Charles Soule „STAR WARS. Wielka Republika. Światło Jedi”

Kierowany przez Excela Disney w końcu zrozumiał, że fani Gwiezdnych Wojen chcą powrotu ukochanej przez nich Starej Republiki – okresu poprzedzającego o tysiąclecia wydarzenia z filmowych trylogii. To właśnie o tych zamierzchłych czasach opowiadają wybitne gry z serii Knights of the Old Republic czy cała masa książek i komiksów. Zamiast Starej otrzymaliśmy jednak Wysoką Republikę, i to nie tysiące, a setki lat przed Nową nadzieją (1977), do której wprowadzeniem jest właśnie opisywana tutaj pozycja.

Jak sam tytuł sugeruje, to właśnie rycerze Jedi są głównymi bohaterami kart powieści. Jako że Zakon jest u szczytu swojego rozkwitu, machających kolorowymi mieczami i władających Mocą wojowników jest tutaj na pęczki. Nie będą oni zmuszeni do walki z Sithami, dziadkiem Palpatine’a czy kolejnym, złowrogim imperium, a staną przeciwko zorganizowanej grupie przestępczej i nadprzestrzennej katastrofie na wielką skalę.

Na kartach książki poznamy wiele ciekawych postaci, które udowadniają, jak bardzo różnorodna może być Rada Jedi. Co prawda przez mnogość charakterów żadna z postaci nie ma szansy jakoś bardziej się rozwinąć, ale to naprawdę potrzebny powiew świeżości do uniwersum. Dlatego też Światło Jedi najbliższe jest filmowemu Mrocznemu widmu (1999), w którym też trudno było z kimkolwiek załapać jakąś emocjonalną więź. Choć moimi ulubieńcami od razu stali się Wookie Burryaga oraz trandoshiański mistrz Jedi Sskeer.

Niby książka wysuwa na pierwszy plan dwóję Mistrzów Jedi, ale są to sztampowe do bólu figurki, który są punktem zaczepnym oczywiście dla białych, heteroseksualnych czytelników. Mam jednak szczerą nadzieję, że to tylko wstęp, i ktoś w przyszłości poprowadzi tych bohaterów na bardziej zniuansowane kierunki. Ale z drugiej strony, Gwiezdne Wojny to baśń, a baśnie potrzebują takie właśnie jednoznaczne figury.

Ale kiedy wkręciłem się w Światło Jedi, naprawdę świetnie się bawiłem! To książka o dobrych ludziach, w tym politykach i kapitanach statków, którym łatwo kibicować. Powieść nie jest głęboka, nie analizuje dziesięcioleci dyskursu dotyczącego filozofii Jedi, ale udaje się jej przekazać, że bycie dobrym może być również trudne, a dobrzy ludzie bywają skomplikowani. Ci Jedi mają wiele różnych perspektyw, opinii i własnych osobistych granic moralnych, które przekroczą lub nie przekroczą. Co najważniejsze, książka pokazuje, że dobro jest fajne.

Ogólnie rzecz biorąc, książka ta to przygoda pełna potencjału. Udało się jej wykrzesać również ze mnie jakieś pozytywne emocje, o które w dzisiejszych czasach naprawdę trudno. Nie jest to pod żadnym względem wybitnie napisana opowieść, wspomniana mngość wątków może naprawdę wybić mniej uważanych czytelników z rytmu. Ale jeśli mam być szczery, jest to tak pozytywna historia, że mogłaby podać rękę cukierkowemu zakończeniu Powrotu Jedi (1983), a epilog sugeruje, że jeszcze nie raz spotkamy się z tymi bohaterami w ich walce z post-apokaliptycznymi wręcz Nihilami.

Wydawnictwo: wydawnictwoolesiejuk.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.