Chucky (2021-)

Zapoczątkowana w 1988 roku seria Laleczka Chucky to dla mnie pewien fenomen. Jest to jedna z niewielu tak długich horrorowych franczyz, która nie popadła w odmęty autodestrukcji. Dziwne nie? Nawet rzeczy tak odległe od oryginału, jak Kult laleczki Chucky (2017) czy nieszczęsny remake z 2019 roku naprawdę trzymały poziom. Dlatego też do nakręconego dla stacji SYFY (ta nazwa wciąż mnie śmieszy!) serialu miałem raczej pozytywne nastawienie. Zwłaszcza że nad całością czuwał pomysłodawca oryginału, Don Mancini.

Idąc śladem takich klasyków jak Carrie (1976) czy współczesnych filmów pokroju Ulicy Strachu (2021), centralną postacią jest tutaj nastoletni bohater, który w jakiś sposób czuje się wykluczony z lokalnej wspólnoty. W Chuckym jest to cichy, nieśmiały, początkujący w rzeźbiarstwie i zafascynowany kryminalnymi podcastami gej Jake (Zackary Arthur). To właśnie on drogą kupna na osiedlowej wyprzedaży nabywa znaną nam lakę Good Guy.

Życie Jake’a pełne jest bólu i zagubienia, ponieważ zamknięty w sobie chłopak wciąż próbuje pogodzić się ze śmiercią matki i jest nieustannie dręczony z powodu swojej seksualności. Wkrótce wokół naszego bohatera zaczynają dziać się dziwne, brutalne incydenty i Jake zdaje sobie sprawę, że jego retro lalka żyje własnym życiem oraz posiada własne, nikczemne cele skierowane do mieszkańców małego miasteczka. Czy chłopak stanie do walki z zagrożeniem? A może podda się morderczej dominacji psychopaty z przeszłości? Tego już oczywiście będziecie musieli się dowiedzieć sami!

Serialowa inkarnacja przygód najbardziej morderczej lalki w popkulturze obfituje w wiele odniesień i powiązań do całej franczyzy, które trudno będzie wyłapać laikom. Na całe szczęście są to tylko drobnostki, bo Chucky, jak każda poprzednia odsłona w sumie, to w pełni autonomiczne dzieło. Tak naprawdę nie musisz dużo wiedzieć. Jest nowa sceneria, a główne postacie to zupełnie nowe pionki na planszy. Chucky (po raz kolejny obdarzony wspaniałym głosem Brada Dourifa) jest psychopatycznym mordercą, więc w prostej linii dochodzi do rzezi. Na poziomie podstawowym wszystko jest czyste, jasne i klarowne.

Ale serial robi również coś interesującego obok tego całego prostego, acz dającego frajdę slashera. Stąpając po kruchym lodzie, bada wczesne lata „ludzkiego” wcielenia Chucky’ego, Charlesa Lee Raya. Robi to tutaj za quasi-retrospektywę, gdzie właśnie najwięcej odniesień i mrugnięć okiem znajdą zagorzali fani franczyzy. W przeciwieństwie do wielu opowieści o seryjnych mordercach, które próbują jakoś wyjaśnić lub rozgrzeszyć działania swojego anty-bohatera, pokazując traumę z wczesnego dzieciństwa, historia wspomnień Chucky’ego obejmuje wrodzone zło. To nie jest postać, której kibicujemy w nawróceniu się i odnalezieniu jakiegoś wewnętrznego dobra. To gość, za którego trzymamy kciuki przy kolejnym dobieraniu się do swojej ofiary!

A będzie ku temu okazja, bo serial specjalnie nie kryje się z ukazywaniem swojej gwiazdy. Fani chcą zobaczyć Chucky’ego w morderczym szale, a produkcja ta właśnie zapewnia te krwawe chwile, nie będąc w żaden sposób powstrzymywana przez jakieś ograniczenia kablówki, na której jest emitowana. Co ciekawe, amerykańskie seriale zawsze były bardziej pruderyjne w kwestii języka niż przemocy, a tutaj „kurwy” padają często już w samym otwarci odcinka! Filmy przeszły drogę od poważnego horroru do kampowej komedii i z powrotem, a serial Chucky próbuje złapać obie te sroki za ogon, i to z naprawdę udanym skutkiem.

Słabiej natomiast wypada tutaj wątek nastoletnich bohaterów tej krwawej przygody. Pełen jest niezgrabnie napisanych dialogów i wątpliwej jakości występów aktorskich. Oglądając serial miałem bardzo silne wrażenie, że jest to tylko wata wepchnięta po to, by wypełnić jakoś ekranowy czas pomiędzy kolejnymi ekscesami morderczej laleczki. Ale serial robi coś, co naprawdę miło mnie zaskoczyło. Rozwiązuje pozornie dramatyczne wątki w bardzo brutalny i nieoczekiwany sposób! Mały spoiler, matka jednego z bohaterów dowiaduje się w jednym odcinku, że ma ciężki nowotwór. Wpływa to oczywiście na całą rodzinę, jednak w kolejnym epizodzie kobieta zostaje… wypchnięta przez okno i spektakularnie zalicza głową przednią szybę samochodu, w której siedział jej syn. Wow!

Pisząc tę recenzję wiemy już, że powstanie drugi sezon serialu. I bardzo dobrze, bo pierwszy sezon kończy się otwartą furtką na coś iście apokaliptycznego! I choć wiele jest tutaj nostalgii do pierwszych odsłon tej pokręconej serii, serial wydaje się na tyle inny, że okazuje się zupełnie nowym początkiem w rozwoju franczyzy. To odważna rzecz, łącznik między tym, co było, a tym, co nastąpi. Naprawdę warto dać szansę, nawet jeśli nie jesteście zaznajomieni z całą tą pokręconą historią. Ja oglądałem z wypiekami na twarzy i jeśli miałbym porównać seans do czegoś już mi znanego, to pierwszy kroki prowadziłby do fantastycznego Ash kontra martwe zło (2015-18). Potrzeba lepszej rekomendacji?

Oryginalny tytuł: Chucky

Produkcja: USA, 2021

Dystrybucja w Polsce: BRAK

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.