C’mon C’mon (2021)

Dawno nie widziałem takie dzieła, które już pod względem estetyki poruszyłby mnie tak mocno. Co prawda najnowszy film Mike’a Millsa mógłby skończyć jako kolejna, odbita od sprawdzonej prasy historia rodzinna, jednak bijąca z niego szczerość wznosi go na wyżyny filmowego doświadczenia. W prawie w każdej scenie próbuje zrozumieć jednakowo szczęśliwe i smutne, ciągle zmieniające się życie. Tutaj nie ma wielkich objawień na końcu, tylko wiele cichych rozmów, trochę przyjaznych gestów między wujkiem a siostrzeńcem, gdy próbują ustalić swoje miejsce w świecie.

Stonowany i emanujący ciepłem Joaquin Phoenix gra Johnny’ego, reżysera radiowych audycji dokumentalnych, który jeździ po amerykańskich miastach, by przeprowadzić wywiady z nastolatkami dotyczące ich przyszłości. „Kiedy myślisz o przyszłości, jak ją sobie wyobrażasz?” – takie pytanie słyszą dzieciaki z Detroit, udzielając przeważnie ostrożnych, optymistycznych odpowiedzi. Johnny jest profesjonalny i uprzejmy w roli prowadzącego wywiad, ale przygnębiona postawa Phoenixa sugeruje, że czegoś w jego życiu brakuje.

C’mon C’mon śledzi historię Johnnego, który rozliczony ze swoją rodzinną tragedią zaczyna myśleć o tym, czym może być brakujący element jego własnego życia. W Detroit odbiera telefon od swojej siostry mieszkającej w Los Angeles, Viv (Gaby Hoffman), której psychicznie chory mąż Paul (Scoot McNairy) walczy z samym sobą po przeprowadzce do Oakland. Viv potrzebuje kogoś, kto zaopiekuje się jej nastoletnim synem, Jessem (Woody Norman), podczas gdy ona pomaga Paulowi dojść do siebie. Johnny nie zastanawia się dwa razy i od razu pakuje się do samolotu lecącego do LA.

Po raz kolejny Joaquin Phoenix wciela się w rolę kalibru statuetki Oscara. Sceny, które dzieli z Woodym Normanem, są niezwykłe, ale momenty, które spędza na rozmowach z młodymi ludźmi na temat przyszłości, są równie dobre. Słuchanie perspektyw młodszych pokoleń podnosi na duchu, jednocześnie miażdżąc duszę, a każda indywidualna odpowiedź jest niesamowita. Obok niego 12-letni Woody Norman udowadnia, że ​​jest absolutną gwiazdą. Jego aktorstwo jest oszałamiające, to on, u boku Phoenixa, napędza tę historię. W roli Jaquina jest subtelność, która emanuje czułością, świadoma i dość poruszająca, a Norman zapewnia równowagę, która doskonale łączy irracjonalne lęki z dziecięcym zachwytem nad otaczającym światem.

C’mon C’mon interakcje z bohaterami audycji mogą oznaczać każde dziecko w wieku Jessego lub określoną podgrupę, która, podobnie jak on, wydaje się jednocześnie nadnaturalnie mądra i społecznie nieprzygotowana. Jesse nigdy nie jest w filmie wyraźnie patologizowany, ale wykazuje skłonności do bezsenności i pewną wrażliwość, które mogą sugerować szereg diagnoz w przyszłości. Jego chorobliwa wręcz ciekawość Świata stanowi również jego dobrodziejstwo, kiedy łapie za mikrofon Johnny’ego i rejestruje dźwięki otoczenia, głosy na Venice Beach czy skate’ów pod Manhattan Bridge.

Jesse pod wieloma względami przypomina mojego syna, który jest dziwny, bardzo ciekawski i emocjonalny” — powiedział Mills dzień przed premierą C’mon C’mon. “Dużo dzieci w dzisiejszych czasach, w porównaniu do mojego dzieciństwa w latach 60-tych, posiada o wiele więcej zasobów i znacznie więcej miejsca, aby być wszystkimi tymi wersjami siebie i poznać siebie”. To podwyższone poczucie samoświadomości i kryzysów, z którymi mamy do czynienia jako gatunek ludzki, jest w pełni widoczne w prowadzonych przez głównego bohatera wywiadach. „Nie sądzę, żeby świat się skończył” — argumentuje nastoletnia dziewczyna -„ale myślę, że stanie się o wiele brudniejszy i bardziej zanieczyszczony”.

Zarówno Jesse, jak i Johnny ewoluują emocjonalnie w stosunku do siebie, ale także do Viv, która zmienia się z pragmatycznej matki w otwartą i rozumiejącą przyjaciółkę syna i brata. Vivian jest niczym słońce opowieści, wokół której orbitują wszyscy chłopcy i mężczyźni z nią związani. Johnny odkrywa radości i skrajne frustracje związane z opieką nad dzieckiem. Obrazuej to doskonała scena, w której Viv mówi swojemu bratu w telefonicznej rozmowie „Witam w moim pieprzonym życiu”. Brat i siostra nie spędzają razem dużo ekranowego czasu, ale ciągle rozmawiają ze sobą przez telefon. I uwierzcie mi, są to rozmowy, z których emocje kapią niczym deszcz ze stropów Nowego Orleanu.

C’mon C’mon to piękny, delikatny film, który może sprawić, że uronisz łzę szczęścia. lub dwie. Jednak jego jedwabna wręcz delikatność czasami działa na niekorzyść. Uświadomienie sobie, ile emocjonalnego wysiłku kosztuje życie Viv, powinno być trudne dla Johnny’ego do pogodzenia się, zwłaszcza, że ten stale do niej wydzwania, aby ta mogła nim zarządzać, dorzucając jej kolejny bagaż. Czy jest to zatem opowieść o bohaterze pozytywnym? Trudno powiedzieć, bo film jest bardziej zakochany w ponadczasowym pięknie czarno-białych pejzaży wielkich, amerykańskich miast i romantyzmie podróży przez ich arterie.

Oryginalny tytuł: C’mon C’mon

Produkcja: USA, 2021

Dystrybucja: gutekfilm.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.