Morbius (2022)

Nie ukrywam, że z postacią Morbiusa po raz pierwszy zetknąłem się wtedy, kiedy zapowiedziano o nim film. Zresztą jak z większością komiksowych herosów. Oczywiście z góry założyłem, że jeśli dzieło to nie będzie częścią disneyowskiego uniwersum Marvela, z góry skazane jest na porażkę. No sorry, seans obydwu części Venoma nie był najprzyjemniejszą rzeczą na świecie…

Nie jestem tym człowiekiem, który uważa, że nastąpiło jakieś zmęczenie filmami o superbohaterach. Ba! Naprawdę dobrze bawiłem się na Eternals (2021) czy Shang-Chi (2021). I tamte dwie produkcje w zasadzie też były dość generycznymi u swoich podstaw historiami o powstaniu nowej puli superbohaterów. Tylko że tam, gdzie ktoś naprawdę wiedział jak udźwignąć ten przetarty już do cna schemat, w przypadku Morbiusa zrobiono wszystko po linii najmniejszego oporu.

Fabuła koncentruje się na biochemiku Michaelu Morbiusie (Jared Leto), człowieku cierpiącym na rzadką chorobę krwi. Jego życiowa misja polega na wyleczeniu siebie i jego najlepszego przyjaciela Milo z tej wyniszczającej przypadłości, ostatecznie starając się połączyć swoją krew z nietoperzami z Kostaryki. Nie, nasz bohater nie stanie się Batmanem, to nie to uniwersum. Ostatecznie staje się on jednak (a jakżeby inaczej) wampirem, antybohaterem, który jednak nie jest do końca taki zły.

Już na poziomie scenariusza łapiemy się na tym, że jest on napisany na kolanie, pośpiesznie i zwyczajnie niechlujnie. Zaczynamy od krótkiej sekwencji w Kostaryce, by później przenieść się o 25 lat wcześniej i poznać młodość naszego doktorka. Bez większego ładu i składu dowiadujemy się z lakonicznych przesłanek, że Morbius stał się utytułowanym lekarzem, zgarniając nawet Nagrodę Nobla. Później mamy dosłownie kilkuminutową sekwencję jego transformacji i bah – świeży superbohater do kolekcji.

Już po 20 minutach seansu łapiemy się za głowę, jak bardzo dziurawy i pozbawiony logiki jest to scenariusz. Wiele jest tutaj takich prostych pytań, na które nie otrzymujemy odpowiedzi i jakoś tak ciążą nam na całej reszcie. Naprawdę, choćby to, jak nasz tytułowy bohater po ataku całego roju żądnych krwi nietoperzy znalazł się nagle w laboratorium? Przecież przed przemianą ledwo stał na nogach! I tego typu rzeczy jest tutaj mnóstwo, a każda z nich przypomina nam tylko, że to misternie ustawiony domek z kart, który wali się przy byle pierwszym podmuchu wiatru.

A jeśli już przy ataku tych latających ssaków jesteśmy, to efekty w Morbiusie są okropne. Tandetne CGI, które wypełnia do bólu nudną scenografię. Jest szaro, buro i bez jakiegoś pomysłu na plastykę całego filmu. Już Blade: Wieczny łowca z 1998 roku oferował nam jakiś konkretny styl ze swoimi zimnymi, dyskotekowymi światłami i wszechobecną wilgocią. Tutaj mamy tylko płaski obraz, na który nałożone są tanie efekty komputerowe. Chcieliście popatrzeć przynajmniej na coś efekciarskiego? To zapraszam gdzie indziej.

Narzekam na efekty, ale te zawsze są do uratowania przez dobrze i ciekawie napisane postacie. Niestety, Morbius posiada panteon najmniej charakternych bohaterów, jakich nie widziałem w kinie od dawna. Sam główny bohater może jedynie skubać swoimi ząbkami pięty kolegi z własnego uniwersum, Venoma. Nigdy nie byłem hejterem Jareda, przyznam się nawet szczerze, że kupiłem jego wersję Jokera z filmu Legion samobójców (2016) i nie uważam, by był on złym aktorem. Tutaj jednak gra postać pozbawioną jakiejkolwiek charyzmy, nadbudowy czy emocji. Może gdybym znał komiksowy pierwowzór, to łatwiej byłoby mi znaleźć z nim nić porozumienia. Ale cholera, to pieprzony film o Morbiusie i chciałbym go naprawdę polubić!

Szkoda mi czasu na wylewanie z siebie dalej złości. Choć trudno mówić o złości, skoro nastawiałem się na niską jakość od samych zapowiedzi. Być może zostanę wyklęty przez ludzi, dla których film ten jest właśnie odtrutką na cukierkowate MCU, bo fakt, czasami poleje się w nim trochę krwi. Ale proszę Was, dajcie sobie spokój. Cokolwiek by można było powiedzieć dobrego o Morbiusie, rujnuje fakt, że jest to w takim kardynalnym stopniu po prostu źle napisany i nakręcony film. Ja pasuje, chyba wolę oglądać dalej te moje Disneyowskie marvelki, kolorowe, pełne życia i sympatii. A nierzadko bardziej trzymające w napięciu niż historia tego bladego jak cały ten film krwiopijcy.

Oryginalny tytuł: Morbius

Produkcja: USA, 2022

Dystrybucja w Polsce: uip.com.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.