Zaułek koszmarów (2021)

Nie jestem jakimś przesadnym fanem twórczości Guillermo del Toro, jednak swojego czasu dość skrupulatnie nadrabiałem jego filmografię. Bardzo podobały mi się takie tytuły jak Cronos (1993), Mutant (1997), dwie fantastyczne części Hellboya (2004 i 2008) oraz nagrodzony statuetką Oscara za najlepszy film Kształt wody (2017). Dlatego też jak tylko pojawiła się okazja obejrzenia na dużym ekranie jego kolejnej produkcji, Zaułka koszmarów z 2021 roku, z chęcią dołożyłem nową cegiełkę do mojego filmowego katalogu.

Uciekając przed burzliwą przeszłością, tajemniczy Stanton Carlisle (Bradley Cooper) znajduje schronienie w zawilgoconych namiotach cyrku na obrzeżach Nowego Jorku. Zacienione miejsce, które stało się domem jednostek odrzuconych przez społeczeństwo. Czy to z powodu problemów finansowych, byciu na bakier z prawem, nadużywania substancji, niepełnosprawności czy choroby psychicznej, mieszkańcy jarmarku szukają odkupienia poprzez niebezpieczne wyczyny, których dokonują co wieczór przed zdumionym spojrzeniem kilku ciekawskich gapiów. Czekają z nadzieją na okazje na nowe życie, które pozwoli im ponownie dołączyć do świata, który się od nich odwrócił.

Po opanowaniu oszukańczej sztuki jasnowidzenia Carlisle postanawia wrócić do wielkiego miasta z Molly – dziewczyną z trupy – aby stworzyć własny program. To tam, wśród publiczności zatłoczonego nocnego klubu, rzekomy mentalista spotyka Lilith Ritter (Cate Blanchett), znaną psycholog, która szybko odkrywa co kryje się za jego fasadą. Jednak zamiast zdradzić jego szarlatanerię, kobieta składa mu soczystą propozycję nie do odrzucenia, użyczy swoich usług jako medium dwóm najbogatszym mężczyznom w Nowym Jorku, którzy są gotowi zapłacić każdą cenę, aby uzyskać odpowiedź .z zaświatów. Makiaweliczny i niezwykle niebezpieczny plan, który, jeśli się nie powiedzie, może zagrozić jego drugiej szansie i zrujnuje wszystko, co zbudował z takim wysiłkiem.

Alei koszmarów meksykański filmowiec Guillermo del Toro kontynuuje swoją fascynację klasycznymi potworami, choć tym razem odsuwa na bok nadprzyrodzony aspekt tak charakterystyczny dla jego opowieści, by skupić się na innym typie bestii – człowieku. To w zasadzie thriller o mocny posmaku kina noir, oparty na powieści Williama Lindsaya Greshama o tym samym tytule, który bada podstawowe instynkty i słabości ludzi, oraz mroczna bajka o oszustwie i uwodzeniu, wysokiej cenie chciwości i nienasyconym pragnieniu władzy.

Eliptyczna opowieść, która obserwuje niedoskonałą ludzką naturę i idealną równowagę istniejącą w świecie, w którym każdy czyn ma nieodwracalne konsekwencje, mogące prześladować nas do końca życia. Brzmi wyświechtanie, co nie? I tak też jest, bo jeśli oczekujecie od tego dzieła powiewu świeżości na miarę i tak uniwersalnego Kształtu wody, poczujecie głęboki zawód. Jeśli mam być całkowicie szczery, to film ten oprócz kilku ładnych kadrów i jakiejś urojonej tęsknoty za kinem z pierwszej połowy XX wieku nie pozostawił we mnie nic. Ale to możę moja wina, bo trochę zrobiłem się zgorzkniały na starość.

Jednak docenić należy wszystko, co związane z technicznym aspektem filmu. Wsparty fantastyczną produkcją i kostiumami, które przenoszą nas do Nowego Jorku lat czterdziestych, otulając nas magiczną i mroczną atmosferą, obraz wyróżnia się także fantastyczną obsadą, znakomicie prowadzoną przez Bradleya Coopera, którego kreacja snuje się po nieuniknionej spirali ambicji i egoizmu. Richard Jenkins i Ron Perlman, dwaj ulubieni aktorzy reżysera, dopełniają obsadę tej ponurej przypowieści, która, jako ciekawostkę powiem, została już zaadaptowana na duży ekran w 1947 roku przez Edmunda Gouldinga.

Nienaganna produkcja Zaułka Koszmarów jest niekwestionowanym przykładem pieczołowitości Del Toro, który w pełni kontroluje swoją formę. Podróż, w której dążenie do spełnienia amerykańskiego snu zamienia się w prawdziwy koszmar. Alegoria o efemeryczności sławy, pieniędzy i władzy oraz o tym, do czego człowiek jest skłonny posunąć się, aby zdobyć po trochu z każdego z nich, czasem poświęcając i narażając na niebezpieczeństwo to, co najcenniejsze i najważniejsze – rodzinę, przyjaźnie i samego siebie.

Czy polecam? Jako niezobowiązujący seans na nudny wieczór film ten wydaje się strzałem w dziesiątkę. To ładne kino, przepełnione miłością do konkretnej epoki, w którym fan grozy znajdzie wiele mrugnięć okiem. Ale sama historia jak już wspomniałem, nie wnosi nic i jest tylko kolejną przypowieścią o tym, że chorobliwa ambicja prowadzi do zagłady. Czy warto zatem mielić w kółko to samo tylko w innej formie? Na to pytanie już musicie odpowiedzieć sobie sami.

Oryginalny tytuł: Nightmare Alley

Produkcja: USA, 2021

Dystrybucja w Polsce: disney.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.