Titane (2021)

Od zwiastunów, plakatów po Złotą Palmę w Cannes, wszystko to z siłą rozpędzonego ferrari nakręcało mnie na nowe dzieło Julii Ducornau. Do tego dodajmy, że naprawdę podobał mi się jej poprzedni projekt, czyli wymierzone w konsumpcję produktów odzwierzęcych Mięso (2016). Seans Titane trochę sobie odkładałem, bo wiedziałem, że może mnie on psychicznie znokałtować, ale w końcu musiał nadjeść dzień (a raczej wieczór), kiedy wejdę na ring…

W najprostrzym skrócie Titane to film o kobiecie, która zachodzi w ciążę po seksie z… sportowym samochodem. Oczywiście nie trzeba być ekspertem w dziedzinie biologii, żeby wiedzieć, że jest to niemożliwe. Ale z drugiej strony siedzę w Internecie już tyle lat i zwiedziłem naprawdę sporo jego mrocznych miejsc, by uwierzyć, że serio istnieją ludzie, którzy swoje fantazje o stosunku z maszyną wprowadzają w życie.

Celowo przytaczam fabułę do ogólnikowego, jednego akapitu, ponieważ miałem dokładnie taką samą wiedzę zasiadając do filmu. Scenariusz napisany jest tak, że w zasadzie zostawia nam otwarte pole do interpretacji, ale właśnie samodzielne wyciśnięcie z niego ekstraktu daje największą frajdę. Z jednej strony jest to niepokojący horror pełen przemocy i brutalnych obrazów. Z drugiej zaś to zaskakująco ciepły portret dwóch zagubionych dusz, które znajdują, wbrew jakiejkolwiek logice i w naprawdę dziwnych okolicznościach, prawdziwą więź. Jeśli już miałbym szukać jakiegoś punktu zaczepienie w głównym nurcie, to chyba wskazałbym na oscarowe Parasite (2019) Joon-ho Bong, ponieważ cały czas jesteśmy zaskakiwani tym, w którą stronę zmierza ta historia.

Powiedzmy może o tym, co pewnie interesuje Was najbardziej, czy Titane działa jako kino grozy? Działa! I to cholernie dobrze! Przynajmniej na mnie… Już pierwszy film Pani Ducornau zapewnił mi naprawdę jedną czy dwie nieprzespane noce i ciarki do końca życia. Z tym dziełem będę miał podobnie, choć nie jest on już aż tak sugestywny i stawia raczej na dość obrazowe obrzydlistwa. Tak, David Cronenberg zapewne jest dumny. Już pierwsze sceny przypadkowych morderstw są niepokojące i bardzo takie frapujące. Oglądając je miałem, flashbacki z upiornego Cat Sick Blues (2015) i innych jemu podobnych.

Okej, wiemy już, że Titane potrafi obrzydzić, ale idąc krok dalej, wszechobecna jest trwoga zakorzeniona w świecie przedstawionym i jego bohaterach. Jak już wspomniałem, nie jest to nihilistyczny traktat o braku nadziei, a ciepła historia „rodzinna”. Jednak napięcie, jakie towarzyszy każdej sekundzie filmu naprawdę potrafi przyprawić o palpitację! Mimo na pierwszy rzut oka odpychającej dziwności zaczynamy kibicować tym zagubionym jednostkom, a odwaga reżyserki nie pozwala nam spoglądać na ich poczynania ze spokojem. Nie działa to moim zdaniem tak dobrze, jak we wspomnianym już Mięsie, ale to wciąż najwyższy poziom kontrolowania i rezonowania z widzem dzieła filmowego.

Zapewne wielu widzów zobaczy pierwszą część filmu i ucieknie sprzed ekranu. Ducournau przesuwa granice, może trochę za daleko, jakby testowała nas, aby zobaczyć, ile jesteśmy gotowi „przeżyć”. Ale robi to z takim stylem i oryginalnością, że czułem się wręcz zmuszony brnąć dalej, choćby po to, by dowiedzieć się, gdzie to wszystko się skończy. W czasach, w których zbyt wiele filmów wybiera bezpieczną drogę, decydując się na łatwe rozwiązania i szczęśliwe zakończenia, oto film, który próbuje przełamać schemat i zaryzykować. Fakt, że zawiera w sobie prawdziwe, bijące serce, czyni go jeszcze bardziej niezwykłym.

Dla wielu jednak, mimo wszystkich szoków i okropności, Titane opierać się będzie na intymnym studium charakteru młodej kobiety, która przechodzi metamorfozę zarówno fizyczną, jak i emocjonalną. Rousselle zapewnia genialny, debiutancki występ, od którego naprawdę nie można oderwać oczu. Aktorka ta emanuje tak magnetyczną osobowością, że jest w stanie wzbudzić sympatię dla Alexii nawet w obliczu naprawdę parszywych czynów. Jest jak porzucone, dzikie dziecko, które naprawdę zrobi wszystko, aby przeżyć. Jest destrukcyjna i chaotyczna, ale kiedy spotyka Vincenta, wpada pod jego ojcowską, nabitą łapę. Potrafi oswoić niesforną bestię miłością, której nigdy tak nie zaznała.

Titane to film, który wejdzie pod skórę i zagnieździ się tam niczym metalowa dostawka po wypadku. Nie wyrzucisz tego dzieła ze swojego umysłu jeszcze długo, uwierz mi. Może cię to obrzydzać, ale może właśnie tego chce Ducournau. To rodzaj kina, podczas seansu którego wielu innych twórców wstaje i wiwatuje. Wśród wszystkich groteskowych obrazów Ducournau przedstawia pełen niuansów portret ludzkości, który zręcznie tańczy na linii między wulgarnością a pięknem. Zadziwiające osiągnięcie filmowca, który ma całkowitą kontrolę nad swoją wyjątkową wizją, a Titane jest zdecydowanie jednym z najlepszych filmów roku.

Oryginalny tytuł: Titane

Produkcja: Belgia/Francja, 2021

Dystrybucja w Polsce: nowehoryzonty.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.