Odwilż (2022-)

Kiedy byłem młodym chłopcem, w telewizji polskiej po godzinie 22 leciały mocne seriale o rodzimych, twardych gliniarzach. Nie chce mówić oczywiście, że produkcje takie jak Glina (2003-08) czy PitBull (2005-) to był mój chleb powszechni, jednak stanowią one dość znaczącą część mojego dzieciństwa. Dlatego też w duchu cieszyłem się, że HBO Max wraca do tamtych klimatów za sprawą pierwszego, polskiego serialu na tej platformie – Odwilży.

Wiem, często narzekam, że oprócz Wołomina i Pruszkowa, rodzime kino gatunku nie ma za wiele do zaoferowania. Na całe szczęście tutaj nie mamy do czynienia z romantyzowaniem gangsterki, bajkowej opowieści o honorowej mafii czy pop-sieczki w stylu Vegi. Bo Odwilż to historia policyjna z mocnym wątkiem osobistej tragedii, która zbliża się bardziej do Davida Finchera aniżeli do tego, z czego ocieka ostatnio nasze kino i telewizja.

Naszym łącznikiem z ekranowymi wydarzeniami jest Katarzyna Zawieja (Katarzyna Wajda), na pierwszy rzut oka twarda pani policjant, która boryka się nie tylko z tragiczną przeszłością, ale również problemami życia codziennego. A powiem tylko, że w jej biografii znajduje się tajemnicza śmierć jej małżonka, również policjanta, z której oficjalnym przebiegiem nie zgadza się zarówno wdowa, jak i ojciec ofiary.

Dlatego też, kiedy w ręce naszej bohaterki trafia sprawa brutalnie zamordowanej dziewczyny, kobieta postanawia doprowadzić ją do końca. Jej determinacja powoduje nie tylko sensacyjne przełomy, ale również potrafi ulec osobistym emocjom, przez co Zawieja wpada na kolizyjny kurs ze swoimi ciężej stąpającymi po ziemi kolegami z pracy i rodziną.

Nie lubię tego słowa, ale Odwilż to mroczny serial i co najlepsze, działa to tylko na jego korzyść. Obrana przez twórców estetyka idealnie koresponduje nie tylko z wyjątkową dołującą i przygnębiającą historią, ale również wewnętrznymi rozterkami naszych bohaterów. Bo choć wciąż są to policjanci, którzy walczą ze złem tego świata, to też przecież ulegają czasami swoim pokusom i próbują za wszelką cenę rozliczyć się z przeszłością. To ludzie z krwi i kości, nie nadmuchane figury oparte o stereotypy. No i nie mamy też do czynienia z górnolotnymi frazesami w stylu pierwszego sezonu Detektywa (2014-), a raczej surowym realizmem.

Ku mojemu zdziwieniu, naprawdę dobrze wypada tutaj również aktorstwo. W serialu pojawili się zarówno weterani tego typu produkcji, jak Andrzej Grabowski czy Bogusław Linda, oraz młodzi utalentowani, czyli Bartłomiej Kotschedoff, Piotr Żurawski i Cezary Łukasiewicz. Nawet Sebastian Fabijański, którego osobiście darzę sympatią, ale nie jestem fanem jego warsztatu aktorskiego, wypada tutaj zaskakująco dobrze. No i mamy tutaj coś rzadko spotykanego w rodzimym kinie, dobrze zmontowany i wyraźny dźwięk!

Dużo porównuje się Odwilż to tradycji skandynawskiego kryminału, jednak ja nie mam w tym temacie żadnego punktu zaczepienia. Dlatego też mówię o tym serialu z perspektywy człowieka zawieszone w kinie polskim. A serial ten jest jak najbardziej nadwiślański, choć lepszym określeniem byłoby nadodrzański. Cała akcja dzieje się w Szczecinie, który przypomina tutaj jakąś post-industrialną plątaninę ciasnych uliczek, obskurwiałych podwórek z rozlaną rzeką będącą główną arterią tej metropolii. Dobre miejsce na kryminał, malownicze i urokliwe.

Bardzo cieszę się, że mamy w końcu porządny serial, który śmiało konkurować może z takim wspomnianym Detektywem – końcówka w sumie jawnie odnosi się do tej właśnie produkcji – nie będący jedynie bezpłciową kalką. Do dzieło bardzo autorskie, rodzime i rzekłbym nawet dość postmodernistyczne. Agregat sprytnie połączonych pomysłów, które w ostatecznym rozrachunku okazują się póki co chyba najlepszym, serialowym doświadczeniem wyrosłym na polskiej ziemi, jakie otrzymaliśmy od czasu (moim zdaniem oczywiście) kochanego Ślepnąc od świateł (2018).

Oryginalny tytuł: Odwilż

Produkcja: Polska, 2021

Dystrybucja w Polsce: hbomax.com

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.