Poznaj historię biologa, który poświęcił karierę na rzecz szukania Wielkiej Stopy

John Mionczynski jest legendą wśród amerykańskich biologów terenowych, nie tylko ze względu na swoje umiejętności badawcze, ale także na swoje historie dotyczące Sasquatcha i jego nieprzerwaną fascynację tym tematem. 

Spotkanie Mionczynskiego miało miejsce w 1972 roku, kiedy obozował w Wind River Mountains w stanie Wyoming w poplamionym tłuszczem namiocie wypożyczonym z Departamentu Zwierzyny i Ryb w Wyoming. Tej nocy, gdy leżał w swoim namiocie, do Mionczyńskiego podeszło coś, co z początku wziął za niedźwiedzia, który węszył obok jego namiotu w poszukiwaniu zapasu bekonu. Przez swój namiot Mionczyński delikatnie popchnął wierzchem dłoni to, co uważał za miśka, mając nadzieję, że ten odbierze wiadomość.

Jednak po kilku nieudanych próbach zmuszenia „niedźwiedzia”, aby zostawił go w spokoju, w końcu uderzył mocniej w to, co początkowo uważał za jego pysk, tylko po to, by poczuć, jak jego knykcie zderzają się z czymś, co mogło być tylko kością, prawdopodobnie rzepką. Nagle zobaczył oświetlony księżycem zarys dużej, podobnej do człowieka dłoni, która opadała na jego namiot, cokolwiek, co właśnie uderzył, spadło do przodu, zawalając jego namiot. Przez resztę wieczoru „niedźwiedź” rzucał z cienia sosnowymi szyszkami w roztrzaskany namiot Mionczynskiego, który rozpalał ognisko i z niepokojem słuchał, jak coś porusza się w pobliskich zaroślach.

Później zgłosił incydent do Departamentu Zwierzyny i Ryb, co, ku jego zaskoczeniu, doprowadziło do jego odkrycia, że ​​kilku jego współpracowników albo podzielało zainteresowanie tym tematem, albo nawet sami mieli podobne doświadczenia. „W Dziale Zwierzyny i Ryb było wielu zainteresowanych” – wspominał niedawno Mionczynski podczas wywiadu. „Ludzie, których znałem i z którymi pracowałem, pili piwo po pracy, byli bardzo zainteresowani tymi historiami o włochatych naczelnych w górach Wind River i innych miejscach w Wyoming” – które obejmowały zgłoszone obserwacje w Parku Narodowym Yellowstone, jakie od czasu do czasu wypływały na szersze wody.

Wszystkie te obserwacje od razu były archiwizowaneWięc mogłem zebrać te obserwacje w celu ich zbadania”. Mionczynski powiedział również, że słyszał kilka historii z rezerwatów gdzie rdzenni mieszkańcy Ameryki często nie dzielą się swoimi przeżyciami.

Po jednym ze spotkań uzyskano próbkę włosów, którą przekazał do analizy laboratorium Wydziału Dzikich Zwierząt i Ryb w Wyoming. Ku zaskoczeniu badających ją analityków, którzy nad nią pracowali, próbka, o której mowa, wydawała się pasować do jakiegoś gatunku naczelnych. Inną kwestią było jednak to, jaki to był naczelny. „Po tym, jak dowiedzieliśmy się, że wrócił jako włos naczelnych, ale nie znamy tych naczelnych” – wspomina Mionczynski, „Pomyślałem, że to najciekawszy projekt przyrodniczy, o jakim kiedykolwiek słyszałem. Jednak nikt nie może dostać żadnych funduszy na zgłębianie go”.

Pulpowa okładka przedstawiająca wizerunek Wielkiej Stopy. Fot. pinterest.com

Kierownik działu badawczego Departamentu Zwierzyny i Ryb wezwał nas do laboratorium po tym, jak usłyszał, że przeanalizowaliśmy tę próbkę, ponieważ plotka rozprzestrzeniła się pocztą pantoflową”. Jak wspomina Mionczynski: „Chciał, abyśmy wszyscy, którzy byli w to zaangażowani – główny lekarz weterynarii, Tom Thorn i ja, oraz weterynarz sądowy, który rzeczywiście patrzył na włosy pod mikroskopem i był pierwszym, który zidentyfikował je jako włosy naczelnych”.

Jednak odpowiedź przełożonego nie okazałą się tak ciepłym przyjęciem, na jakie liczył Mionczynski.

„Zostaliśmy zastraszeni. Powiedział nam, żebyśmy spotkali się o określonej godzinie i wszyscy siedzieliśmy przy stole laboratoryjnym, czekając na jego pojawienie się. Zastanawiam się, o czym chciał się z nami pogadać. Przyszedł z czerwoną twarzą i powiedział, że jeśli kiedykolwiek usłyszy od kogoś z nas coś związanego z Wielką Stopą w przyszłości, osobiście dopilnuje, żeby go zwolnić”.

Mionczynski powiedział, że dwaj inni pracownicy, którzy zostali wezwani po nim, otrzymali to samo ostrzeżenie, „zamilkli” i chociaż nadal chodzili na wydarzenia i konferencje związane z Wielką Stopą, nie mówili już otwarcie, że to robią. Tego samego nie można było jednak powiedzieć o Mionczynskim, który uważał, że jego przełożony postawił ultimatum, którego po prostu nie mógł przyjąć do wiadomości. „Stałem się bardziej odważny i po prostu zdecydowałem, że naprawdę nie mogę pracować dla agencji, która nie honoruje nauki na tyle, by badać najciekawsze zjawiska naukowe, jakie mogą się pojawić”.

John prezentuje jeden z odlewów w swojej kolekcji. Fot. humanaturepodcast.org

Pod koniec lat 90. poznał Jeffreya Meldruma, prymatologa z Idaho State University, który specjalizuje się w ewolucji dwunożnych i zgromadził kolekcję gipsowych odlewów ogromnych stóp. Obaj podróżowali po Ameryce Północnej, zbierając dane i przeprowadzając wywiady z ludźmi, którzy zgłaszali, że widzieli Sasquatcha. Oceniali każdą obserwację na podstawie jej wiarygodności i mapowali tylko najbardziej wiarygodne przypadki. Według ich determinacji były to setki danych.

W latach 2008-2012 Mionczynski pracował w pełnym wymiarze godzin nad Wielką Stopą, spędzając lato na ocenie możliwych siedlisk i źródeł pożywienia, ustawianiu pułapek fotograficznych i próbach pozyskania DNA. Od dziesięcioleci kolekcjonował gipsowe odlewy stóp z całego Zachodu Stanów Zjednoczonych. Największy ma około 18 cali (46 cm) długości i 8 cali (20 cm) szerokości. Poza rozmiarem wygląda jak ludzki odcisk!

Chociaż dla wielu biologów mogło to oznaczać koniec ich fascynacji tematem, takim jak Sasquatch, na szczęście Mionczynski kontynuował swoje badania po opuszczeniu pracy w rządowych strukturach Wyoming. „Byli tutaj, kiedy ludzie przybyli po raz pierwszy” – mówi Mionczynski. Wiele lat po tym, jak jego przełożony próbował stłumić jego zainteresowanie Sasquatchem, entuzjazm Johna Mionczynskiego jest nadal silny i pozostaje zaangażowany w pogoń za wiedzą o tym, co uważa za najsłynniejszego i jednocześnie najbardziej osamotnionego giganta Ameryki.

Źródło: mysteriousuniverse.org/

hcn.org/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.