Dom Gucci (2021)

Osobiście nie siedzę aż tak w temacie mody, żeby interesować się zawiłymi historiami najpopularniejszych domów mody. Bardziej niż stojąca za nim historia, interesuje mnie już finalny produkt – chyba że mówimy o butach Vansa. Jednak zwiastun nakręconego przez Ridleya Scotta Domu Gucci elektryzował mnie od pierwszych fotosów z planu. Koniec końców musiałem na niego iść do kina.

I chyba nie jestem targetem obranym przez film albo miałem mocno mylne oczekiwania wobec niego. Liczyłem raczej na taki stylowy, kontemplacyjny obraz, nakręcony w 100% na poważnie i zostawiający widza samego ze sobą z poruszanymi tematami. Może zabrzmi to nieco naiwnie i po prostu głupio z mojej strony, ale szedłem do kina trochę jak na Tamte dni, tamte noce (2017), tylko osadzone w świecie obrzydliwie bogatych i pięknie stylowych ludzi.

Oparty na książce Sary Gay Forden Dom Gucci jest właściwie historią Patrizii Reggiani (Lady Gaga), która ze skromnych początków wpada w małżeństwo z Maurizio Gucci ( Adam Driver). Kobieta wybiera sobie dogodny moment, żeby rozpocząć romans z Maurizio, bo tego bardziej interesuje studiowanie prawa niż rodzinna firma i jej dziedzictwo. Ona ekscytująca wszystkich wkoło i otwarta, on nieśmiały i nadmiernie ufny. Kiedy w końcu przyprowadza Patrizię do domu, by poznała ojca rodu Rodolfo (Jeremy Irons), spirala rodzinnych konfliktów nabiera pędu.

Ciekawym, choć nieco parodystycznym elementem filmu jest związek Patrizii z jej medium, Piną Auriemmą (Salma Hayek), z którą się zaprzyjaźniła i ostatecznie zaangażowała się w działalność przestępczą. Ważnym graczem w imperium Gucci jest również jedyny jego członek spoza rodziny, Domenico De Sole (Jack Huston), czołowy doradca finansowy, który stawia Maurizio przed najważniejszymi wyborami jego życia. Ale ich obecność na ekranie zdradza największą wadę filmu, jego serialowy rytm.

Historia, choć rozciągnięta do bagatela ponad dwóch i pół godziny, sprawia wrażenie skaczącej po łebkach. Otwierane jest tutaj wiele drzwi, za które film tylko zagląda. Gra też całą plejadą gwiazdorsko obsadzonych postaci, które mają o wiele więcej do powiedzenia, niż mają na to tutaj czas. Czy gdyby Dom Gucci wyszedł jako serial na HBO GO, to bym go obejrzał? Pewnie tak, bo to wciąż kawał stylowego patrzydła, a epizodyczna forma pozwoliłaby lepiej wybrzmieć wielu wątkom.

Dopiero pod koniec filmu wewnętrzne działania Guccich zaczynają wysuwać się na pierwszy plan, zwłaszcza gdy Maurizio sprowadza nieznanego amerykańskiego projektanta z Teksasu, Toma Forda (Reeve Carney). W tym momencie Maurizio i Patrizia są praktycznie w stanie wojny, co prowadzi do wielu potyczek i tarć na ich linii. Kobieta wręcz jawi się najmłodszemu z Guccich jako prześladujące go widmo, wspomnienie wolności, z której sam nie chce się uwolnić. Szkoda, że sprowadza się to tylko do jednej sceny. Scott traktuje widza trochę jak osobę, która podane musi mieć wszystko na tacy.

To, co film Scotta robi najlepiej, to uchwycenie końcówki lat 70. i tego, co później. Łatwo jest zagubić się w tych wszystkich tkaninach, muzyce, scenografii i fantazyjnych fryzurach. I choć klimat Włoch z epoki lepiej jest poczuć, puszczając sobie pierwsze lepsze giallo, to i tak cieszy fakt, że wracamy do tego okresu i tego miejsca w wielkim, kinowym hicie. Osobiście jednak wolałbym dłużej napatrzyć się na te wszystkie mokasyny, marynarki czy paski – no cóż, zostaje mi zawsze przewijanie strony Vitkaca.

Czy żałuje czasu i kasy wydanej na Dom Gucci? Szczerze, i tak, i nie. Sam bardzo chciałem iść na ten film, więc nie będę się samobiczował. Ale gdybym oglądał go w domu na jakimś streamingu, zasnąłbym gdzieś w połowie! Scottowi nie udaje się wykrzesać ze swoich postaci jakiś emocjonalnych relacji z widownią, a to przez przerysowaną do granic grę aktorską (na Ciebie patrzę Jaredzie Leto), a to przez potraktowanie „po łebkach” ważnych dla fabuły momentów. Poczekajcie lepiej, aż film trafi na VoD i obejrzyjcie go „na raty”, nic nie stracicie!

Oryginalny tytuł: House of Gucci

Produkcja: USA, 2021

Dystrybucja w Polsce: forumfilm.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.