So Sweet, So Dead (1972)

Już sam początek tego mniej zapamiętanego reprezentanta włoskiego kina giallo sugeruje, że nikt nie będzie się z nami bawił w jakąś umowność. Film bowiem wrzuca nas prosto na miejsce brutalnej zbrodni, gdzie widocznie zmęczony życiem inspektor Capuana (Farley Granger) bada pocięte niczym szkolna ława ciało młodej kobiety. Brzmi typowo? A to dopiero początek!

Z biegiem czasu nasz nieustraszony stróż prawa dochodzi do wniosku, że ofiara przed śmiercią przyprawiła swojego męża o rogi. Oczywiście nikt nie bierze rogacz pod uwagę jako potencjalnego mordercy, jednak wkrótce okolicą wstrząsa fala kolejnych mordów dokonywanych na pięknych, mających ciągoty do zdrady kobietach. Kto jest mordercą? Facet w przeciwdeszczowym płaszczu, kapeluszu w kształcie rondla i czarną skarpetą na twarzy… Tak, wszystkie skojarzenia z Sześcioma kobietami dla mordercy (1964) Mario Bavy są jak najbardziej uzasadnione.

Pokuszę się o stwierdzenie, że film ten wybrzmiewa silnie mizoginistyczną nutą, a kobiecie postaci zredukowane są do zgrabnych manekinów, które odpowiadają za wszelkie zło tego świata. Może pójdę już krok za daleko, ale dostrzegam nawet pewne usprawiedliwienie moralne tych wszystkich okrutnych morderstw, które Roberto Bianchi Montero usilnie stara nam się przekazać. Widać to już na poziomie tego, że za swoje grzechy winę ponoszą tylko kobiety!

Oczywiście jak rasowe, choć obskurne bardziej niż inne giallo przystało, także So Sweet, So Dead ma swoje czerwone śledzie – czyli fabularne wskazówki, które prowadzą widza w ślepą uliczkę. Nie zdradzając więcej fabuły, powiem tylko, że tutaj znajdziemy chyba jedną z najbardziej oczywistych zmyłek, jakie można sobie wyobrazić i naprawdę tylko osoba, dla której okarze się to jakimś cudem pierwszy film z wątkiem kryminalnym, będzie potrafiła się na niego nabrać.

Reszta intrygi wydaje się na papierze naprawdę fajna! W końcu w filmie tym trupów nawet jak na kino giallo pada zaskakująco dużo. Szkoda jednak, że nawet pomimo nawet takiego posunięcia, So Sweet, So Dead wydaje się ciągnąć w nieskończoności. Zabójstwa niewiernych żon to temat oklepany, nic, co na dłuższą metę powinno trzymać widza przy ekranie, a do tego sama historia nie stara się jakkolwiek wyciągnąć z tego więcej. Jednak z całym sercem mogę stwierdzić, że fani giallo czy włoskiego kiczu z lat 70. będą po seansie dzieła Montero w siódmym niebie!

I nie mówię tego z przekąsem czy cechującą mnie ironią! Film ten bowiem ma niesamowicie intensywny klimat, który podkręca tylko funkowe plumkanie często w najmniej odpowiednich momentach. W dodatku wszystkie panie, jak na kinowe uwodzicielki przystało, wyglądają niczym ikony seksu lat 70., grając często z manierą szkolnego przedstawienia. Do mojej osobistej klasyki przeszła scena, w której jedna z bohaterek podgląda przypadkiem mordercę w jego krwawym akcie, by później z przerażeniem udać się do łazienki i zwymiotować.

Jest to oczywiście urocze w swej nieudolności, bo dziewczęta naprawdę starają się wypaść dobrze przed kamerą. I w zdecydowanej większości im to wychodzi, jeśli tylko nie mają kwestii dialogowych i tylko wyglądają ładnie na tle tych wszystkich pastelowych tapet. Bo scenografia i ogólnie estetyczne poczucie filmu jest tutaj naprawdę dobre! Kadry pełne są żywych barw, ogrody kwitną kolorowym kwieciem, a wnętrza domów pełne są mebli i elementów z epoki. Europejska klasa wyższa pełną gębą. Szkoda tylko, że graficznych uniesień nie doznamy podczas tych licznych scen mordu, które niestety praktycznie pozbawione są czerwonej farby, jeszcze bardziej podkręcając „teatralność” całego dzieła.

Dlatego też, jeśli czyta to jakiś fan włoszczyzny, który jeszcze z dziełem Montero nie miał okazji się zapoznać, to niech czym prędzej szuka swojej kopii! Bo nawet jeśli nie ujmie Was snuta tutaj opowieść, tak jak mnie nie ujęła, to zawsze zostaje Wam popatrzenie na te wszystkie piękne wnętrza, ogrody i kobiety. Imponujący jest też wąs Farleya Grangera, który z miejsca dla wielu przejdzie do kanonu. Jeśli macie za sobą wszystkie te ważniejsze pozycje z nurtu Giallo, to śmiało sięgnijcie po So Sweet, So Dead, jest wielkie prawdopodobieństwo, że i dla Was będzie to miłe zaskoczenie.

Oryginalny tytuł: Rivelazioni di un maniaco sessuale al capo della squadra mobile

Produkcja: Włochy, 1972

Dystrybucja w Polsce: BRAK

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.