Co robimy w ukryciu – sezon 4 (2022)

To już czwarty raz, kiedy tydzień po tygodniu mija mi na czekaniu na kolejne przygody „rodzinki” osobliwych krwiopijców. Co robimy w ukryciu to dla mnie fenomen, któremu z czystym sercem potrafię ulec. Może dlatego, że znajduję tutaj tak wiele rzeczy, które ze mną zwyczajnie rezonują. Od specyficznego humoru, poprzez barwne postacie, na takich życiowych, gorzkich elementach kończąc. No ale o tym, za co lubię tak bardzo ów serial, przeczytać możecie choćby TUTAJ, my skupmy się teraz na tym, czy warto sięgnąć po niego po raz czwarty.

Serialowi krwiopijcy żyli ze sobą wspólnie tysiące lat, podróżując często po całym świecie. Doświadczali śmierci, seksu i więcej seksu, można by pomyśleć, że te wirtuozerskie wampiry widziały i robiły wszystko, co związane z rozwiązłością. Każdy sezon Co robimy w ukryciu wyciąga swoich bohaterów ze Staten Island nieco bardziej z ich stref komfortu, ale ostatni sezon serialu to ważny okres przejściowy dla wszystkich jego uczestników. Choć postacie te wciąż trzymają się kurczowo swoich korzeni, nowe odcinki udowadniają, że muszą się one jeszcze wiele nauczyć. I zachodzi tutaj cała masa uzasadnionych zmian, skutkując chyba najważniejszym i największym jak dotąd sezonem serialu.

Poprzedni sezon nadał każdemu członkowi wampirzej ekipy ze Staten Island nowy cel. Lazlo (Matt Berry) wychowuje dziecko, które wyszło z klatki piersiowej zmarłego współlokatora Colina Robinsona (Mark Proksch), którego ten nie chce nazywać Colinem, mimo że irytująca hybryda małego dziecka i dorosłego wyraźnie dzieli twarz zmarłego wampira energetycznego. Tymczasem Nadja odkryła żyłkę przedsiębiorcy i jest teraz gotowa do otwarcia wampirzego klubu nocnego ze zraszaczami krwi.

Może wydawać się to sprzeczne z intuicją, aby najlepszą parę serialu rozdzielić na dwie różne ścieżki narracyjne. W rzeczywistości jednak bardzo miło jest widzieć, jak Nadja i Lazlo robią swoje własne rzeczy. Scenarzyści serialu korzystają z okazji, aby znaleźć nowy komediowy grunt dla postaci, podczas gdy obaj aktorzy są tak zabawni, jak zawsze. W szczególności wątek małego Colina wydawała się niezbyt udanym rozwinięciem akcji na papierze, ale serial radzi sobie z nim zaskakująco dobrze, zastępując irytująco przyziemnego pracownika biurowego słodkim, groteskowym dzieciakiem.

Nandor, po dość rozczarowującym wątku z poprzedniego sezonu, który w zasadzie nic nie wniósł do tej postaci, skupia się na miłości i żonie, chcąc pokonać samotność będącej piętnem jego długowieczności. Kiedy 750-letni Irańczyk przekonuje się, że jego jedyna miłość była elementem jego haremu, którego był właścicielem w czasach Imperium Osmańskiego, poszukiwanie tej jedynej staje się biseksualnym reality show. W sumie dużo jest tutaj śmiania się z popularnych programów telewizyjnych, dostaje się choćby audycjom randkowym, tym poświęconym remontom i operacjom plastycznym. I wszystko jest tutaj tak śmieszne, jak tylko może być!

Choć serial zdołał nieco dojrzeć, nadal jest tak głupi, sprośny i śmieszny, jak zawsze. Historia ta wydaje się posiadać bezdenną skrzynię nagród z potworami i mitycznymi istotami, z których można czerpać, a każdy nowy jest prezentowany z taką samą kreatywnością jak poprzedni. Wróżki, djinny, wykręcony Pinokio i inni pojawiają się już w czterech pierwszych odcinkach. Odcinek, kiedy nasi bohaterowie biorą udział w paranormalnym, nocnym targu to coś, co spokojnie mogłoby powstać w głowie Guillermo del Toro na potrzeby jego Hellboya z 2004 roku. Po prostu magia.

Co robimy w ukryciu coraz częściej eksperymentuje z formą serialu, ale w zasadzie jest to wciąż seria epizodyczna, w której każdy odcinek zabawnie riffuje unikalny, nadprzyrodzony stereotyp. Cztery sezony zasłużyły na prawo do mieszania swojej formuły, a trzeci sezon zakończył się tym, że ta zgrana ekipa rozstała się i skierowała do przeciwległych zakątków świata. Daje to nowemu sezonowi bezprecedensową swobodę i jest wiele kierunków, które nowe odcinki mogłyby obrać. Decyzja o przesunięciu zegara do przodu o cały rok początkowo wydaje się celowo pomijać niektóre z najciekawszych przygód postaci, ale zamiast tego zaserwowana zostaje nam się całkiem świeża energia.

Często zdarza się, że popularne programy telewizyjne zaczynają zjadać z czasem własny ogon. Na szczęście omawiany tutaj produkt staje na wysokości zadania i unika tych standardowych pułapek. Istnieje niebezpieczeństwo, że seriale tego rodzaju będą coraz bardziej przegadane i przesadzone, ale te nowe odcinki to idealna mieszanka luzu i pewności siebie. Co robimy w ukryciu zwyczajnie dobrze czuje się we własnej skórze. Pod wieloma względami sezon czwarty jawi się jako najsilniejszy i najbardziej skoncentrowany etap  tej jakże wciągającej historii.

Oryginalny tytuł: What We Do in the Shadows

Produkcja: USA, 2022

Dystrybucja w Polsce: hbomax.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.