X (2022)

Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że na nowy film Ti Westa kręcony dla studia A24 był jednym z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie w roku 2022. Wielką estymą darzę sobie twórczość tego gościa, zwłaszcza jego Dom diabła (2009) oraz Dolinę przemocy (2016), dlatego też osadzony w estetyce kina poprzedniej epoki jawił mi się jako murowany hit.

Cenię sobie jego filmy głównie za to, że w ramach wyświechtanych wydawać by się mogło gatunków, jak klasyczny slasher czy western, potrafi sprawnie odwrócić ton i złamać pewne kulturowe naleciałości. Z toksyczną męskością zmierzył się we wspomnianej Dolinie przemocy, z sekciarskim fanatyzmem w Ostatnim sakramencie (2017), a teraz nadszedł czas na amerykańską rewolucję seksualną, oprawianie jej w ramy sztuki i cienką granicę pomiędzy pornografią a grozą.

Idąc za klasycznym schematem eksploatacyjnego horroru lat 70. i 80., opowiada historię grupy rozwiązłych, młodych ludzi, którzy ruszają na teksańską prowincję roku 1979. Zanim jednak obierzemy ich perspektywę, dane jest nam zobaczyć miejsce akcji z perspektywy lokalnych policjantów. A jest to lokacja niezwykle urokliwa, położona z dala od drogi farma, las, stodoła i jeziorko. Nad tym wszystkim unosi się nie tylko fetor krwi i leżących na słońcu zmasakrowanych ciał, ale również nieustanne kazanie telewizyjnego kaznodziei.

Cofnijmy się jednak w czasie o 24 godziny do naszych bohaterów, którzy udają się na feralną farmę w celu nagrania filmu porno na dynamicznie rozwijający się rynek domowego video. Wszystko to oczywiście w tajemnicy przed właścicielami farmy, starszym małżeństwem, które od pierwszych chwil budzi w widzu i ekranowych postaciach poczucie niepokoju. Co będzie punktem zapalanym i co doprowadzi do rzeźni znanej z prologu? To już musicie zobaczyć sami!

Każdy, kto mnie jako tako zna, zapewne wie, że zakochałem się w nowym filmie Ti Westa od pierwszego wejrzenia. To produkcja będąca inkarnacją czystej miłości jej twórców do gatunku, jakim jest amerykański slasher, a konkretniej jego nurt hixploitation. Co rusz znajdujemy cytaty do filmów Hoopera, nie tylko do kultowej Teksańskiej masakry piłą mechaniczną (1974), ale i mniej popularnych Zjedzonych żywcem (1976). W zasadzie film ten może robić za jakiś spin-off serii o kanibalistycznej rodzince z Teksasu. Naprawdę, w pewnym momencie zastanawiałem się, czy zaraz nie wyleci na ekran jakiś zmutowany synalek i to nie on okaże się prawdziwym nemezis tej historii.

Ale najważniejsze jest, że we wszystkich swych mrugnięciach okiem jest dziełem, które stoi twardo na własnych nogach. Ti West wziął wszystkie puzzle, jakie znamy z tradycji eksploatacyjnego horroru, i poukładał je po swojemu. Wiele jest tutaj tropów, które swój finał znajdują w bardzo zaskakującym miejscu, a postacie, których charaktery przechodzą zazwyczaj podobną drogę, w kulminacyjnych momentach z niej zbaczają. Fajnie jest patrzyć, jak symbolem amerykańskiego patriotyzmu staje się czarnoskóry facet z dyndającą po kolana fają, a rozwiązłość naszych bohaterów jest tłumaczona w bardzo naturalny sposób. Nikt tutaj nie chce nikogo oceniać, to nie film o tym, że życie inaczej niż pod habitem prowadzi do upadku. W zasadzie płynie z niego taka myśl, że właśnie brak tego luzu prowadzi do makabrycznej w skutkach frustracji. Fajnie też, że reżyser nie stygmatyzuje tutaj narkotyków, nasi bohaterowie traktują trawkę czy kokainę jako kolejną używkę i, co najważniejsze, z tego też nikt ich nie rozlicza.

Oczywiście film kręcony jest na modłę kina o budżecie czteropaku taniego piwa, uncji zioła i paczki fajek, jednak to tylko fasada. Aktorsko jest to kino najwyższych lotów, a aktorzy wcielający się w rolę napalonych filmowców odrobili lekcje na piątkę. Posiadająca niezwykle plastyczną dla tego typu kina urodę Mia Goth to oczywiście najjaśniejszy punkt produkcji, jednak cała reszta zupełnie jej nie ustępuje. Być może wielu widzów zgrzytać będzie zębami na dość odważną, nieco groteskową charakteryzację pary naszych staruszków, ale pamiętajcie, że jest to dzieło żyjące w ramach pewnej konwencji i tam sprawdza się to wyśmienicie. A scena, w której oddają się oni miłosnym ekscesom to już świadome przesunięcie przez twórców granicy w stronę sprośnej transgresji. Ale ja to kupuję z całym dobrodziejstwem (teksańskiego) inwentarza.

Co mogę więcej powiedzieć, po wyjściu z kina czułem się mentalnie oczyszczony. Złapałem jakąś niewidzialną nić porozumienia z Ti Westem, w sumie to nie pierwszy raz, i potrafiłem docenić w pełni to, co dla nas nakręcił. To jednak kino specyficzne, bezprecedensowe i bardzo, ale to bardzo autorskie. Nikt tutaj nie stał nad reżyserem mówiąc mu „stary, ta scena to będzie jednak przegięcie”, dlatego też można odbierać jako mieszankę tego, co tak kochamy w horrorach o psychopatach szlachtujących ludzi gdzieś na pustkowiach. Jest to na pewno dobry kierunek dla takiego nurtu w obecnej popkulturze, który wyznaczają takie produkcje jak Halloween (2018) czy bardzo przeze mnie lubiana Teksańska masakra piłą mechaniczną (2022). Czyżby renesans prostego, aczkolwiek robionego całkiem na poważnie slashera właśnie nabierał pędu? Oby!

Oryginalny tytuł: X

Produkcja: USA, 2022

Dystrybucja w Polsce: m2films.pl

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.