Doktor Strange w multiwersum obłędu (2022)

Wiem, że dla filmowego uniwersum Marcela otwarcie multiwersum jest strzałem w dziesiątkę i kolejną, bardzo głęboką kopalnią złota. Bo teraz nie ma już znaczenia, czy jakaś postać zginie, bo jej odpowiednik znajdzie się w którymś z nieskończenie wielu wymiarów. To również sposób na to, by wplatać na duży ekran kolejne, ukochane przez widownie postacie, które pamiętamy z produkcji sprzed ery MCU.

Moim zdaniem bijący rekordy popularności Spider-Man: Bez drogi do domu (2021) niezbyt udanie wykorzystał pomysł mieszania się uniwersów. Być może była to sympatyczna, prościutka i łapiąca za serce historyjka sklecona pod łzawe oczekiwania fanów, jednak jako film okazał się on niezmiernie wręcz głupi! Dlatego też jak na odtrutkę czekałem na nowego Doktora Strange, zwłaszcza, że był on w rękach Sama Raimi, gościa, który dał nam trylogię Martwe Zło (1981-92) i trzy filmy o Spider-Manie.

Już pierwsze sekundy filmu utwierdzają nas w przekonaniu, że znajdujemy się w innym uniwersum. Lekko przebrany Benedict Cumberbatch z nieznaną wcześniej dziewczyną przy boku walczy z gigantycznym potworem w wirującym świecie przypominającym przestrzeń nadświetlną z Gwiezdnych Wojen. Walka kończy się śmiercią Doktora na oczach jego przyjaciółki, która w akcie przerażenia przenosi się do uniwersum znanego z poprzednich filmów.

Tam nasza bohaterka, którą okazuje się America Chavez (Xochitl Gomez), poznaje już właściwego Doktora, który postanawia pomóc dziewczynie ściganej przez różnorakie potwory. Po szybkich oględzinach sytuacji dochodzi on do wniosku, że najlepiej zwrócić się do ekspertki od wiedźmiej magii Wandy Maximoff, która po wydarzeniach z serialu WandaVision (2021-). I tutaj muszę zakończyć dalsze omawianie fabuły, by nie narazić Was na zbędę spoilery!

Powiem szczerze, że to, co fabularnie zapowiadało się jako rewolucja dla całego świata wykreowanego przez Marvela, okazało się w ostatecznym rozrachunku bardzo poboczną, niewiele znaczącą dla reszty uniwersum historyjką. Naprawdę, skala i waga całej intrygi jest tutaj zaskakująco niewielka! A jeśli spodziewaliście się pociągnięcia fantastycznego wątku wieloświata z serialu animowanego What If…? (2021-), to muszę Was niestety zawieść. Wszystko tutaj okazuje się bardzo odklejone od reszty filmowego świata MCU, oprócz wspomnianego już serialu WandaVision, bez znajomości którego nowy Doktor jest praktycznie niezrozumiałym bełkotem.

I niestety wszystko to, co fabularnie ma nam do zaoferowania film widzieliśmy właśnie w tamtym serialu! Jeszcze napisane trzy razy lepiej! Na całe szczęście produkcję tę ratuje… Raimi. Gość widocznie wie, na jak ubogiej pod względem treści historii musiał pracować, więc odpala wszystkie swoje firmowe ruchy. Kamera czasami lata jak demon z Martwego Zła, momenty horroru są intensywne i momentami uroczo wręcz przerysowane a Raimi nagina ograniczenia wiekowe do tego, by pokazać nam najwięcej makabry. Jest tutaj jedna, wspaniała scena, która widocznie nawiązuje do pamiętnej sekwencji makabry w siedzibie superbohaterów z serialu Niezwyciężony (2021-).

Do tego cały film jest naprawdę pięknie nakręcony, sceny takie jak walka o sanktuarium na wzgórzu czy podróż Doktora do post-apokaliptycznego uniwersum, to obrazki warte zapamiętania. Ale to już raczej standard, do którego przyzwyczaił nas Marvel. Aktorsko też jest bardzo dobrze, a film ten to zdecydowanie życiówka Elizabeth Olsen, choć ta stanowi przedłużenie jej roli z serialu WandaVision. Cumberbatch i towarzyszący mu Benedict Wong to aktorskie złoto, choć to, jak napisana jest ta druga postać w tym filmie to niezły strzał w pysk widza. Reszta praktycznie nie istnieje, a wspomniana na początku America Chavez to postać tak nijaka, że pisząc te słowa nie mogę sobie przypomnieć jej twarzy.

Ostatecznie Doktor Strange w multiwersum obłędu okazał się niestety zawodem, filmem, który poza jednorazową rozrywką nie dostarcza zupełnie nic. Widocznie MCU wchodząc w kolejną fazę postawiło na wyraźniejsze artystycznie dzieła, które jakoś tak mało spajają się w spólne (nomen omen) uniwersum. Być może jest to dobry krok w stronę tego, że filmy te będą już nieco dojrzalsze choćby w ukazywaniu brutalności, choć wciąż dalekie to jest od takich produkcji jak Deadpool (2016) i raczej nie możemy na to liczyć. Każdy fan MCU pewnie widział już z 10 razy, a jeśli nie macie jakiejś wielkiej zajawki na to uniwersum, to śmiało sobie możecie owy film opuścić.

Oryginalny tytuł: Doctor Strange in the Multiverse of Madness

Produkcja: USA, 2022

Dystrybucja w Polsce: disney.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.