La nuit de la mort (1980)

Kino europejskie od zawsze cechuje się innym podejściem do filmu niż amerykańskie. Niezależnie od tego, z którego kraju film pochodzi, ma on bardzo często niecodzienne rozwiązania, które mogą z jednej strony wydawać się ciekawe, ale z drugiej strony potrafią dziwić niewprawionego widza. Sytuacja ta często dotyka też horroru. Wielu europejskich mistrzów kina gatunkowego (Mario Bava, Dario Argento, Lucio Fulci itd.) na zawsze odcisnęło swoje piętno na sposobie prowadzenia fabuły czy wizualych aspektach filmu. Co więcej wielokrotnie osiągali to przy użyciu bardzo skromnych budżetów. Nie inaczej jest z filmem La Nuit de la Mort (angielski tytuł Night of Death) z 1980 roku.

Co prawda, reżyser filmu, Raphaël Delpard, nigdy nie został nazwany mistrzem, a jego filmografia zamyka się w 7 filmach, z których żaden nie przeszedł większym (a nawet i mniejszym) echem, warto jednak sięgnąć po jego największe dzieło. Film, który wyszedł poza Francję dopiero 29 lat po ukończeniu produkcji, a i tam nie był w żaden sposób zapamiętany, okazał się wspaniałym seansem, który dał mi odczucie obcowania z potencjalnym arcydziełem kina klasy B.

Główną bohaterką filmu jest młoda, naiwna dziewczyna, Martine (zjawiskowa Isabelle Goguey), która po 8 miesiącach bez pracy podejmuje się zadania zostania opiekunką w domu spokojnej starości. Poznaje tam niezbyt miłą Nicole (Charlotte de Turckheim), również opiekunkę, oraz bardzo dziwnego, kulawego dozorcę Flaviena. Wszyscy z wielkim lękiem oraz szacunkiem odnoszą się do dyrektorki ośrodka, pani Hélène (Betty Beckers), która twardą ręką rozstawia ich po kątach. Niesamowici są jednak podopieczni, pan Léon – iluzjonista jeżdżący na wózku i wyciągający kwiaty z rękawa, pan Jules robiący na drutach flagi do planowanej przez siebie rewolucji dzieci i starców, czy mieszkające razem i śpiące w jednym łóżku dwie starsze panie.

Teoretycznie nic nie wygląda na odstające od normy, ale wiadomo, że to wszystko podszyte jest jakąś tajemnicą, czymś złowieszczym, prawdziwie złym. Staje się to dość szybko jasne, gdy Nicole zostaje porwana przez staruszków, zaniesiona do jakiegoś lochu, zabita oraz zjedzona. W tym momencie zaczyna się przygotowywanie Martine do roli jej następczyni, zarówno jako opiekunki, jak i posiłku.

Film nakręcony jest bardzo dobrze. Wiele scen jest przemyślanych z wizualnego punktu widzenia. Jest piękna gra świateł (niczym u mistrzów giallo!), wspaniałe ujęcia oraz bardzo dobre gore. Muzycznie jest wręcz niesamowicie. Soundtracku nie da się zapomnieć, jest po prostu genialny. Brzdąkanie instrumentów, wycie i uderzenia kakofonicznego dźwięku potęgują atmosferę grozy i niejednokrotnie powodują odczucie wręcz wstrętu u widza.

Warto sięgnąć po to prawie arcydzieło klasy B, które niestety tylko ociera się o wielkość przez skopaną końcówkę i słabe aktorstwo. To są jednak jedyne minusy. Każdy fan obskurnych pozycji z lat 80 powinien namierzyć ten film i dać mu szansę, chociażby po to, aby doświadczyć warstwy dźwiękowej na własnej skórze i zobaczyć grupę staruszków śliniącą się do pokazującej ogromne piersi Martine.

Oryginalny tytuł: La Nuit de la Mort

Produkcja: Francja, 1980

Dystrybucja w Polsce: BRAK

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.