Dolina Śmierci (2021)

Jestem zdania, że człowiek musi raz na jakiś czas nakarmić swój mózg czymś, co z założenia jest słabe. Nie chcę tutaj promować jakiegoś malkontenctwa i oceniania przysłowiowej książki po okładce, ale dzieło takie jak omawiana tutaj Dolina śmierci już na papierze bije wtórnością oraz kompletnym brakiem jakiegokolwiek pomysłu na siebie. Ot kolejny budżetowy horror science-fiction wyrosły zapewne na powrocie do kina franczyzy Resident Evil.

Jak brzmi fabuła? Ano mamy grupę twardych najemników, którzy zostają wynajęci do uratowania pani naukowiec o imieniu Chole (Kristen Kaster) ze starego bunkra z czasów Zimnej Wojny. Ponieważ nasza pani naukowiec jest uwięziona gdzieś pod ziemią, a lokalne władze starają się dostać do obiektu i wykraść skrywaną w nim dokumentację, nasza grupa ma niewiele czasu. Oczywiście najemni wojacy nie mają pojęcia, że w mrocznych i wilgotnych korytarzach skrywa się coś, co może w dość nieprzyjemny sposób pozbawić ich życia.

Wiecie co? Wspomnienie w pierwszym akapicie gry Resident Evil nie było przypadkowe, bo film w zasadzie mógłby być jej tanią adaptacją na rynek video. Początek ogólnie przypomina jakąś szaloną grę akcji, ze skradaniem się, strzelaniem i kilkoma wybuchami w lesie. Jak na niskobudżetowy film nakręcony w czasach pandemii COVID-19 wypada do nawet nieźle. To wprowadzenie służy też temu, aby pokazać nam, jak bardzo bezlitosne i brutalne są ludzkie postacie w tym filmie.

Zapowiada to również pewną prawidłowość filmu. Dolina Śmierci nie jest szczególnie krwawa czy brutalna, ale ma wartką i szybką akcję. Nie jest to zdecydowanie dzieło, które stawia budowanie atmosfery czy napięcia ponad rozwałkę. Praktycznie cały czas pędzimy tutaj z naszymi bohaterami na złamanie karku. I działa to na jakimś powiedzmy średnim poziomie, gdy akcja ma miejsce na świeżym powietrzu. Kiedy zostajemy zamknięci pod ziemią, wszystko trafia szlak, a my czujemy się jak podczas sprzątania planu po nakręceniu Dooma z 2005 roku.

Polujący na naszych bohaterów potworek też jest niczego sobie. Oczywiście wygląda on jak kalka lickerów ze wspomnianego już Resident Evil, ale co z tego, skoro odgrywający jego rolę reżyser wykonał kawał przyzwoitej roboty. Nie jest to dla niego debiut w tego typu roli, bo gość wcielił się wcześniej w tytułowe monstrum z filmu Psycho Goreman (2020). Widać też, że większa część budżetu poszła na jego charakteryzację, przez co jest on odpowiednio obrzydliwy, śliski i analogowy. Szkoda tylko, że jego metodyka zabijania ogranicza się głównie do rzucania ludźmi i dociskania ich do ściany.

Do tego, choć film stara nam się pokazać fakt, że potworów jest więcej, ze względów produkcyjnych zawsze zagrożenie stanowi tylko jeden. Dlatego może napięcia w filmie praktycznie brak, choć miał na niego jakieś zagadki. A jeśli dotrwacie do momentu, w którym nasi bohaterowie odkrywają pochodzenie tajemniczych istot, to… zresztą musicie zobaczyć to sami, bo twórca scenariusza miał naprawdę sporą fantazję! Nie potraktuję tego jako wady, bo na tle prostej fabuły o dwóch facetach ratujących kobietę przed potworem jest to naprawdę zaskakujące.

Zwrot w fabule pod koniec tworzy intrygującą mieszankę serowatego kina klasy C i, nie bałbym się użyć tego słowa, melodramatu. W czasie trwania filmu wyłapać można kilka intryg, które mają ambicje, aby wciągnąć widza w ten świat. I chyba chciałbym zobaczyć, jak Ninaber mógłby rozwinąć koncepcje, gdyby ponownie odwiedzi tytułową Dolinę Śmierci. Zobaczymy co z tego będzie, ale mały budżet w stosunku do dość zaskakującej popularności filmu dobrze rokuje na rozwój tego „uniwersum”.

Pomimo zalewających internet niepochlebnych recenzji, Dolina Śmierci naprawdę sprawdziła się jako wieczorne odmóżdżenie po całym dniu pracy. Ma wartką akcję, kilka naprawdę śmiesznych głupot, fajny klimat i angażującą historię. Przymknięcie oka na charakterystyczne dla niskobudżetowa kina wpadki czy wspomaganie się całym Mendelejewem rozśmieszaczy i znieczulaczy sprawiłoby, że film wjedzie nam jeszcze lepiej. Mimo wszystko dla fanów horrorów akcji jest to naprawdę fajny kąsek krwawego, rozpaćkanego i zaślinionego ciasta.

Oryginalny tytuł: Death Valley

Produkcja: Kanada, 2021

Dystrybucja w Polsce: SciFi Universal

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.