
Oglądając polskie filmy i seriale, te najbardziej popularne, można dojść do wniosku, że naszym towarem eksportowym są wyłącznie mafijne porachunki, będące romantycznym echem tego, co w kraju tym działo się w latach 90. i na początku obecnego wieku. Wybuchające samochody, egzekucje, strzelaniny, szemrane interesy, haracze i narkotyki – gangsterka praktycznie zespoiła się z naszą narodową tkanką i nie potrafimy się od niej uwolnić.
Nie dziwi mnie zatem wcale, że jednym z ostatnich, najgorętszych hitów serialowych produkowanych w tym kraju, jest opowieść właśnie z półświatka. Tym razem jednak miast kolejnego rozliczania czy romantyzowania Pruszkowa czy Wołomina, mamy fantasy. No może nie fantasy w znaczeniu smoków i magii, ale takie, które bardzo luźno podchodzi do swojej historii, ubarwiając ją wydarzeniami wyrwanymi z chłopięcych wyobrażeń.
Bohaterem tych wydarzeń jest niejaki Oskar Gwiazda (Piotr Witkowski), były już członek służb specjalnych, który po samobójczej śmierci ojca próbuje zawiązać koniec z końcem. Wszystko ma swój początek w nagłym ataku paniki, który skutkował tragicznym fiaskiem jednej z misji, w której uczestniczył. By tego było mało, jego zmarły ojciec zostawia po sobie sporo długów zaciągniętych u szemranych lichwiarzy.
My, widzowie, wiemy przecież, że uczciwa praca w ochronie nie przyniesie Oskarowi oczekiwanych pieniędzy, więc ten rusza na przestępczy szlak. Może nie do końca taki przestępczy, bo zaczyna okradać bogatych, uprzywilejowanych w lokalnej społeczności ludzi, mniej lub bardziej ocierających się o półświatek. W tym całym bagnie ląduje również jego będącą przy nadziei siostra (Aleksandra Adamska) i jej mąż Sylwek (Konrad Eleryk).
Warto oddać cesarzowi obecnej ery polskich seriali, co cesarskie. Idź przodem bracie realizacyjnie wyprzedza większość rodzimych seriali sensacyjnych, choć osobiście nie wiem, czy jest to poprzeczka zawieszona znaczniej wyżej, niż nieco wcześniejsza Prosta sprawa (2024-). Wypada, a nawet trzeba docenić ludzi od choreografii scen walk, tych wręcz oraz z użyciem broni palnej, bo ogląda się je nie tylko z zapartym tchem, ale poczuciem dumy, że na tym poletku nie mamy już żadnego kompleksu względem kina zachodniego. Wiadomo, John Wick to nie jest, jeszcze brakuje nam trochę odwagi, by wychodzić poza schematy, ale i tak jest bardzo, bardzo dobrze!
Pochwalić też należy grę (prawie) całej obsady. Co zaskakujące, dużo lepiej w mojej opinii wypadła młodsza gwardia, która totalnie zjada takich weteranów małego i dużego ekranu, jak Cezary Żak czy Piotr Adamczyk. Rolę tej dwójki są spoko, nie ma się też co czepiać, ale dla mnie byli nieco przeszarżowani i nie mogłem nie odnieść wrażenia, że nie traktują całej produkcji odpowiednio poważnie. Nie to, co Konrad Eleryk, który w moich oczach rośnie na jednego z najciekawszych obecnie aktorów, mimo że jego fizyczność raczej stanowić może spore ograniczenie w dobrze ról. Również wcielający się w główną rolę Piotr Witkowski jest naprawdę spoko, choć dla mnie jego gra czasami była już nazbyt wycofana.
I w sumie to jedyne ciepłe słowa, które mogę szczerze napisać o Idź przodem bracie. Ja wiem, że to wszystko w obrazku wygląda bardzo ładnie, ale niestety to tylko rzemiosło, trochę ćwiczenie, które, choć technicznie bardzo dobre, kuleje na poziomie scenariusza czy pisania postaci. Fabuła z początku klarowna, z każdym odcinkiem mąci coraz większą ilością postaci i interakcji między nimi, które wydają się nie tyle zapychaczem, a jakimś pomysłem na rozbudowanie tego uniwersum. W końcu finał wygląda tak, jakby był po prostu zapowiedzią kolejnej produkcji osadzonej właśnie w tym świecie. Postacie da się polubić, bo sympatyzujemy z aktorami je odgrywające, ale gdyby tak podrapać po ich naskórku, to niewiele tam się w nich kryje.
Nie chcę za bardzo wylewać się na ten serial, bo zwyczajnie na to nie zasługuje. Po prostu ja prócz fantastycznej realizacji i sceny w szpitalu, która pewnie dla wielu przejdzie do historii tych najlepszych, jakie dało nam polskie kino, nie mogłem się jakoś wkręcić. Historia pod koniec traci jakąś konkretną stawkę, bo raczej domyślamy się, kto przeżyje, a kto jest do odstrzału, dobrzy zostają wynagrodzeni, źli nie ponoszą kary (bo wrócą w drugim sezonie). Właśnie gdzieś tak po trzecim odcinku, tym ze szpitalem, straciłem jakiekolwiek zainteresowanie scenariuszem i śledziłem tylko dla draki. A ta, powtarzam się, jest wyborna.
Oryginalny tytuł: Idź przodem bracie
Produkcja: Polska, 2024
Dystrybucja w Polsce: netflix.com

Częściej słońce, rzadziej deszcz. Entuzjasta kultury wszelkiej, bo przecież nie ma piękniejszej interakcji międzyludzkiej, jak przekazywanie sobie emocji.
