Mały Dieter chciałby latać (1997)

Problemem wielu filmów dokumentalnych jest to, że próbują wycisnąć z czegoś ciekawego więcej i więcej, aż widz po prostu czuje się tym wszystkim zmęczony. Werner Herzog udowodnił już choćby w swoim Grizzly Man (2005), że ma nosa do historii i ludzi, o których można spokojnie nakręcić tuzin filmów. Nie inaczej jest z jego nakręconym w 1997 roku Mały Dieter chciałby latać, historii Dietera Denglera, byłego pilota sił powietrznych U.S.A, który uciekł z laotańskiego więzienia w pierwszych dniach Wojny Wietnamskiej.

Dorastający w powojennych Niemczech Dieter od maleńkości marzył o tym, aby wzbić się w powietrze. Szansę tę zyskał, kiedy w wieku 18 lat opuścił ojczysty kraj i ruszył do Ameryki. Tam, jak już wspomniałem, dostał się do Sił Powietrznych i przydzielono go do specjalnej operacji na terenie Wietnamu. Zanim jednak trafił do celu swej misji, został zestrzelony nad porośniętym dżunglą Laosem, gdzie szybko trafił do niewoli.

Mały Dieter chciałby latać to w zasadzie zbiór wywiadów z tytułowym bohaterem. I jest to rzecz bardzo emocjonalna, ponieważ Dengler dość dokładnie opisuje swój codzienny strach nie tylko ten z obozu jenieckiego i parnej dżungli, ale również ten, który towarzyszy mu nawet we względnie spokojnym życiu. Mężczyzna przyznaje się na przykład do tego, że nie potrafi zasnąć, kiedy w skrytce pod jego podłogą nie ma odpowiedniej ilości zgromadzonych zapasów. Poruszająca jest również historia jego matki, która śpiesząc na spotkanie z synem częstowała wszystkich w samolocie jabłkami i oddawała swoje posiłki pokładowe w obawie przed ich wysoką ceną.

Każdy, kto zna filmografię Wernera Herzoga, wie, że artysta ten (bo tak go osobiście tytułuje) lubi konstruować swoje dzieła według pewnego wzorca. Miesza on swoją własną narrację z archiwalnymi nagraniami i tymi całkiem świeżymi własnego autorstwa. I Mały Dieter chciałby latać jest właśnie sztandarowym przykładem tego zagrania, kiedy filmy z Wojny w Wietnamie stanowią przerywniki dla wypowiedzi samego Dietera i wypowiadanych hipnotycznym głosem komentarzy Wernera.

Prosty montaż to również jeden ze znaków rozpoznawczych Wernera, ponieważ to historia gra u niego pierwsze skrzypce. I tutaj jest ona jak najbardziej przekonująca, porywająca i emocjonująca. Bo to w końcu opowieść o młodzieńczym pragnieniu zostania pilotem, które doprowadziło do traumy i sprowadzenia na ziemię przez ogień przeciwlotniczy w Laosie w 1966 roku, niewoli, tortur i śmierci widzianej z bardzo bliska. To trochę tak, jakby Herzog tworzył kino przygodowe, jednak poskładane z bardzo kronikarskich elementów.

W filmie tym tworzy on coś na zasadzie psychodramy: im bardziej Herzog może sprawić, że Dengler w jakiś sposób przeżyje na nowo swój koszmar uwięzienia, tortur i desperackiej ucieczki w dżunglę Laosu podczas wojny w Wietnamie, tym bardziej bezpośredni i realny jest jego film. Staje się autentycznym zapisem pamięci, który dosłownie ożywa na naszych oczach. Czy jest to moralnie do obronienia? Moim zdaniem tak, bo przecież zgodził się na to sam Dieter.

Mały Dieter chciałby latać to film, który jest dosłownie aktem bezpośrednim, fizycznym, gdzie widz jest naocznym świadkiem jakiejś pierwotnej agonii. Dzieło to nie jest również całkowicie laurką dla głównego bohatera. Jego doświadczenie bólu, udręki i wewnętrznego konfliktu przychodzi co prawda w obiektywie Herzoga na terytorium heroizmu, jednak wszystko, co może budzić zastrzeżenia lub budzić nasze zastrzeżenia jest nierozerwalnie związane z wizjonerskimi tendencjami do szaleństwa i narcystycznym egoizmem. Trudno uniknąć przeświadczenia, że Herzog sam utożsamia się ze swoimi bohaterami.

Dieter, choć na całe szczęście nie jest ani Aguirre, ani Fitzcarraldo, pasuje do szablonu Herzoga w tym jednym szczególe: uczucie z dzieciństwa, gdy samolot leci tak blisko jego domu (który z zapartym tchem wspomina) jest czymś, co nasz bohater przyswaja jako inspirującą, ekstatyczną wizję – nie jako straszny moment zagrażającego jego życiu. Odtąd całe jego istnienie opiera się na fantazji o locie, a Herzog nagradza go finałem, w którym rozkoszuje się nieskończonym widokiem setek samolotów, stojących w pogotowiu na rozległym polu. Unoszącą się nad nimi kamera tylko napędza nas do kontemplacji wielkości tej sceny.

Oryginalny tytuł: Little Dieter Needs to Fly

Produkcja: Francja/Niemcy/Wielka Brytania, 1997

Dystrybucja w Polsce: BRAK

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.