
Pająk jako istota nie jest moim powodem największego strachu. Ba, jestem tym typem człowieka, który nawet tych powszechnie uważanych za obleśne istot nie potrafi krzywdzić, i kiedy napotkam takowego w domu, wynoszę go bezpiecznie na balkon. W sezonie zimowym na korytarz lub do piwnicy. Mimo wszystko lubię wykorzystywanie pająków w popkulturze grozy, czego najlepszym przykładem jest przerażająco fajne Robactwo z 2023 roku.
Czytając lakoniczne opisy fabuły filmu Gniazdo pająka, spodziewałem się czegoś na kształt quasi remaku tamtego francuskiego horroru, który w końcu traktował siebie bardzo poważnie. Jakież było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że nie jest to wcale amerykański film, a australijski, oraz to, że więcej tutaj z rodzinnej komedii i nastoletniej produkcji przygodowej niż rasowego horroru. Pytanie tylko brzmi, czy warto temu poświęcać czas?
Nie wiem, co twórcy tego filmu mieli w głowie, bo przecież ich kraj słynie z tego, że pająki praktycznie wychodzą z każdej dziury w naszym domu. No ale rozumiem, że taki gatunek, który przeczy wszelkim prawom biologii, trzeba było sprowadzić aż z… kosmosu. Tak, ośmionożny niemilec jest nam z jednej strony tak bardzo obcy (potrafi wydawać gardłowe dźwięki, rośnie w alarmującym tempie i wykazuje jakąś inteligencje), z drugiej jednak nie różni się od tego, co spotkamy za naszą szafką. Prócz rozmiaru, chyba.
Trafia on pod opiekę 12-letniej Charlotte (Alyla Brown), która dziwnie wyglądającego pająka trzyma go w słoiku i karmi wszystkim tym, co uda się jej złapać. Wkrótce osobliwe stworzenie, które nazwała Sting, znajduje drogę na wolność i przez kanały wentylacyjne starej kamienica zaczyna zagrażać bezpieczeństwu jej mieszkańców.
Wyprodukowany w Australii film wyraźnie celował w rynek amerykański, bo jest to wyjątkowo prosta produkcja, która nie wychodzi nawet jednym odnóżem poza sprawdzoną formułę. Nie ma w tym oczywiście nic złego, nawet myślę, że docelowy odbiorca będzie zadowolony z faktu, że nikt nie próbował wymyślić koła na nowo i zmieniać tego, co przecież działa od tak dawna. Dlatego też należy przypomnieć potencjalnym widzom, że Gniazdo pająka nie jest tytułem do rozkmininania, a jedyne, co zastanawiać Was będzie podczas seansu, to, w jakiej kolejności stracą życie poszczególni mieszkańcy kamienicy. Ale to w sumie wynika bezpośrednio z narracji, więc nie ma sensu.
Wiadomo, fani gatunku od razu wyłapią nawiązania do serii Obcy czy kultowego filmu mojej młodości, Arachnofobii (1990) Franka Marshalla. Mimo wszystko jednak dziwi mnie kierunek, w jakim poszli twórcy, opierając swoją historię na 12-letniej dziewczynce i jej problemach rodzinnych. Trzymanie w tajemnicy kosmicznego przyjaciela budzi skojarzenia raczej z E.T. (1982) i jakoś gryzie (heh) mi się z całą tą oślizgłą, brutalną otoczką. Jednocześnie reżyser oddaje nam całe mnóstwo bardzo graficznego body horroru, który sprawia, że film nie nadaje się dla młodszych widzów. Za mocny dla młodych, zbyt wtórny dla starych, niestety tytuł ten wpada w pułapkę (heh x2) bycia dla nikogo.
A sam pająk? Wygląda naprawdę dobrze! Już początek, w którym malutki meteoryt ląduje w domku dla lalek i świeżo wykluty pająk przemierza maleńkie pomieszczenia, jest fantastyczny, bo to taka stylizowana zapowiedź tego, co będzie. A później jest równie spoko, bo Sting rośnie, zalepia wszystko swoją pajęczyną i czai się gdzieś za ścianą mieszkania. Wiadomo, przez większość czasu jest on generowany komputerowo, ale odpowiednia gra światła i cienia sprawia, że nie widać szczególnej różnicy względem tego, kiedy na ekran wjeżdża klasyczna, namacalna kukiełka.
Jak wspomniałem, nie wiem, komu Gniazdo pająka polecać. Weterani będą znudzeni, dzieciaki mogą nabawić się traumy. Jest to wszystko bardzo ładne w obrazku, technicznie wszystko tutaj się zgadza, więc może jako taka zapchaj dziura na niezobowiązujący seans, kiedy to nie macie siły na nic, co wymaga od Was myślenia i po prostu macie ochotę odwiedzić ten sam, sprawdzony bar gdzie podają dobre kanapki, ale ani w smaku, ani w wystroju wnętrza nic Was nie zaskoczy.
Oryginalny tytuł: Sting
Produkcja: Australia, 2024
Dystrybucja w Polsce: canalplus.com

Częściej słońce, rzadziej deszcz. Entuzjasta kultury wszelkiej, bo przecież nie ma piękniejszej interakcji międzyludzkiej, jak przekazywanie sobie emocji.
