Krakowskie potwory (2022-)

Muszę przyznać, że dochodzące przed premierę informację na temat serialu Krakowskie potwory zupełnie po mnie spłynęły. Być może dlatego, że już na poziomie zwiastunów zapowiadało się to na amatorską popierdółkę, lub temu, że z poprzednimi dokonaniami filmowymi reżyserskiej pary miałem, krótko mówiąc, nie po drodze. I pewnie nie znalazłbym czasu na te produkcje w moim kulturowym grafiku, jednak został mi on polecony przez kilka osób z bliższego otoczenia. I co z tego wyszło?

No mogłem jednak zaufać swojej intuicji! Bo najnowszy, rodzimy serial grozy jest dokładnie tym, czego się po nim spodziewałem. Ale przejdźmy może do jego fabuły, która na pierwszy rzut oka wygląda jak zrzynka z którejś części serii X-Men. Mamy tutaj kółko obdarzonych wyjątkowymi mocami studentów pod pieczą profesora Zawadzkiego (Andrzej Chyra), którzy zmuszeni są do walki z kolejnymi inkarnacjami słowiańskich demonów terroryzujących ulice współczesnego Krakowa.

Scenariusz to niezły bajzel, więc oprócz paranormalnego śledztwa mamy tutaj nawciskane różnych wątków, które rozwadniają i tak już mało angażujący motyw główny. Przez cały czas trwania tego ośmioodcinkowego serialu zastanawiałem się, co swoim dziełem chciały przekazać mi Kasia Adamik i Olga Chajdas. Wątek psychoanalityczny pogrążonej w traumie głównej bohaterki Alex (Barbara Librek) woła o pomstę do nieba, ponieważ widocznie jest on wyciągany wtedy, trzeba załatać jakąś fabularną dziurę lub zwyczajnie wydłużyć czas akcji. Dlatego też widz ogląda to bez jakiejkolwiek emocji.

Wzięcie słowiańskiego folkloru i osadzenie go w naszych realiach to świetny pomysł, jednak Krakowskie potwory robią to w najgorszym możliwym wydaniu. Zamiast pozostać już bliżej polskiego serca, kopiują najbardziej wyświechtane schematy z kina amerykańskiego, nieudolnie adaptując je w naszą kulturę. Tutaj mamy jednego głównego bossa, który wysyła do walki swoje kolejne miniony. Moim zdaniem świadczy to o wielkiej niekompetencji twórczej pary w kwestii pisania historii, ponieważ ta na papierze wydaje się dość wartka, a w rzeczywistości jest zwyczajnie nudna. No cóż, jeśli patrzeć na to z boku, to też sztuka!

Scenariuszowy blamaż koresponduje ładnie z wykonaniem technicznym, które od pierwszych minut trąci amatorką. Nie chce mówić o tym, jak wyglądają tutaj tytułowe potwory, bo te wyciągnięte są żywcem z intra jakiejś budżetowej gry RPG z końca lat 90. Ale to Polska, która wychowała się przecież na komputerowym smoku z Wiedźmina (2001). Pomówmy raczej o takim artystycznym zamyśle na to, jak potwory te nam są zaprezentowane. A jest to… no coś okropnego! Świtezianki o aparycji prostytutek z autostrady, podziemne bóstwo wyglądające jak menel czy główny zły będący w zasadzie cały czas dzieciakiem to pójście na łatwiznę, a sama ich charakteryzacja sprawia wrażenie wykonanej za przysłowiowe piwo.

Całość konstytuuje jeszcze marna gra aktorska, która poza paroma wyjątkami zbliżona jest poziomem do popularnych, telewizyjnych paradokumentów. Nadzieje daje Andrzej Chyra, którego jest tutaj zaskakująco mało! No może jeszcze wcielająca się w Alex Basia Librek i jej ekranowy towarzysz Stanisław Linowski swoim warsztatem jakoś ciągną ten marny serial, podczas gdy cala reszta przypomina zbieraninę osób, które z aktorstwem nie miały nigdy nic wspólnego. Do tego wypowiadają oni dialogi tak sztuczne i nienaturalne, że najtrudniejszym zadaniem widza jest zawieszenie poprzeczki własnej wiary tak, by jako tako łyknąć tę produkcję.

Umiejscowienie akcji w tytułowym mieście królów to równie pomysł niewykorzystany, co wszystko inne. Kraków wygląda tutaj bowiem bardziej jak… Łódź! A uwierzcie mi, znam to miasto jako tako i zupełnie nie czuje, że to właśnie w nim dzieje się cała historia. Jakieś slumsy, rynsztoki, krzaczory i obskurwiałe kamienice różnią się dość mocno od tego, co znam z własnego doświadczenia. Być może Kraków wyglądał tak w latach 90., bo dzisiaj jest to kolorowe, pełne życia współczesne i europejskie miasto. Wiem, taka wizja twórcza i nie można brać tego jako poważny zarzut, ale po prostu gdzieś mnie to osobiście zabolało!

Dlatego też nie będę więcej wylewał swoich żali i po prostu odradzam Wam marnowanie czasu z tym dziełem. Jeśli komuś się to szczerze podoba, to chętnie wejdę w dłuższą polemikę, ponieważ ja nie dostrzegam tutaj nic, co warte byłoby zwrócenia uwagi. Temat słowiańszczyzny został potraktowany nieumiejętnie, przez kogoś, kto zwyczajnie tego nie czuje. I nie czuje chyba ogólnie tego, jak się powinno przenosić historie na ekran, bo każdy element czysto narracyjny i techniczny tutaj po prostu leży. A jeśli już zależy Wam na tym, żeby ubić jakiegoś biesa czy inną rusałkę, to pograjcie lepiej w Wiedźmina 3 (2015).

Oryginalny tytuł: Krakowskie potwory

Produkcja: Polska, 2022

Dystrybucja w Polsce: netflix.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.