Mięśnie, goryl, kobiece ciało – w krainie obrazów Franka Frazetty

Kocham ludzi. Zwłaszcza gołe baby. Nie jestem w tym odosobniony. Wielu ludzi lubi innych ludzi pozbawionych ubrań. Jedne z najbardziej doniosłych dzieł sztuki w historii przedstawia goliznę. Od niepamiętnych czasów artyści brali na warsztat właśnie ludzkie ciało, które stanowiło dla nich inspirację do tworzenia. Nie inaczej było z Frankiem Frazettą.

Ten urodzony w 1928 roku na Brooklynie ilustrator od dziecka przejawiał niezwykły talent. Posiadał on naturalną zdolność do rysowania, co nie uszło uwadze jego bliskich. Zachęcany głównie przez babcię zaczął w wieku dwóch lat tworzyć swoje prace, za które czasami dostawał w nagrodę drobniaki. Szybko wypracował własny styl, a jego dzieła zawierały nietypowe motywy jak na małego chłopca. Równie prędko zorientował się także, że nauczyciele niewiele mogą go nauczyć. W wieku ośmiu lat trafił do Brooklyńskiej Akademii Sztuk Pięknych. Tam jednak również grono pedagogiczne zdawało się nie nadążać za jego umiejętnościami. Jak sam wspominał, więcej nauczył się od swych szkolnych kolegów. A miał ich sporo. Z częścią z nich założył nawet w późniejszym wieku gang o nazwie Fleagle Gang. Nie szukali jednak kłopotów, a czas upływał im głównie na wygłupach i sporcie. Od zawsze był pewny siebie, przebojowy oraz wyróżniał się atletyczną sylwetką. Tężyzna fizyczna była dla niego ważna, co znalazło odzwierciedlenie w jego pracach. Frazetta zaczynał od humorystycznych, typowo komiksowych opowiastek, w których główne role odgrywały zwierzęta. Dopiero około trzydziestki zdecydował się na karierę ilustratora. Wtedy właśnie zaczął tworzyć obrazy, które przyniosły mu uznanie.

Frazetta bywa nazywany ojcem chrzestnym fantasy. To właśnie ten gatunek przyniósł mu największy sukces, będąc obok nurtu science fiction, przewodnim tematem jego dzieł. Odcisnęły one mocne piętno na wielu innych rysownikach, którzy za młodu ekscytowali się wizjami artysty. Tworzone przez niego okładki książek i czasopism były dla nich atrakcją samą w sobie. Do dziś fani Franka opowiadają historie, jak to długimi minutami wpatrywali się w jego obrazy, podziwiając każdy szczegół. Wiele osób zapewne nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak znaczący wpływ miały prace Frazetty na rozwój oraz ogólny wizerunek produkcji spod znaku fantastyki. Przełomem i najbardziej znanym osiągnięciem autora pozostaje bez wątpienia wykreowanie postaci Conana Barbarzyńcy.

To właśnie nowojorczyk odpowiedzialny jest za dobrze nam dziś znane oblicze wojownika z Cymerii. Wyobrażenie to jest tak silnie zakorzenione w zbiorowej świadomości, że nikt się nie zastanawia nad tym, jak powinien wyglądać heros ze świata magii i miecza. Nic zatem dziwnego, że kiedy John Milius brał się za realizację swojej epickiej ekranizacji losów barbarzyńcy, inspirował się właśnie pracami Frazetty. Kilka scen stanowi do nich bezpośrednie odniesienie. Wpływ ów najbardziej jest widoczny w obsadzie. Jak powszechnie wiadomo, w rolę Conana wcielił się Arnold Schwarzenegger, niezbyt jeszcze wówczas znany, były kulturysta. Do tego stopnia pasował on na nieokrzesanego brutala, że jeden z krytyków określił go mianem żywej inkarnacji jednej z okładek autorstwa rysownika.

Dzieła Franka Frazetty można do dziś podziwiać w dedykowanym mu przez bliskich muzeum. Mimo upływu czasu niezmiennie emanują one niepohamowaną energią i rozmachem. Postacie, które wyszły spod pędzla artysty, są pełne życia i wydają się wręcz poruszać na płótnie. Narysowane są ekspresyjną kreską, dzięki czemu nabierają namacalnego charakteru. Każdy mięsień, każde wybrzuszenie i część ciała jest tutaj mocno podkreślona. Namalowani bohaterowie są dobrze zbudowani. Są to prawdziwi gladiatorzy, niebojący się zmierzyć z hordami wrogów i różnorakich bestii. Ich prezencja jest niemalże onieśmielająca. Budzą oni respekt swoją posturą i siłą.

Kobiety zaś mają w większości rubensowskie kształty. Ich ciała również są pełne wigoru, a wszelkie krągłości podkreślają tylko ich mocno erotyczną energię. Trzecią grupę figur zamieszkujących fantastyczne lokacje stanowią stwory. W ich skład wchodzą giganci, tygrysy, małpoludy czy też pterodaktyle. Przedstawione są najczęściej w czasie walki na śmierć i życie. Ich moc i desperacja w obliczu zagrożenia są tak mocno wyczuwalne, iż ma się wrażenie, że zaraz wyskoczą z ram ilustracji. Wszystkie te indywidua osadzone są w niesamowicie szczegółowo dopracowanych krajobrazach. Dopełniają one dzieła, tworząc imponujące kompozycje, które zdają się wciągać odbiorców w świat wielkich przygód i heroicznych czynów.

Żeby podziwiać twórczość Frazetty, nie trzeba jechać do jego muzeum. W dzisiejszych czasach wystarczy parę kliknięć myszką i już możemy się zatopić w fantastyczną rzeczywistość, którą stworzył. I aż żal się nieraz robi, że istnieje ona tylko na papierze. Oczywiście nie każdemu mogą podobać się dominujące w nich motywy. Nie każdy jest też fanem fantasy. Mimo to jednak nie trudno przejść obojętnie obok prac, które prezentują tak wysoki poziom realizmu. Posiadają przy tym moc przyciągania, hipnotyzując i uwodząc zmysły. Są pełne witalności, drapieżne i dzikie. Ich wyrazistość przenosi odbiorcę w magiczny świat, wywołując efekt całkowitego zatopienia. I chociaż wielu świadomie lub nieświadomie wzorowało się na stylu artysty to nikomu nie udało się skopiować duszy, jaką posiadają jego twory. Ilustratorów jest wielu. Frank Frazetta jest jeden.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *