Men (2022)

Alex Garland już swoimi dwoma poprzednimi filmami, Ex Machina (2015) i Anihilacja (2018), wpisał się w moim kajecie męskich twórców, którzy podejmują niezwykle trudną próbę opowiadania historii feministycznych. W swoim najnowszym dziele, satyrycznym horrorze Men, wykorzystuje prawie wszystkie gatunkowe tropy, aby zbadać psychologiczne i fizyczne zagrożenia, jakie stwarzają tytułowe „stworzenia”.

Historia, a raczej jej założenie, ponieważ nie można tu znaleźć jakiejś logicznej całości, koncentruje się na Harper (Jessie Buckley), która wyjeżdża na wakacje do wiejskiego domu po śmierci jej manipulującego i agresywnego męża Jamesa (Paapa Essiedu). Nie jest jasne, czy jego śmierć była wypadkiem, czy samobójstwem, to jedno z wielu pytań, które film stawia, ale na które nie odpowiada. W retrospekcjach, nakręconych w ciemnopomarańczowym filtrze, film pokazuje nam eskalację ich ostatniego sporu, co sprawia, że ​​Harper czuje, że może być odpowiedzialna za śmierć Jamesa.

Te sceny mogą być bardzo frustrujące, nie tylko dlatego, że jedyną kolorową osobą w filmie jest brutalnie agresywny mężczyzna, ale także dlatego, że dialogi są w zasadzie tak płytkie, że nie pozwalają nam jakoś bardziej ruszyć z emocjami. To uczucie wzmacniane jest w scenach dziejących się w teraźniejszości, w których Harper musi znosić różne przejawy mikro agresji ze strony mężczyzn (wszyscy grani przez Rory’ego Kinneara, który imponująco rozkłada się na różne role poprzez zmiany fizyczne i wokalne), a Garland z grubsza skupia naszą uwagę, zmieniając kąt kamery, aby podkreślić ich niepożądany wzrok i dotyk.

Myślę, że nawet w epoce horroru-metafory, Men jest głęboko niesubtelny w swoim komentarzu. Od tytułu po obsadę, będzie jasne dla wszystkich, z wyjątkiem najbardziej nieświadomych widzów, że momenty grozy, które spotykają Harper, mają reprezentować wszechobecne zagrożenie kulturą gwałtu i toksycznej męskości. Film sugeruje, że wszyscy mężczyźni mają tę samą twarz, ponieważ wszyscy mężczyźni mają tę samą twarz – a raczej reprezentują różne twarze na tej samej, potwornej istocie.

Ale podczas oglądania Men można dojść do zaskakującego wniosku, że brak subtelności nie jest wadą, a największym atutem filmu. Gdzieś w środku naprawdę cieszę się, że ktoś wpada na takie pomysły, inny chce je finansować, a docelowo znajduje to wszytko całkiem sporą grupę odbiorców. Bo jest to film w pełni autorski, gdzie twórca mógł sobie pozwolić na wiele. I niektóre z jego pomysłów mogą naprawdę wprawić widownie w stan osłupienia łamanego przez obrzydzenie, ale to w końcu jego wizja, od A do Z zrealizowana po swojemu.

Na całe szczęście, nawet jeśli to, o czym film chce powiedzieć, nie rezonuje z Wami do końca, Men jest dziełem wzorowo wręcz zrealizowanym i zagranym. Jessie Buckley znam z fantastycznego, czwartego sezonu serialu Fargo (2014-) i dziw mnie bierze, że zagrała ona w rasowym kinie grozy dopiero teraz. Jej specyficzna uroda, mimika i grymas twarzy idealnie nadają się właśnie do budowania takiego złowrogiego klimatu. Powiedziałbym nawet, że ma ona wszelkie, naturalne predyspozycje, aby grać w horrorze właśnie. Samym uśmiechem potrafi wymalować na swej twarzy poczucie jednoczesnego zdumienia, jak i czystego przerażenia.

No i zdjęcia! To, jak dobrze nakręcony jest film sugerować mogły poprzednie dokonania reżysera. Ty razem zamiast futurystycznych, surowych korytarzy czy post-apokaliptycznego krajobrazu, dostajemy pocztówkę z prowincjonalnej Wielkiej Brytanii. Szkoda tylko, że tak wiele elementów znaczących dla celtyckiej/brytyjskiej kultury i folkloru, zostało tutaj potraktowanych po macoszemu. Niby jest tu dość znaczący wątek odnoszący się do lokalnych wierzeń, natury i rzeczy na granicy realizmu magicznego, ale to tylko mały trop, który ugina się później pod ciężkim buciorem horroru cielesnego, którego nie powstydziłby się sam David Cronenberg. A szkoda, bo przed premierą film ten jawił mi się jako „folk horror”, choć, jak się okazało, nim wcale nie jest.

Dlatego też finał może zaskoczyć widzów, którzy przyzwyczajeni są raczej do bardziej konwencjonalnej konstrukcji filmów. Myślę jednak, że znajdzie się spora grupa osób, dla których Men już jest tytułem kultowym. Wcale mnie to nie dziwi, bo jest to film, który napewno zostaje w naszej głowie! Sam pewnie wywindowałbym notę dla filmu o wiele wyżej, gdyby tylko historia była tak dobrze poskładana jak inne elementy. Tymczasem cieszy mnie fakt, że reżyser poszedł może ciut za daleko ze swoją fantazją, ale dostarczył nam ją tak, jak zapewne chciał. I to jest sztuka!

Oryginalny tytuł: Men

Produkcja: Wielka Brytania, 2022

Dystrybucja: m2films.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.