Timo Tjahjanto będzie tym najlepszym i nic dziwnego. Jest szalony, obrzydliwy i pokręcony, a natężenie akcji naprawdę nie pozwala się nudzić. To właśnie ta historyjka jako jedyna porzuca obskurną estetykę zdartej kasety na rzecz HD, ale z perspektywy opowieści, jest to w pełni uzasadnione.

Czwarty segment, Terror Ryana Prowsa, opowiada o grupie konserwatywnych terrorystów, która znalazła broń ostatecznego zniszczenia w postaci skromnego człowieka, którego zabijają każdego dnia tylko po to, by wskrzesić go następnego. Biorąc pod uwagę polityczny klimat, w którym żyjemy, nie jestem pewien, jak „zabawnie” jest widzieć takie jednostki, nawet jeśli ograne są w komediowy sposób, a ich głupota jest wręcz kreskówkowa. I choć domyśliłem się dość szybko, o co w tym wszystkim chodzi, jest to jedno z najbardziej kreatywnych podejść do postaci…. zresztą zobaczycie sami!

„The Subject”, reż. Timo Tjahjanto

Z zasady antologie filmowe na ogół dzielą się na dobre i mniej udane nowelki. Jeśli mam być szczery, to najsłabiej w V/H/S/94 wypada właśnie ta łącząca w spójną całość historyjka. Jest zwyczajnie zbyt zawiła, a przez krótki metraż nie ma szans odpowiednio wybrzmieć. Ale to tylko spoiwo między kolejnymi historiami i spokojnie można przymknąć na nią oko. Mnie również nie do końca podeszło zakończenie Storm Drain, które, choć fantastycznie wykonane, nieco burzy quasi-realistyczny posmak reszty. Do niczego innego szczerze nie mogę się przyczepić! No, może wygłupy wieśniaków w Terror zajmują chyba zbyt dużo czasu, ale są tak klimatyczne, że nie uznam tego za wadę.

Bo właśnie klimat to jest to, czym omawiany tutaj film stoi. Posmak znalezionej na śmietniku taśmy video nie jest tylko narzuconym filtrem z Instagrama, więc każde nagranie ogląda się ze szczerym zachwytem. Zadbano tutaj nawet o takie rzeczy jak rozmycie się kontrastujących kolorów na jasnym tle, charakterystyczne dla domowych kamer VHS. Tak samo dźwięk jest równie „ziarnisty” co obraz, przez co immersja naprawdę działa i z łatwością łykamy jako widzowie obraną przez twórców koncepcję. Pod względem technicznym należą się tutaj kolejne pokłony.

Czwarte V/H/S to powrót marki w najlepszym wydaniu, choć co prawda dalej brakuje mu trochę do genialnej moim zdaniem dwójki. Sposób, w jaki produkcja ta wykorzystuje technologię wideo z lat 90. i techniki filmowania do replikowania amatorskich filmów wciąga nas w historię odzwierciedlającą niepokoje i strachy nowych technologii. Każdy segment na swój sposób oddaje epokę, w której nowa technologia zmieniała sposób, w jaki się komunikujemy, sposób, w jaki postrzegamy świat, a nawet sposób, w jaki myślimy o naszych ciałach. To gorączkowy sen złożony z pomysłów Davida Cronenberga, Mary Shelley i Williama Gibsona, zmieszanych z wizualizacjami, które sprawiają wrażenie, jakby zostały wyciągnięte z głębokich, mrocznych zakamarków YouTube. Cyfrowy koszmar o epickich rozmiarach.

Oryginalny tytuł: V/H/S/94

Produkcja: USA/Indonezja, 2021

Dystrybucja w Polsce: BRAK

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *