Absurd (1981)

Jak w najbardziej absurdalny sposób można rozpocząć swój film? Ano sceną, w której tajemniczy gość ucieka przed jeszcze bardziej tajemniczym, podstarzałym księdzem! Chwile później facet ten otwiera sobie brzuch, przechodząc przez płot, przez co trafia do pobliskiego szpitala. Wtedy też dowiadujemy się, że ksiądz jest również biochemikiem, który stara się powstrzymać swój obiekt eksperymentów – regenerującego się szaleńca.

Absurd (jakże adekwatny tytuł!) miał pierwotnie być kontynuacją głośnego filmu Joe D’Amato pod tytułem Ludożerca (1980). Scenariusz napisany jednak przez samego D’Amato okazał się tak słaby, że musiał go przepisać naczelny czarny charakter włoskiego kina gatunku, George Eastman. I tak właśnie powstał opisywany tutaj film, będący w zasadzie w rozkroku między zrzynką z Halloween (1978), a sequelem niesławnego Anthropophagousa.

Naleciałości tego pierwszego widać już na pierwszy rzut oka na fabułę filmu. Mamy nieśmiertelnego, milczącego mordercę, którego ściga tajemniczy gość w płaszczu. Do tego lwia część historii dotyczy terroryzowania przez naszego bohatera nastoletniej opiekunki do dzieci, która stara się za wszelką cenę obronić dzieciaki. Zwłaszcza, że jedna z dziewczynek będących pod jej skrzydłem jest niepełnosprawna.

Mrugnięcia okiem w stronę poprzedniego obrazu widać natomiast w takich momentach, które stanowią  bezpośrednie odniesienia do konkretnych scen. A to Eastman w pewnym momencie chwyta się za wypływające z brzucha flaki, a to strzela miny dokładnie takie same, jakie rysowały się na twarzy jego bohatera-ludojada. Nasz antybohater również nosi imię Nikos i wspomina się, że przeżył wypadek na otwartym morzu. Ale to w zasadzie tyle. Wymieszane to wszytko razem daje naprawdę ciekawe doświadczenie czysto-filmowe!

Scenariusz Eastmana (wspomniany w napisach jako John Cart) jest niejasny w szczegółach i ogółem, skupiając się na naukowych, a nie nadprzyrodzonych elementach, które napędzają zabójcę. W tym przypadku to regeneracja komórek sprawia, że zabójca jest w zasadzie nieśmiertelny. Nigdy nie zagłębia się w to, nad jakimi eksperymentami pracował ksiądz ani dlaczego szalony Nikos był jego pacjentem. Podobnie jak we wspomnianym Halloween, Eastman mógł celowo pozostawić to wszystko wyobraźni w ten sam sposób, w jaki Carpenter przedstawił Michaela Myersa jako siłę zła.

Absurd posiada kilka fascynujących pomysłów, wokół których nie krąży zbyt wiele fabuły. Film nieco zwalnia, gdy akcja osadza się w domu pechowych dzieciaków. To pewnie tutaj w każdym innym filmie napięcie sięgnęłoby zenitu, niestety tutaj wszystko wydaje się bardzo rozwleczone. Co więcej, wersja amerykańska trwa 94 minuty (więcej dialogów i posiada rozszerzone, bezkrwawe fragmenty), podczas gdy włoska jest bardziej energiczna, zamknięta 88 minut. Niektóre sceny ciągną się zbyt długo, zwłaszcza kiedy grupa dorosłych zbiera się, by obejrzeć mecz amerykańskiego futbolu. Nakręcony w całości we Włoszech film próbuje oddać ducha amerykańskiego przedmieścia i strasznie mu się to nie udaje.

Jednak w kontekście horrorów kręconych przez Joe D’Amato wiele mówi się o ich niesamowitych efektach gore. Z furią w oczach Eastman pozbawia życia kolejnych, mniej lub bardziej przypadkowych ludzi życia. A to wwierca się w czaszkę pielęgniarki, by po chwili przeciąć łeb faceta pod wyrzynarką. I są to oczywiście sceny nakręcone w bliskim detalu, przez co wyłazi zewsząd nikły budżet projektu. Oczywiście dalej ma to swój obskurny urok i myślę, że kogoś, kto z ekranową brutalnością nie ma praktycznie do czynienia wcale, seans Absurdu może spowodować konwulsje żołądka.

Taki właśnie jest ten film, naciągany, głupi, momentami zabawny i dostarczający jakąś swoją osobliwą rozrywkę. Jeśli oglądaliście wspomnianego tutaj Ludożercę, to fajnie jest uzupełnić sobie seans właśnie tym tytułem. Dla fanów włoskiej obskury temat jest zapewne znany, każdy inny widz może dostać zawrotu głowy, oglądając to przypominające senny koszmar dziwactwo. Ale ja lubię, naprawdę, mimo dłużyzn i głupot, Absurd to jeden z najbardziej pamiętliwych przedstawicieli europejskiej grozy, jaki dane mi było oglądać.

Oryginalny tytuł: Rosso Saunge

Produkcja: Włochy, 1981

Dystrybucja w Polsce: BRAK

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.