Moja krwawa walentynka (1981)

Nakręcona przez George Mihalka w 1981 Moja krwawa walentynka to zdecydowanie jeden z najbardziej znanych, kanadyjskich horrorów. Idealne wyczucie czasu przez reżysera, nurt slasher był właśnie u szczytu popularności, oraz zmiany w kanadyjskim przemyśle filmowym dotujące niezależnych twórców sprawiły, że opisywany tutaj film obrósł swoistym kultem i po dziś dzień cieszy się entuzjazmem nie tylko wśród fanów kina grozy.

Jest rok 1960. W małym górniczym miasteczku Valentine Bluffs właśnie trwają przygotowania do corocznego balu z okazji Dnia Świętego Walentego. Wracający z szychty górnicy spieszą się, by zdążyć na imprezę. Pośpiech skutkuje eksplozją w jednym z kopalnianych szybów. Jednym ocalałym z wypadku jest Harry Warden, facet, który by przetrwać pogrzebanie żywcem, zmuszony był do jedzenia zwłok własnych kolegów.

Po rocznym pobycie w szpitalu, Harry wymierza zemstę na dwójce pracowników kopalni odpowiedzialnych za tragedię. Ich wyrwane z klatki piersiowej serca umieszcza w opakowaniu walentynkowych czekoladek z ostrzeżeniem, że miasteczko ma całkowicie zakazać organizowania zabaw związanych z tym konkretnym świętem. Nietrudno się domyślić, że następne pokolenie ma w dupie przestrogę sprzed 20 lat. Zorganizowana przez młodzież impreza rozpoczyna więc serię tajemniczych i bardzo kreatywnych morderstw, które rozwikłać próbuje lokalny szeryf.

Moja krwawa walentynka odniosła umiarkowany sukces już w dniu swojej premiery, co prawda nigdy nie zbliżając się do tak sztandarowych dzieł nurtu slasher jak Halloween (1978) czy Piątek, 13-tego (1980). Jednak, gdy tamte filmy podążały sztywno wyznaczonymi torami, film Mihalka jest nieco odważniejszy w przetwarzaniu znanej formuły. Zamiast bandy napalonych nastolatków, mamy tutaj grupę robotników obarczonych życiowym doświadczeniem. Ekranowe postacie to zwarta grupa, prowadząca własne życie bez dramatów rodem z liceum.

Film nakręcony został w prawdziwej kopalni Princess Mine w Nowej Szkocji tuż przed przearanżowaniem obiektu na muzeum. Z tego względu większość scenografii stanowią autentyczne sprzęty górnicze, a wszystkie sceny kręcone w środku kopalni zrealizowano pod ziemią – czasem 900m pod powierzchnią!

Jedną z najbardziej znanych rzeczy wokół Mojej krwawej walentynki jest niesławne 9-minut wyciętego przez MPAA (Motion Picture Association of America) materiału. Początkowo obraz otrzymał kategorię wiekową X, ze względu na zawarte w nim sceny pełne przemocy. Cięcie po cięciu pozbawiło film wszystkich „nieprzyzwoitych” sekwencji zapewniając mu kategorię R. Dzisiaj nietrudno o wersję poprawioną i wzbogaconą o zaginione sceny. Zobaczymy w nich między innymi fantastycznie efektowna scena nabijania głowy na hak czy gotowanie delikwenta żywcem w garze z hot-dogami.

W przeciwieństwie do innych obrazów nurtu, w Mojej krwawej walentynce seks naprawdę nie wchodzi w grę. Nie ma tutaj również żadnego klucza, według którego wybierane są ofiary. Początkowe zabójstwa są umotywowane zemstą człowieka pracującego, a ten nie doszukuje się podtekstów moralnych. Jednak oprócz bycia przykładem tego, jak cenzura może wpłynąć na odbiór dzieła, film Mihalka to wciąż bardzo kompetentny i, co najważniejsze, zapewniający masę radochy horror. Już na poziomie fabuły, wykonania i fantastycznej piosenki będącej tematem przewodnim, Moja krwawa walentynka udowadnia, że jej obecny status jej w pełni zasłużony. Bo nie ma chyba lepszego wyboru na walentynkowy seans niż właśnie ten film!

 

Oryginalny tytuł: My Bloody Valentine

Produkcja: Kanada, 1981

Dystrybucja w Polsce: Brak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.