Possum (2018)

Pierwszy, pełnometrażowy film brytyjskiego aktora Matthew Holnessa rozpoczął swój żywot jako opowiadanie w antologii grozy The New Uncanny: Tales of Unease. I nie wiem, szczerze mówiąc, jak pomysł ten sprawdza się na papierze, ale doświadczenie kinowe najbliższe jest chyba wczesnym dokonaniom Davida Lyncha – jest dziwnie, strasznie i naprawdę niepokojąco. A chyba tego przeważnie oczekujemy od horroru, prawda?

Possum wita nas oniryczną sceną cytowania dziecięcego wierszyka o pająku. W domyśle napisana jest przez widocznie wycofanego lalkarza Philipa (granego przez Seana Harrisa). Z sobie tylko znanych powodów utalentowany rzemieślnik stworzył przerażającą figurę pająkopodobnego stwora, materializując tym samym koszmary większości ludzi cierpiących na arachnofobię. Poznajemy go w chwili, kiedy ze swoim makabrycznym dziełem upchanym w torbie zmierza do rodzinnego Norfolk w Wielkiej Brytanii.

Porównanie do wczesnej twórczości Lyncha nie jest przypadkowe, bo Possum może sobie podać jedno ze swoich siedmiu odnóży uwielbianej przeze mnie Głowie do wycierania (1977). Główni bohaterowie zgoła prezentują tę samą figurę psychologiczną, miejsce akcji zdominowane jest przez postindustrialne, wysłużone i klaustrofobiczne lokacje, a sama estetyka mocno czerpie z baśni dla dzieci i niemieckiego kina ekspresji. Taka mieszanka mogła zrodzić albo ciężkostrawny zakalec, albo nową jakość kina grozy.

Ale Holness doskonale wie, jak łączyć ze sobą kolejne składniki, tkając niczym pająk (heh) coraz to bardziej złożoną sieć surrealistycznych, niejasnych obrazów, które jednak osiągają swój jasny i konkretny finisz. Dla tych, którzy lubią sobie analizować i budować historię oparte o mocno artystyczne wizje, film okaże się pudełkiem pełnym niespodzianek, za których odnalezienie jest największa nagroda, jaką może dać widowni kino – satysfakcja. Znów posłużę się tutaj arachnologicznymi skojarzeniami, bo Possum ogląda się jak po ukąszeniu pająka, którego jad stopniowo paraliżuje nasze ciało, atakując ostatecznie nasz mózg i zmysły.

W najprostszej linii dedukcji Possum to film o człowieku, który wraca do źródła osobistego horroru, chcąc pozbyć się z życia jego bagażu – dosłownie i w przenośni. Koszmarna lalka jest zatem projekcją jego największych lęków, które mają destrukcyjny wpływ na całą egzystencję. Jednak jak to w życiu bywa, nic nie jest takie proste, jak wydaje nam się na początku, a walka z własnymi demonami czasami należy wręcz do niewykonalnych. Za każdym razem, gdy ten próbuje pozbyć się makabrycznej kukły ze swojego życia, następnego ranka budzi się z nią w tym samym łóżku.

Co najważniejsze jednak dla nas, fanów kina grozy, jest to film przerażający jak sami diabli! Wielka w tym zasługa wcielającego się w głównego bohatera Harrisa. Gość snuje się po wyludnionych, przypominających powojenny obraz miejscach z kwaśną, lecz niedającą się zupełnie rozszyfrować miną. Ta wybitna kreacja aktorska daje nam postać trudną do rozszyfrowania, acz na pierwszy rzut oka budzącą niepokój. Dawno nie widziałem na ekranie tak dobrze ukazanego załamania. Dialogów jest tutaj mało, a jeśli tej już się gdzieś pojawiają, to przypominają raczej garść rzuconych mimowolnie, zagadkowych frazesów.

Pojawia się tutaj wątek sugerujący, że Philip może być odpowiedzialny za zaginięcia lokalnych dzieciaków. I jest to celowe zagarnie reżysera, mające na celu wzbudzić między nami a głównym bohaterem jeszcze większy dystans i niechęć. Przez fakt, że nie ma komu tutaj za bardzo kibicować, Possum wprawia nas w jeszcze większe poczucie dyskomfortu. Działa też siła wizualnej kompozycji, za którą odpowiada operator Kit Fraser. Nietrudno doszukać się w jego kadrach wątłych odnóży, a kiedy wychodzi na bardziej otwartą przestrzeń, bawi się odbiciami w wodzie czy horyzontami. Mimo że jest to pewny moment oddechu od zatęchłych sypialni i ciasnych korytarzy, wciąż czujemy się jak w pajęczej sieci.

Possum to dzieło, które wymaga od nas pełnego skupienia, ale daje nam za to bardzo wiele. Nie chcę mówić co dokładnie, bo nagroda ta zależna jest od nastroju, własnych oczekiwań, bagażu doświadczeń czy zwyczajnego podejścia do dzieła. Nie jest to oczywiście film dla każdego, bo okazać się może po prostu filmem zbyt ciężkiego kalibru. Eksperymentalny, ekspresyjny, czasem może zbyt nieczytelny, ale to obligatoryjny seans dla fanów nowej fali horroru, który potrafi straszyć czymś więcej niż facetem w masce mordującym kolejne nastolatki. Jeśli lubicie wyjść poza schemat, to jest to dzieło zdecydowanie dla Was.

Oryginalny tytuł: Possum

Produkcja: Wielka Brytania, 2018

Dystrybucja w Polsce: CDA Premium

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.