Zombie SS 2 (2014)

Jeśli w mojej recenzji norweskiego Zombie SS z 2009 roku padło porównanie do Martwego zła (1981), to jego bezpośredni sequel wypada mi postawić koło wieńczącej trylogię Raimiego Armii ciemności (1992). Nie jest to co prawda tak dalekie odejście od pierwowzoru, jak w przypadku tamtych produkcji, ale nie sposób nie odnieść wrażenia, że Tommy Wirkola złapał wiatr w żagle oraz budżet w kieszeń. Osobiście cenię sobie część drugą ponad jedynkę, ale o tym postaram się Wam napisać w kolejnych akapitach.

Podstawowe klocki wciąż są na tych samych miejscach. To przede wszystkim pełna czarnego humoru, popkulturowej satyry rzeźnia z przegiętym gore na pierwszym planie, która na każdym kroku odnosi się zarówno do klasyki, jak i tych mniej znanych przedstawicieli kina grozy. Tyle tylko, że skala wydarzeń wykracza dalece poza domek w górach znany z pierwszej części, bo nazistowscy zombie szykują się na inwazję na pewne idylliczne, norweskie miasteczko.

Przeżywszy brutalny atak z rąk oddziału nieumarłych, żądnych ludzkiego mięsa nazistów, Martin (Vegar Hoel) ląduje w pobliskim szpitalu z nadzieją, że koszmar dobiegł już końca. Niestety, szybko zostaje przykuty kajdankami do łóżka i oskarżony o brutalne morderstwa na swoich przyjaciołach oraz ukochanej dziewczynie. Do tego wszystkiego młody chirurg o dobrym sercu nieświadomie przyszył ramię nazistowskiego komendanta zombie Herzoga do odciętego kikuta Martina.

Nasz bohater ucieka z placówki medycznej i wyrusza na misję ostatecznego zniszczenia armii nieumarłych, licząc na pomoc tria amerykańskich nerdów nazywających się hucznie „łowcami zombie”. Odkrywają cmentarz, na którym pochowany został cały oddział radzieckich żołnierzy i, wykorzystując moc nowo przyszytej kończyny Martina, próbują wskrzesić kamratów, by ci pomogli im w ostatecznej bitwie przeciwko bataliom Herzoga.

Nie ma co owijać w bawełnę, Zombie SS(tak samo, jak pierwsza część) nie jest kinem intelektualnie wymagającym. Powiedziałbym nawet, że prócz szukania w nim odniesień i mrugnięć okiem, rozkładanie go na czynniki pierwsze czy szukanie w nim jakiejkolwiek logiki tylko mu zaszkodzi. Wiecie, to ten rodzaj rozrywki, która wymaga od nas zawieszenia wszelkich kryteriów tradycyjnego oceniania, bo choćby wylewająca się z ekranu głupota jest przecież zamierzona. Czy można było to ubrać w bardziej inteligenty humor? Można było, pytanie tylko brzmi po co?

Bo mnie szczerze śmieszy ta cała szydera z fanatycznych fanów Gwiezdnych Wojen, z pojmowanych przez Zachód w dość binarny sposób stron konfliktu podczas II Wojny Światowej czy dotyczących płci i orientacji stereotypów. Wydaje mi się, że po negatywnej krytyce, z jaką spotkał się jego Hansel i Gretel: Łowcy czarownic (2013), Wirkola po prostu nie miał nic do stracenia, rzucając w swój film wszystkie działa stojące okoniem współczesnej poprawności politycznej. Dlatego też dzisiejsza widownia, wychowana na taśmowych produkcjach Netflix robionych od sztancy wedle wytycznych Excela, może się poczuć momentami wręcz zniesmaczona.

Warto mieć również na uwadze, że Zombie SS 2 udanie wykorzystuje naturalne piękno norweskiego krajobrazu, zwłaszcza wtedy, kiedy majestatyczne równiny i przepastne bagna stają się polami krwawych bitew. Jako estetyczną woltę otrzymujemy prostotę skandynawskiej architektury i wystroju wnętrz, które nadają filmowi czegoś z muzeum sztuki nowoczesnej. Dlatego też nietrudno nie zauważyć, że w rękach brytyjskiej lub amerykańskiej produkcji film mógł się nie udać i nie oferować niczego poza gore oraz sztampowymi postaciami. Norweskie, minimalistyczne podejście działa na korzyść tej produkcji, zarówno pod względem tworzenia przyjemnej estetyki, jak i ponurego, ociekającego przez ekran klimatu.

Ja jestem fanem tych dwóch, bądź co bądź małych filmów, z naciskiem na część drugą. Zwyczajnie trafia do mnie tego typu humor, szczerość twórcy w swych intencjach i niekrycie się z pełnymi miłości inspiracjami. Dziś tego typu kino może istnieć raczej tylko gdzieś w strefie niezależnej, dziesięć lat temu to jeszcze był mainstream. Wirkola, niczym alchemik, stworzył kawałek złota w gatunku zombie, kręcąc film, który znacznie przekraczał ówczesne oczekiwania. Pamiętam, jak jakiś czas po jego premierze przyznał, że ma gotowy scenariusz do trzeciej części, w której powrócić miał sam Adolf. Szkoda, że prawdopodobnie nigdy nie doczekamy się domknięcia tej trylogii.

Oryginalny tytuł: Død Snø 2

Produkcja: Norwegia/Islandia/Wielka Brytania/USA, 2014

Dystrybucja w Polsce: polsatboxgo.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *