Terrifier 2. Masakra w Święta (2022)

Nastał ten moment, w którym w końcu zmierzyłem się z wywołującym wymioty i omdlenia, ultra brutalnym Terrifierem 2, kontynuacją zarówno chwalonej, jak i wyklętej Masakry w Halloween (2016). Nie jestem jednak widzem z pierwszej lepszej łapanki, więc oczywistym był dla mnie fakt, że te wszystkie kontrowersje wokół tytułu były tylko sprawnie spreparowaną machiną marketingową. Bo jakże inaczej sprzedać film, w którym chodzi tylko i wyłącznie o zabijanie ludzi przez demonicznego mima?

Nie do końca podobała mi się poprzednia część, choć sam jestem wielkim entuzjastom kina spod znaku maski i maczety. Czułem jednak podświadomie, że nie chodziło tam o nic innego, jak tylko o tanie, czasami mocno tandetne szokowanie, pomijając totalnie takie coś jak historia czy ciekawie rozpisane postacie. Ostatecznie pierwszy film, choć satysfakcjonujący pod względem wylanych wiader sztucznej krwi, nie oferował nic więcej, będąc po prostu nudnym. Na całe szczęście twórcy przy sequelu poszli po rozum do głowy.

Dwójka to wciąż film zakręcony wokół kolejno odhaczanych scen morderstw, jednych bardziej, innych mniej kreatywnych. Ale oprócz tego krwawego trzonu, mamy w końcu jakąś konkretną fabułkę i ze dwie postacie, którym naprawdę możemy kibicować. Nie zrozumcie mnie źle, nadal nie jest to nic na poziomie takiego Halloween (2018) czy innych, lepiej skonstruowanych slasherów, ale widać to minimum wysiłku. Mamy zatem główną bohaterkę z jakąś tam przeszłością, której los zdaje się powiązany z postacią tajemniczego klauna Arta – mima o piekielnych konotacjach, który lubuje się w znęcaniu nad Bogu ducha winnymi ludźmi.

Mniej więcej w tej trwającej bagatela dwie i pół godziny produkcji chodzi o to, że klaun morduje kolejne postacie, by na końcu zmierzyć się z naszą heroiną. Nic odkrywczego, nic szczególnie angażującego, ale tak, jak wspomniałem, jest to miłe zaskoczenie po praktycznie pozbawionej fabularnego trzonu części pierwszej. Jeśli jeszcze nie oglądaliście tego, jak się okazuje w internecie wiekopomnego dzieła, to nie będę zdradzał Wam zakończenia i sceny po napisach końcowych, w których dzieją się rzeczy niestworzone!

Przejdźmy jednak do tego, co stanowi główny motor napędowy całej tej obrazoburczej serii – niesławnych scen gore. Te są tutaj pociągnięte do absolutnego maksimum zwyrodniałej kreatywności i już pierwsza scena w prosektorium zapowiada nam prawdziwą ucztę pełną mięsa, krwi i innych, ludzkich wydzielin. Wielkie brawa należą się ekipie odpowiedzialnej za charakteryzację oraz efekty specjalne, bo ich tytaniczna praca powinna być doceniona choćby nominacją do Oscara. Zgłoszenie do tej statuetki dla Terrifiera 2 to swoją drogą naprawdę niezły troll. Dużo tutaj praktycznej maskarady, mechatroniki i pomysłowego wykorzystywania perspektywy kamery.

Oczywiście nie jest to znów coś takiego, co wywróci Wasze żołądki do góry nogami, jednak sekwencja z koleżanką naszej bohaterki, z którą Art sprawnym ruchem skalpuje, a później znęca się w wyjątkowo perfidny sposób, potrafi tak szczerze zniesmaczyć. Ale to sprawka nie tyle wizualnego ataku na nasze zmysły, a jej przeciągłości i intensywności. Inne sceny, które krótsze, acz równie brutalne, jak moja ulubiona scena ze sprzedawcą w sklepie z okazjonalnymi gadżetami, są dla mnie jedyną wartością, dla której po owo dzieło można sięgnąć.

Terrifier 2 mimo bardziej rozbudowanej historii i lepiej napisanych postaci, jest wciąż produkcją nużącą. Nudni są w gruncie rzeczy bohaterowie, bo oparci na gatunkowych stereotypach, nudny jest sam czarny charakter, bo o jego jestestwie nie dowiadujemy się zupełnie nic, w końcu nudzi nawet samo wykonanie filmu, które nieco bardziej stylizowane jest na horrory z epoki i często odnoszące się do klasyki gatunku. Ale jednak przez tę zasłonę z retrofetyszyzmu przebija się jakiś brak pomysłu na siebie.

Ostatecznie druga część historii o Arcie wypada nieco tylko lepiej niż poprzednik, pozostając filmem niemającym nic bardziej zachęcającego widza do seansu, oprócz rozbuchanych efektów gore. Absurdalna scena po napisach zapowiada, że kolejna część może już odpłynąć w meandry absurdu, które zapewne wciąż rodzą się w głowie scenarzysty i reżysera. Z ciekawości pewnie obejrzę, bo presja będzie tak wielka, jak przy części omawianej tutaj. Z dziennikarskiego obowiązku trzeba było obejrzeć, czy żałuję? Nie, ale sposobów na spożytkowanie tego czasu mógłbym z łatwością znaleźć o wiele więcej!

Oryginalny tytuł: Terrifier 2

Produkcja: USA, 2022

Dystrybucja w Polsce: monolith.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *