Jak pokochałam gangstera (2022)

Pruszków i Wołomin to chyba najbardziej kuszące dla naszych rodzimych filmowców tematy. Bo w którym innym kraju goście, którzy kradli, mordowali i opychali jakieś lewe dragi, mają dzisiaj status wręcz popkulturowych bohaterów? A w głównej mierze przyczyniło się do tego właśnie kino, które od lat 90. romantyzuje nadwiślańską bandyterkę, a dzisiaj rękami Patryka Vegi czy właśnie Kawulskiego podkręca tę fascynację dalej.

Samego Kawula znam oczywiście już dłuższy czas, bo to w końcu gość, który stoi za galami sztuk walki KSW i popularyzacji tego sportu nad Wisłą. Jego pierwszego filmu nie widziałem i pewnie już nie obejrzę, ale za to drugi, Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa (2020), był dla mnie naprawdę miłym zaskoczeniem, kiedy trafiłem na jego kinowy seans. Dlatego też osadzony w tym samym uniwersum kolejny obraz obejrzałem praktycznie w dniu premiery.

Od razu powiem, że nie znam się na historii polskiej mafii. Wiem mniej więcej kim był Pershing i Masa, ale przedstawiona tutaj historia Nikosia z Trójmiasta była dla mnie czymś kompletnie nowym. Ale jeśli kiedykolwiek widzieliście jakąś historię gangsterską, jak Człowiek z blizną (1983) czy Chłopcy z ferajny (1990), to poczujecie się tutaj jak w domu. Widocznie każdy, kto zaczyna parać się nielegalnym interesem, skazany jest na taką samą drogę zwieńczoną tragicznym finałem.

Kawulski leci tutaj jak po sznurku, odhaczając kolejne tropy popkulturowego obrazu mafijnego. Mamy zatem szybki wgląd w trudne dzieciństwo głównego bohatera, początki na przestępczej ścieżce, utworzenie imperium, zdradę, kobiety i bolesny upadek. A wszystko to podane w rwanym, teledyskowym stylu, gdzie reżyser niczym dj na domówce puszcza na krótką chwilę kolejne kawałki z jakiejś setlisty na Spotify. Można dostać prawdziwego zawrotu głowy! Wszystko tutaj gna na złamanie karku, a co ciekawsze wątki, jak przemyt kradzionych aut przez granicę, to tylko kilka nakręconych za pierwszym razem scen i gagów. Trudno pozbyć się tutaj flashbacków z Vegi.

Do tego wszystko poprzecinane jest jakimiś pseudoartystycznymi wizjami Kawulskiego, które w swym bełkotliwym tonie nie znaczą kompletnie nic w stosunku do reszty filmu. Jakaś leśna symbolika przeplatająca się z główną osią jest na tyle mętna, że nie sposób jej jakkolwiek wcisnąć w narracje, przez co wydłużona ona i tak przytłaczający czas filmu. A trwa on dokładnie 3 godziny, więc zaopatrzcie się najlepiej w jakiś alkohol, który umili konfrontację z tą kobyłą.

Bo Jak pokochałam gangstera, w przeciwieństwie do swojego poprzednika, jest dziełem wyjątkowo nudnym. Naprawdę, najwięcej frajdy sprawiło mi wyłapywanie epizodycznych ról różnych postaci ze świata sportu czy kina, jak potężny Mati Borek, wyklęty ostatnio Marcin Wrzosek czy wręcz przeciwnie, chwalony wszędzie Marcin Różalski. Historia Nikosia, choć ma potencjał, jest podana nam tutaj w zupełnie nieciekawy sposób. To bełkot, w którym ciężko połapać się kto jest kim, które wydarzenia są ważne, a które nie. Bo na przykład pobyt w niemieckim więzieniu naszego bohatera jest tutaj tak rozciągnięty, jakby stanowił jakiś ważny wątek na jego życiowej drodze, a ostatecznie nie wnosi do historii nic.

Ale pogadajmy o tym, co stanowi chyba najmocniejszą stronę filmu, aktorstwie. Główną rolę gra zdecydowanie aktorskie odkrycie ostatnich dwóch lat, Tomasz Włosok. I… na dłuższą metę jego teatralna mocno maniera jest dość męcząca! Jednak i tak wypada on o niebo lepiej niż taki Sebastian Fabijański, który tutaj daje prawdziwy pokaz tego, jak nie powinno się grać. Cała reszta jest, bo jest i nie ma za dużo ekranowego czasu. Niektóre znane twarze pojawiają się tutaj dosłownie na sekundę, vide wymieniony wcześniej Różal czy popularny Jaglak. Mieć taką kasę oraz znajomości i zrobić z tego takie miałkie widowisko? No najwyraźniej się da!

Mogę sobie psioczyć i narzekać, a film i tak zarobi swoje i Kawulski nakręci zapewne kolejny, osadzony w tym samym uniwersum obraz. Domyślam się nawet, że postara się on dźwignąć historię Pershinga, ponieważ zapowiedź tego znajdziemy już w tym filmie. Ja chciałbym, żeby ktoś zrobił uniwersum na miarę tego od Marvela, w którym w końcu powstałaby supergrupa polskich przestępców, która wspólnie stawiłaby czoła nadchodzącemu widmu zmiany ustrojowej pod koniec XX wieku. Wymarzyć mogę sobie wszystko, a Wam szczerze odradzam seans Jak pokochałam gangstera, przez trzy godziny można zrobić wiele ciekawszych rzeczy!

Oryginalny tytuł: Jak pokochałam gangstera

Produkcja: Polska, 2022

Dystrybucja w Polsce: Netflix

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *