Spotkania na krańcach świata (2007)

Kiedyś przeczytałem, że Werner Herzog jest jednym z tych szybko zanikających zasobów naturalnych Ziemi, filmowcem o niespożytej energii, ciekawości i pasji, który od 45 lat wykonuje swoje rzemiosło, z dala od zgiełku ceremonii wręczenia nagród i bez presji zwrotów w kasach kin czy słupków serwisów VOD. Nie pozostaje mi nic innego, gdyż każdy projekt spod ręki tego niemieckiego reżysera dokumentalisty fascynuje mnie równie mocno, dając mi poczucie obcowania z czymś naprawdę wyjątkowym.

Narodowa Fundacja Nauki przyznała grant na nakręcenie filmu dokumentalnego po tym, jak Werner zadał błyskotliwe pytanie dotyczące sposobu, w jaki ludzie wykorzystują Naturę. „Dlaczego tak wyrafinowane zwierzę, jak szympans, nie wykorzystuje słabszych stworzeń?”. Herzog widzi brak równowagi między Naturą a ludzkością, ponieważ my, jako istoty ludzkie, postrzegamy siebie poza Naturą i często wykorzystujemy to, co uważamy za słabsze, dla dobra naszego gatunku.

Dokumentalista zrobił to, co do niego należy, wziął kamerę i zamiast bawić się w przedstawianie suchych danych, ruszył na Antarkdytę, by przedstawić nam fascynujący świat naukówców, którzy żyją i pracują w tym nieprzyjaznym dla człowieka świecie. Zarówno widzimy obraz ludzi chcących zapanować nad wciąż pierwotną i nieokiełznaną Naturą oraz tych, którzy właśnie na jej łono uciekli przed współczesnym światem. To przegląd zarówno outsiderów, jak i profesjonalistów.

Niektórzy naukowcy, którzy schodzą pod wodę w poszukiwaniu faktów dotyczących ewolucji życia na Ziemi, określają swoje nurkowanie jako „zejście do katedry”. Zostajemy wprowadzeni do świata dziwnych stworzeń i krajobrazu przypominającego księżyc. Pewnego dnia jeden z członków zespołu odkrywa trzy nowe gatunki. To właśnie w takich momentach film stanowi dobry argument za duchową praktyką zachwytu nad otaczającym nas światem. Ci naukowcy z szacunkiem opowiadają o tajemnicach przyrody i królestwa zwierząt. Nie można nie być zachwyconym wieloma dziwnymi i jednocześnie cudownymi widokami, które Herzog prezentuje nam na ekranie.

Jest taka rozbrajająca me serce scena, w której obserwujemy samobójczy bieg pingwina w stronę majaczących na horyzoncie gór. „Nawet jakby go schwytać i odstawić z powrotem do stada, i tak znów pobiegłby na pewną śmierć. Ale dlaczego?” – pyta Herzog, patrząc na oddalającą się i niknącą na białym tle sylwetkę nielota. To właśnie z takich małych, a wielkich momentów składają się właśnie dokumentalne filmy Wernera, a tego widoku chyba nie zapomnę do końca życia. Tak samo, jak wielu innych ukazujących jakże obcą dla nas, skutą wiecznym lodem krainę. Już tutaj mogę tylko podziękować za tę transcendentną podróż.

Glacjolog opisuje, jak zmieniło się nasze rozumienie Antarktydy od czasów Ernesta Shackletona. Zamiast postrzegać kontynent jako „zimny monolit lodu”, który należy podbić w imię imperium, naukowcy postrzegają go teraz jako „dynamiczną, żywą istotę, która nieustannie przechodzi zmiany”. Herzog przekazuje ten dynamizm obrazami, które są surowe, ale dalekie od monochromatycznych, przypominające taniec baleriny falowanie neonowo-różowej meduzy, błękitną poświatę lodu pokrywającego rozległe Morze Rossa czy stuletni materiał filmowy przedstawiający Shackletona stojącego w studiu nagraniowym pełnym gór lodowych z masy papierowej.

Ale Spotkania na krańcach świata, jak sama nazwa wskazuje, to głównie rozmowy z ludźmi. Jest Libor Zicha, mechanik, który był kiedyś trzymany w niewoli przez południowoamerykańskie plemię, a teraz trzyma pod ręką spakowany plecak wraz z nadmuchiwaną pontonem, gotowy zawsze do wyruszenia w drogę. Jest Stefan Pashkov, filozof od wózków widłowych. David Pacheco, hydraulik, wywodzący się, jak sam mówi, od królów Inków oraz William Jirsa, geniusz językowy, lingwista, który spalił swój doktorat i udał się na południe.

To ich życie i ich historie nadają sens nieznanemu miejscu, chociaż obraz komplikuje dziwnie agresywna postawa Herzoga. Mówi z pogardą o „absurdalnych poszukiwaniach” i „przytulaczach do drzew”, co wydaje się dziwnym uprzedzeniem, dalekim od punktu wyjściowego, jakim wydaje się naturalny aktywizm ekologiczny. Ale być może jest to świadectwo wrodzonego poczucia dociekania przez Herzoga. Podróżował dosłownie na krańce ziemi dla prostej przyjemności zobaczenia tego, co tam jest. To samo w sobie jest warte uwagi, a opisywany tutaj film tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu.

Oryginalny tytuł: Encounters at the End of the World

Produkcja: USA, 2007

Dystrybucja w Polsce: planetedocff.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *